Wielka mała Słowiańszczyzna

Słowiański internet jest podzielony. Wszystko za sprawą coraz bardziej rozpowszechniających się informacji o rzekomo niebywałym stopniu rozwoju cywilizacyjnego dawnych Słowian, którzy jawią się czasem jako najbieglejsi we wszystkich dziedzinach nadludzie, od których inne ludy mogły co najwyżej zapożyczać wiedzę, nie dając im nigdy nic od siebie. Jedni gorąco przyjęli większość tych hipotez – zapewne za sprawą zmęczenia panującym w polskim piśmiennictwie interpretatio christiana, objawiającym się chociażby w rozpowszechnionym przekonaniu, że przed chrztem Polski nic godnego uwagi na naszych ziemiach się nie działo. Inni jednak ostrożniej podeszli do tych tez – wszakże szczątkowość materiału źródłowego nie pozwala na to, by móc wysuwać tak daleko idące wnioski. Ich trzeźwość umysłu została odebrana jako mentalne poddaństwo, przez co grono miłośników kultury słowiańskiej mimowolnie rozłamało się na dwa fronty, próbujące się pacyfikować przy okazji wszelkiego rodzaju internetowych sporów.

Nie ukrywam, że sam do wszystkich rewelacji na temat wysokiego rozwoju dawnych Słowian podchodzę z dystansem. W sieci coraz chętniej zaczęli się szarogęsić naukowcy amatorzy, specjalizujący się szczególnie w historii, etymologii i archeologii genetycznej. Interpretatio christina zostało zastąpione przez tzw. turbosłowianizm – interpretowanie wszelkich przesłanek naukowych w sposób, który pozwalałby ujrzeć Słowian jako lud górujący w jakiś sposób nad pozostałymi. Można traktować to zjawisko jako miłą odmianę od wcześniejszego skrzywienia. Nikt wszakże nie może zabronić nikomu tworzenia podwalin pod nową mitologię narodową. Sam wolę jednak wyrazić ubolewanie nad wyraźnym oddaleniem się od pożądanego obiektywizmu. Odnoszę wrażenie, że w tym wszystkim przestało chodzić o jakąkolwiek wiarygodność, czego najlepszym dowodem jest to, że największą popularnością cieszą się hipotezy, które Słowian przedstawiają w szczególnie jasnym (doniosłym) świetle.

Wsiewołod Iwanow, Prawdziwa historia starożytnej Rusi (wedyjskiej)

Wsiewołod Iwanow, Prawdziwa historia starożytnej Rusi (wedyjskiej). Dzień ku czci nieba.

Nie chcę tutaj w żaden sposób dzielić miłośników słowiańskiego świata na lepszych i gorszych. Trudno zresztą dzielić już podzielone. Jako osoba mająca naukowe doświadczenie w językoznawstwie parokrotnie wdawałem się w polemikę językoznawcami-amatorami, którzy wszelkie podobieństwa językowe (nawet te najbardziej wydumane) pomiędzy polskim a dowolnym innym językiem świata tłumaczyli wpływem Słowian bądź Lechitów na ten lud. Oczywiście przynależność obu tych języków do wspólnego praindoeuropejskiego pnia nie jest tutaj rozpatrywana jako najbardziej prawdopodobna przyczyna tego podobieństwa. Zasłonę milczenia należy spuścić na rozpowszechnione w pewnym kręgu twierdzenie, że przymiotnik praindoeuropejski to taki naukowy eufemizm na staropolski. Próby wskazania etymologom-amatorom bardziej oczywistych przyczyn danego podobieństwa są często daremnym trudem, gdyż bardzo łatwo jest wówczas o otrzymanie łatki poddańczego katola, który tylko germańskie szkoły pokończył. Po zakwalifikowaniu rozmówcy do tego zbioru trudno traktować już jego słowa jako poważny komunikat.

Etymologia to prawdopodobnie najbardziej niepewna i zdradliwa dziedzina językoznawstwa. Nawet wprawieni badacze języka wolą trzymać się od niej z daleka, czego efektem jest ich nieustanne powoływanie się na prace kilku doświadczonych etymologów. Stworzenie wiarygodnej hipotezy etymologicznej wymaga często gruntownego przestudiowania zasobów co najmniej kilku języków w ich archaicznej odmianie, po to by następnie móc odtworzyć na podstawie przeobrażeń fonetycznych i semantycznych jego dokładną drogę z jednego języka do drugiego. W badaniach tych łatwo o przeoczenia i pomyłki, przez co bardzo trudno jest być dobrym etymologiem. Powinni pamiętać o tym domorośli językoznawcy, tworzący często swe hipotezy  w oparciu o internetowe słowniki. Funkcjonowanie w językach słowiańskich rodzimego czasownika pisać wcale nie musi oznaczać, że dawni Słowianie mieli pismo całkiem możliwe, że pierwotnie wyraz ten nazywał czynność malowania, o czym mogłoby świadczyć malowanie pisanek oraz istnienie przymiotnika pstry ‚nazbyt barwny’. W oparciu o samą etymologię trudno w zasadzie postawić mocną hipotezę. Pomimo tego, niektórzy w oparciu o nią rekonstruują nie tylko historię, ale nawet sposób wewnętrznego funkcjonowania dawnej wspólnoty. Hipotezy te, mimo bardzo niskiej wiarygodności, