Życie ludzkie

Człowiek w wierzeniach dawnych Słowian przez cały czas swojego życia był objęty boską opieką, która w każdym wieku była jednak różna. Wynikało to stąd, że w zależności od pory życia poszczególne bóstwa i istoty nadprzyrodzone w różnym stopniu ingerowały w ludzkie życie. Warto omówić w ogólnym zarysie to, jak nasi praojcowie zapatrywali się na zagadnienie życia doczesnego i wiecznego, po to by uświadomić sobie jak bogaty zespół wierzeń i przekonań odszedł w niemal zupełne zapomnienie. Dla lepszej przejrzystości tego wywodu dobrze jest podzielić żywot ludzki na poszczególne etapy, którego punktami granicznymi są narodziny, młodzieńcza inicjacja, założenie rodziny i śmierć.

Słowiańskie życie. Autor: Dušan Božić ©

Słowiańskie życie. Autor: Dušan Božić ©

Narodziny i odpowiedzialność za ludzki los:

Najcenniejszą wartością dla dawnych Słowian bez wątpienia była rodzina, o czym świadczy chociażby przywiązanie do własnego rodu. W sposób oczywisty z pojęciami rodziny, rodu i rodzenia łączył się Rod – jedno z naczelnych słowiańskich bóstw, które zdaniem B. Rybakowa z czasem straciło na znaczeniu. Wierzono, że poprzez kontakt z przodkami rodu można porozumieć się z ostatecznym źródłem, który jest właśnie Rod. Badacze rosyjscy i ukraińscy uważają nawet, że bóstwo to mogło być protoplastą innych bogów, twórcą wszechświata. Widzą oni w Rodzie główne słowiańskie bóstwo przed „upaństwowieniem” religii w postaci ustanowienia panteonu Włodzimierza I Wielkiego.

Wiernymi przybocznymi Roda były Rodzanice – istoty stojące obok kołyski, opiekujące się losem małego dziecka. Chrześcijaństwo zastąpiło te wyobrażenia aniołami opiekuńczymi. Rod sprawuje ogólną opiekę nad ludźmi, Rodzanice zaś wpływają na losy poszczególnych osób. Wierzono w to, że sprawowały one opiekę nad ciężarnymi matkami i ich jeszcze nienarodzonymi dziećmi. Przyjmuje się, że pierwotnie istniała tylko jedna żona Roda, jednak z czasem (zapewne pod wpływem innych kultur pogańskich) Rodzanice zaczęły być jednoznacznie utożsamiane z trzema kobietami stojącymi przy dziecięcej kołysce.

Obraz Rodzanic na obszarze Słowiańszczyzny był niejednolity, podobnie zresztą jak ich nazewnictwo. Kobiety te obocznie nazywane były również narecznicami i sudiczkami. Wizerunek trzech kobiet sprawujących władzę nad ludzkim losem w wierzeniach Praindoeuropejczyków był czymś powszechnym. Wspomnijmy greckie Mojry, rzymskie Parki, germańskie Norny lub celtyckie Brygidy. Same Rodzanice są dobrze poświadczone wśród Słowian wschodnich i południowych, zaś wśród Słowian zachodnich podobne funkcje mogły sprawować tzw. Trzy Zorze, których nazwa kojarzy się dziś z charakterystycznym blaskiem słońca o wschodzie, południu i zachodzie. Warto przy tej okazji nadmienić, że promienie słoneczne w kulturze ludowej bywały kojarzone z przędzeniem, zaś ludzki los bywał przedstawiany jako tzw. nić żywota. Trzy Zorze miałyby zatem silny związek z odpowiedzialnością za ludzki los, we wszystkich trzech jego porach: młodość (wschód), wiek średni (południe), starość (zachód).

Grafika za: bogowiepolscy.net

Trzy Zorze. Autor: Kazimierz Perkowski © (grafika za: bogowiepolscy.net).

Z Rodzanicami bądź Zorzami związany był domniemany kult Doli, która z czasem przekształciła się w słowiańską personifikacją losu i przeznaczenia. Dawni Słowianie wierzyli w to, że towarzyszyła ona człowiekowi od chwili narodzin aż do śmierci. Przeważnie bywała niewidzialna, jednak czasem można ją było zobaczyć pod postacią kobiety, mężczyzny, kota, psa lub myszy. Różne były poglądy Słowian na Dolę – czasami uważano ją za dziedziczną, innym razem traktowano ją jako coś indywidualnego. Przypuszcza się, że wierzenia w Dolę mogły mieć początek w kulcie Perperuny (zwanej też Dodolą) bądź Mokoszy. Z czasem jednak sama Dola została zdegradowana do niższej roli.

Dolę często traktowano jak ducha, którego można ugłaskać. Z tego też powodu wyprawiano jej wieczerze mające zapewnić przychylność, dobrą dolę. Brak przychylności Doli jest do dziś nazywany niedolą. Dobrze jest, gdy Dola ma podobny charakter do swojego właściciela, gdyż wtedy może być niemu przychylna, nawet gdy jest niedbały i rozrzutny. Ma to też jednak swe konsekwencję w drugą stronę – z powodu niezgodności charakterów Dola mogła być czasem złośliwa dla osób zapobiegliwych i rozsądnych. Dola, podobnie jak rzymska Fortuna, jest zatem istotą nadprzyrodzoną, która dała początek synonimicznemu nazewnictwu ludzkiego losu.

Z odpowiedzialnością z za ludzką dolę często była kojarzona też Mokosz bądź Perperuna (zwana Dodolą). Autor: hello-heydi ©

Czas młodzieńczej inicjacji i wkraczania w dorosłość:

Z wkraczaniem w wiek dorosły są związane dwa słowiańskie obrzędy inicjacyjne, do których przystępowali chłopcy i dziewczęta najczęściej w wieku 7 lat (nie więcej jednak niż 12). Mowa tutaj o chłopięcych postrzyżynach i dziewczęcych zaplecinach / wiankowinach, które były symbolicznym wkroczeniem w wiek męski lub kobiecy. Od tego czasu chłopcy byli przyuczani do typowo męskich zajęć, takich jak polowanie, wojaczka, rzemiosło i rola, zaś dziewczęta stawały się pannami. Obu tym obrzędom towarzyszyły spotkania i uczty, choć warto wyraźnie zaznaczyć, że samym rytuałom towarzyszył bardzo podniosły charakter. Podczas tych obrzędów chłopcom i dziewczętom nadawano również właściwe imiona, które zastępowały wcześniejsze imiona ochronne, np. Wilk, Niemoj, Nielub. Zabieg ten miał swe uzasadnienie  w wysokiej śmiertelności małych dzieci w tamtych czasach.

Autorka: Mirogniewa ©

Autorka: Mirogniewa ©

Obrzęd postrzyżyn polegał na symbolicznym obcięciu włosów chłopcu przez ojca lub żercę, zaś zapleciny na zapleceniu warkocza na głowie dziewczynki przez starsze kobiety ze wspólnoty, któremu towarzyszyło również dekorowanie głowy dziewczęcej wiankiem wykonanym z różnych kwiatów (stąd oboczność w nazwie). W wypadku postrzyżyn dokonanych przez ojca rytuał ten był traktowany również jako oficjalne uznanie swego potomka za prawowitego spadkobiercę. Od czasu dokonania tych obrzędów chłopcy i dziewczęta stawali się pełnoprawnymi członkami wspólnoty, kawalerami i pannami. Pomimo jeszcze względnie młodego wieku, od czasu postrzyżyn bądź wiankowin należało zachowywać się już jak na dorosłego członka wspólnoty przystało.

Odpowiednikiem obu tych rytuałów w kulturze katolickiej jest sakrament Komunii, do którego przystępują dzieci w podobnym wieku. Obrzęd postrzyżyn często był również odbierany jako symboliczny akt poddania się woli ojca, przejścia pod jego opiekę, stąd też włosy dziś ścinają szeregowi przystępujący do wojska (zmiana zwierzchnika) oraz prawosławni zakonnicy (podlegli od tego czasu konkretnemu biskupowi). Postrzyżyny w niezmienionej formie zdołały przetrwać również we współczesnych wspólnotach rodzimowierczych, podobnie zresztą jak zapleciny.

J. Peszka, Postrzyżyny Mieszka.

J. Peszka, Postrzyżyny Mieszka.

Następny ważny rytuał przejścia przypadał w momencie osiągnięcia dojrzałości płciowej (ok. 14-15 lat), kiedy to młodzież po raz pierwszy smakowała smaku miłości przy okazji słynnej Nocy Kupały. Z nocą tą wiązało się symboliczne puszczanie wianków na wodzie, które należy traktować jako oczywisty symbol utraty dziewictwa. Najkrótsza noc w roku była czasem młodych, stąd też starsi członkowie wspólnoty przymykali w tym czasie oczy, pozwalając młodym na wkroczenie do grupy osób dojrzałych seksualnie. Podczas obchodów Kupały dokonywano również magicznego obrzędu zanurzenia (słynne kupalne kąpiele), który również należy tłumaczyć jako kolejny zabieg inicjacyjny. Mocno ugrzecznionym ekwiwalentem tych obrzędów w religii katolickiej jest bierzmowanie.

Ostatnim progiem wkraczania w świat dorosłych jest zawarcie małżeństwa i założenie rodziny. Typowo słowiańską ceremonią wstąpienia w uświęcony związek była tzw. swaćba. U dawnych Słowian małżeństwo było dobrowolną umową wiążącą stałą przyjaźnią rody obu małżonków. Towarzyszyły jej obopólne dary równej wartości, tzw. posag i wiano. Rytuał swaćby polegał na złożeniu przysięgi małżeńskiej przez młodych w obliczu bogów, przed żercą lub swatem, często przy uczestnictwie pozostałych członków wspólnoty. Przysięga ta była najczęściej wypowiadana pośród świętego gaju, w poświęconym bóstwom i duchom przodków zagajniku, który dla dawnych Słowian pełnił podobną funkcję do dzisiejszych świątyń.

Rekonstruowany obrzęd swaćby w Rodzimym Kościele Polskim (CC).

Ze swaćbą związany jest zwyczaj swatania, który przez długi był mocno zadomowiony w polskiej kulturze ludowej. Swat był osobą kojarzącą młodych do ożenku, czasem też nawet osobiście przyjmującą przysięgę małżonków. W wypadku braku porozumienia pomiędzy dwoma rodami skojarzeni często pozorowali porwanie (tzw. umuczkę), po to by w sekrecie, bez pełnej akceptacji rodu wypowiedzieć święte słowa przysięgi. Rzeczywiste porwania we wspólnotach słowiańskich zdarzały się relatywnie rzadko. W folklorze słowiańskim dobrze utrzymał się zwyczaj oczepin polegający na zastąpieniu dziewiczego wianka przez ślubny czepek. Warto też pamiętać o korowaju – tradycyjnym słodkim kołaczu, który był pieczony na drożdżach i obficie wypełniany bakaliami. Jego wyrobem zajmowała się zamężne kobiety z rodziny młodych, zaś jego dekorowanie było zadaniem dla kobiet stanu wolnego. Kulturowym ekwiwalentem tego wypieku jest współcześnie tort weselny.

Typowo pogańskim zwyczajem ślubnym jest przetrwałe do dziś przenoszenie panny młodej przez próg domu. Zabieg ten miał związek z powszechną wiarą w obcowanie duchów przodków rodowych i w to, że takie bezpośrednie wprowadzenie do domostwa osoby niespokrewnionej może być przez nie odebrane jako obraza. Innymi rytuałami było wiązanie rąk pary młodej oraz wspólne spożywanie pokarmów – miało to symbolizować obecną od wypowiedzenia przysięgi nierozerwalność pomiędzy małżonkami. Słowiańskie wesela były bardzo huczne i trwały zazwyczaj nawet do kilku dni. Ten pogański zwyczaj przez bardzo długi czas utrzymywał się w kulturze ludowej. U Słowian funkcję muzyków weselnych pełnili tzw. igrcy, którzy grywali na piszczałkach wyrabianych z drzewa i kości, gęślach, bębnach, rogu tura lub woła bądź też na długiej trąbie. Zajmowali się też oni szeroko rozumianym zabawianiem towarzystwa: prowadzaniem zabaw i mówieniem rubasznych tekstów.

Korowaj zaczął ostatnimi czasy wracać do łask na wschodzie Polski, gdzie jest wtórnie przejmowany z terenów rosyjskich i białoruskich, na których tradycja ta zachowała się lepiej. W miejscowości Mielnik co roku odbywają się nawet zawody kulinarne na najpiękniejszy korowaj. Na zdjęciu laureat z 2013 roku Zdjęcie za GOKSiR Mielnik.

Śmierć i życie pośmiertne:

Po zawarciu małżeństwa i założeniu rodziny przychodził czas na wychowywanie potomstwa i ponowne przechodzenie wraz z potomkami przez wspomniane powyżej etapy, tym razem z perspektywy rodzica. Życie kiedyś musi się jednak skończyć. Stare życie musi ustąpić nowemu, po to by świat mógł trwać dalej. Dusze zmarłych muszą zjednoczyć się z duchami rodowych przodków, po to by móc wreszcie zaznać upragnionego spokoju.

Śmierć dla Słowian przeważnie nie była czymś smutnym, wręcz przeciwnie – oznaczała przejście zmarłego do lepszego świata, Nawii. Stąd też ich uroczystości pogrzebowe znacznie różniły się od tego, co możemy zaobserwować współcześnie. Wyprawiając zmarłemu pogrzeb, bliscy dbali o to, by wyposażyć go w dobra, które będą mu potrzebne w nowym świecie. Ubierano go w najlepsze szaty, czasem biżuterię, dawano mu też pieniądze i przedmioty codziennego użytku, np. broń. Praktyka ta miała swoje uzasadnienie w tym, że osoba należycie wyposażona na tamtym świecie, z pewnością nie wróci do wcześniejszego świata pod zmienioną postacią. Wiara w to doprowadziła w niektórych przypadkach do skrajnych praktyk, takich jak uposażanie zmarłego w wóz bądź nawet ludzi – najczęściej padało na sług, rzadziej na żonę zmarłego.

Uposażanie zmarłego było rzecz jasna typowe dla grzebania możnych nieboszczyków. Wiązało się to wszakże z posiadaniem dóbr materialnych. Bez względu na stan majątkowy, zmarłego układano na stosie i palono. Po całkowitym wypaleniu stosu, prochy zmarłego przesypywano do glinianego naczynia (tzw. popielnicy), a następnie zakopywano w grobie. Mógł to być zwykły płaski grób bądź też okazały kurhan. Zdarzało się też, że prochy zmarłego były po prostu przysypywane ziemią po wypaleniu się stosu. Palenie zmarłych, poza symbolicznym oczyszczającym znaczeniem ognia, miało też aspekt pragmatyczny – definitywnie zabezpieczało przed powrotem duszy pod postacią demona. Strach przed tym był widoczny również przy innych, chronologicznie wcześniejszych praktykach pogrzebowych, takich jak: odcinanie głowy zmarłego, przebicie kołkiem bądź też po prostu zagrzebanie ciała za stawem bądź rzeką.

W. Wasniecow, Tryzna po śmierci Olega (1899).

W. Wasniecow, Tryzna po śmierci Olega (1899).

Słowiańskim zwyczajom palenia i grzebania umarłych towarzyszyły rozmaite rozrywki, które miały uwolnić uczestników pogrzebu od złego wpływu duchów zmarłych. Obrzędy te pomagały także w lepszym wprowadzeniu duszy zmarłego w tamten świat. Praktyki tego typu były nazywane tryzną oraz strawą. Tryzna przypominała nieco współczesną stypę, jednak poza jedzeniem i wspominaniem zmarłego, urządzano również specjalne igrzyska, takie jak: gonitwy, zapasy, tańce bądź zabawy w maskach. Strawa to z kolei towarzyszące pogrzebowi ucztowanie, które miało wyraźnie rytualny charakter. Typowo słowiańską potrawą podawaną w ramach strawy była kutia, która zdołała przetrwać gdzieniegdzie jako wigilijne danie.

Stosowane obecnie słowo stypa jest obecne w języku polskim dopiero od XVI w., wyraz ten ma rodowód łaciński. Pomimo przejęcia obcej nazwy, szlachta polska w XVI w. w ramach stypy wciąż urządzała czasem huczne biesiady obficie zakrapiane wódką. Przyjęło się, że godny pogrzeb i suta stypa zabezpieczały całkowicie zmarłego przed powrotem na ziemię. Wszystko rzecz jasna odbywało się przeważnie z funduszy zmarłego – miało w końcu przysłużyć się jego dalszemu „życiu”. Huczne tryzny organizowano przede wszystkim dla zmarłych władców i możnych, pogrzebom biedniejszych zmarłym towarzyszyły skromniejsze poczęstunki. Pozostałe uroczystości tryznowe również były mniej okazałe. Współcześnie próby rekonstrukcji tryzny przeprowadzane są podczas rozmaitych festiwali nawiązujących do tradycji pogańskiej.

Pochówek ciałopalny na Festiwalu Słowian i Wikingów w 2009 roku w skansenie w Wolinie. Autor: Nikodem Zieliński (CC).

Pochówek ciałopalny na Festiwalu Słowian i Wikingów w 2009 roku w skansenie w Wolinie. Autor: Nikodem Zieliński (CC).

Po pogrzebie i obrzędach tryznowych dusza zmarłego trafiała do zaświatów, tzw. Nawii (od psł. *navь ‚nieboszczyk’). Pieczę nad nimi sprawuje Weles – srogi pan podziemi. W wierzeniach ludowych opisywano je różnie: raz jako rozległe pastwisko, na którym Weles wyprowadza dusze; innym razem jako rozległe bagno, pośrodku którego znajdował się złoty tron, na którym zasiadał Weles dzierżący miecz. Mówiło się też, że nieopodal tego tronu znajdowały się korzenie Drzewa Kosmicznego, będącego osią dla całego świata. Wierzono również, że wejścia do Nawii strzegł Żmij – skrzydlata gadzia istota. Powszechny był też pogląd, że Nawie oddzielone były od świata ludzi wielkim morzem bądź rzeką. Inną, zapewne późniejszą nazwą Nawii jest Wyraj wężowy, stojący w opozycji do Wyraju ptasiego (tzw. Wyraju).

Wyraj to magiczna, bajeczna kraina, do której zimą odlatują ptaki. Z tego miejsca przychodziła także wiosna budząca świat do życia. W folklorze mówiło się również o pochodzących z Wyraju bocianach, które miały przynosić dzieci. Wyraj miał podobne położenie do Nawii – znajdował się wielką wodą (być może nawet na końcu Drogi Mlecznej), jednak zdecydowanie wyżej – w koronie Drzewa Kosmicznego. Wyobrażano go sobie jako ogród za żelazną bramą, którego w podaniach folklorystycznych mógł strzec Weles pod postacią Raroga (ognistego ptaka) bądź Złotego Kura. Pierwotnie w wierzeniach Słowian był obecny zapewne jeden Wyraj. Podział na Wyraj ptasi i Wyraj wężowy (tożsamy z Nawią) stał się obecny w wierzeniach ludu zapewne za sprawą kontaktów z chrześcijaństwem. Warto nadmienić, że w Księdze Welesa pojawia się nawet trójpodzielny podział świata na Prawię (byt nadrzędny), Jawię (rzeczywistość) i Nawię (krainę duchów), jednak za sprawą niepewnego rodowodu tej księgi trudno jest brać ten podział za wiarygodny.

Przy okazji omawiania słowiańskich zaświatów warto skupić się na chwilę o typowym dla naszych praojców osobliwym rozumieniu takich pojęć jak duch i dusza. Słowianie nie mieli wątpliwości odnośnie tego, że duszę posiadają zarówno ludzie, jak i zwierzęta. Pojęcie to było kojarzone u nich z tchnieniem, oddechem – oddychanie to wszakże wiarygodna oznaka życia. Zarówno duch, jak i tchnienie wypełniają nas od środka. Gdy nasze życie dobiega końca, oddech się kończy, a dusza ulatuje. Reliktem tego typu myślenia jest piękny frazeologizm wyzionąć ducha ‚umrzeć, skonać’.

Tchnienie to jednak wyłącznie jeden z elementów duchowych obecnych w człowieku. Badania antropologiczne pozwalają na myślenie, że elementów duchowych w człowieku zdaniem Słowian było więcej niż tylko jeden, a losy każdego z nich po śmierci były zupełnie różne. Najpopularniejsza teoria zwykła przyjmować, że dusza człowieka składa się z dwóch istotnych składowych: duszy jaźni i myśli mieszczącej się w głowie (odpowiedzialnej za kształtowanie się świadomości) oraz duszy życia i oddechu oddechu znajdującej się w sercu i brzuchu (odpowiedzialnej za stan siły duchowej). Ta pierwsza stanowiła reinkarnowaną część ludzkiego ducha  przebywała w Wyraju, po to by potem za pośrednictwem ptaka powrócić do doczesnego świata. Myślenie to przetrwało w ludowym wyobrażeniu bociana, który był kojarzony właśnie z przynoszeniem dzieci. Druga składowa trafiała z kolei do Nawii, gdzie jednoczyła się z duszami przodków.

Człowiek do życia potrzebuje obu składowych duszy, jednak zarówno jedna, jak i druga  może na jakiś czas opuszczać ludzkie ciało. Podczas śnienia, dusza myśli może dowolnie wędrować po przeszłości i przyszłości, po wszystkich możliwych miejscach. Z kolei przy utracie przytomności, odlecieć może na krótką chwilę dusza oddechu. Życie ludzkie kończy się dopiero w momencie, gdy obie z tych dusz opuszczą ciało. Dopiero wtedy możemy definitywnie stwierdzić, że ktoś wyzionął ducha. Czasem dodatkowo wyodrębniano duszę widmo – wierną kopię zmarłej istoty, niematerialnego sobowtóra nieżyjącej istoty. Wierzono, że może ona powrócić na świat w święta, podczas szczególnych dni roku – w czasie Dziadów bądź obchodów Szczodrych Godów.

Autor: David Demaret ©

Autor: David Demaret ©

Najpopularniejszy pogląd wśród Słowian przyjmował podobieństwo duszy do ptaka. Ptaki odlatujące zimą do Wyraju miały właśnie symbolizować odchodzące ludzkie dusze, tak samo przyjmowano, że dusze (myśli i jaźni) powracały za pośrednictwem bocianów i lelków (wiosna, lato) bądź kruków (jesienią i zimą) do kobiecych łon. Rzadziej duszę ludzką wyobrażano sobie pod postacią świetlika, motyla bądź pszczoły.

W przekonaniu Słowian ze śmiercią wszystko się kończy  tak bezlitośnie o wierzeniach dawnych Słowian wypowiadał się biskup Thietmar. Z całą pewnością można przyjąć, że jego opinia trąciła ignorancją i chęcią pogorszenia wizerunku wrogich chrześcijaństwu pogan. Wierzenia Słowian odnośnie ducha i duszy były naprawdę złożone – łączyły zarówno elementy wiary w reinkarnację, jak i wiary w miejsce, gdzie jednoczą się wszystkie dusze przodków. Życia pozagrobowe to w zasadzie w pewnej części kontynuacja życia doczesnego, z tą różnicą, że na pewnych nowych warunkach. Słowianie nie wierzyli w żaden boski sąd nagradzający za dobro i karzący za zło, jednak niektóre dusze po śmierci musiały błąkać się za karę po świecie, nie mogąc zjednoczyć się z przodkami.

Autor: Frostwindz ©

Podsumowanie:

Wierzenia naszych praojców odnośnie życia ludzkiego i związane z nimi obrzędy miały swój niewątpliwy urok, o czym najlepiej świadczy to, że pomimo zmiany dominującej religii, zdołały one przetrwać częściowo w polskiej kulturze (głównie ludowej). Zamieniliśmy barwny świat rodzimych rytuałów na obce nam obrzędy katolickie. Chrzest i komunia zastąpiły postrzyżyny i zapleciny, zaś bierzmowanie wyparło mającą swój urok kupalną inicjację młodzieży. Przysięga małżeńska wypowiadana w otoczeniu świętych drzew ustąpiła na rzecz tej wypowiadanej w obrębie chłodnych kościelnych murów, zaś ludzkie ciało po śmierci jest obecnie więzione pośmiertnie przez długi czas pośród marmuru. Zamiast myśleć o zjednoczeniu się ze swymi przodkami pogrążyliśmy się w myśli o grzechu i strachu przed piekłem, definitywnie odcinając się w ten sposób od naszej prawdziwej natury. Pamięć o słowiańskich wierzeniach wciąż jest jednak kultywowana przez nielicznych, więc należy robić co w naszej mocy, by wiedza ta nie została nigdy zapomniana.

Pamięć

Pamięć. Autor: Andriej Szyszkin ©.

 

Źródła:
A. Brückner: Dzieje kultury polskiej. Tom I. Od czasów przedhistorycznych do roku 1506.
S. Czernik, Trzy zorze dziewicze.
A. Gołębiowska-Suchorska, Dziewczę przędzie, Pan Bóg nitki daje. O spójności ludowej wizji świata.
A. Gieysztor, Mitologia Słowian.
H. Łozko, Rodzima wiara ukraińska.
J. Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian.

A. Szyjewski, Religia Słowian.

Udostępnij na:
  • Kupa bzdur. Nie było czegoś takiego jak postrzyżyny. To sa już katolickie bzdury. Słowianie nosili długie włosy – włosy to ważny instrument pobierania energii wszechświata . I nie ma tu żadnej magii – są współczesne dowody naukowe na te sprawy http://www.sott.net/article/234783-The-Truth-About-Hair-and-Why-Indians-Would-Keep-Their-Hair-Long ( tu doskonałe tłumaczenia na polski – wpis użytkownika „PanDante” : https://prawda2.info/viewtopic.php?t=13081&postdays=0&postorder=asc&start=125
    Poza tym uznawano istnienie dwóch Bogiń – Dola i Niedola . reszty faktów nie chce mi się prostować bo to cały wykład

    • Kamil Gołdowski

      Ze swej strony zawsze podziwiałem tych, którzy przy tak niewielu pewnych informacjach o kulturze słowiańskiej byli w stanie stanowczo nazwać jakąś hipotezę bzdurą. Sami badacze religii mogą sprzedać się o Dolę i Niedolę przez długi czas, podczas gdy w internecie zawsze znajdzie się ktoś, kto wie na pewno, jak było naprawdę. 😉

  • Pingback: Słowiański styl życia | Wiara Przyrodzona()

  • Lena969

    Cały tekst jest naprawdę interesujący i rzuca nowe światło na kulturę, życie codzienne i religijne Słowian, jednak nie zgadzam się z jedną rzeczą. Nie wiem jakiej wersji religii katolickiej doświadczył Autor, ale ja jako osoba wierząca nie uważam, żeby życie moje i moich znajomych polegało tylko na strachu przed piekłem i grzechem. Oczywiście każdy może mieć własne zdanie, religia panująca w Polsce może mu się nie podobać, nie próbuje nikogo przekonywać, ale z mojej perspektywy wygląda to zupełnie inaczej. Tak czy siak zamierzam dalej czytać posty zamieszczane na tej stronie, bo są naprawdę ciekawe 😉

  • Bardzo dobry artykol.Ja jestem juz starszym czlowiekiem.Wychowywalem sie na
    peryferiach sredniej wielkosci miasta na wschodzie Polski.Pamietam jak te wszystkie
    obrzedy tutaj zaprezentowane-sluby(wesela),chrzciny I wiele innych nie zwiazanych
    z chrzescijanstwem-byly kultywowane.Wiekszosc nauk tam zdobywalem a potem
    wyjechalem dalej I dalej I dalej………….!!!Zawsze dziwiwlo mnie jak ludzie potrafia
    miec bogata wyobraznie I tak pieknie urozmaicac sobie zycie.Nigdy jednak nie
    przyszlo mnie do glowy – bo tez zielonego pojecia nie mialem -ze to sa tradycje naszych
    praprzodkow slowian-lechitow!!! Sam jestem osoba wierzaca,chociaz juz dzisiaj jestem
    bardzo ostrozny jesli idzie o wiare katolicka.Adresuje to do tych co jeszcze w slepo
    wierza ze podobne obrzedy to brednie-obudzcie sie I zacznijcie myslec.Dzisiaj jestem
    przekonany ze nam Polakom celowo wymazano pamiec o wszystkim-ale to doslownie
    o wszystkim!!!Niech kazdy duzo rozmysla-komu I po co to bylo potrzebne!!!
    W ostatnich paru latach bylem na weselach glownie we wschodniej Polsce-na weselach
    wiejskich I miejskich.Kochani-te tradycje ciagle zyja!Jaki jestem szczesliwy ze doczekalem czasu kiedy wiem I rozumie co te obrzedy znacza!!!Jestem bardzo
    szczesliwy ze naszym smiertelnym wrogom nie udalo sie wymazac z pamieci nasza
    piekna tradycje I nasza ciaglosc historyczna (przepraszam za te duze I ale cos mnie
    computer szwankuje). Pozdrawiam wszystkich.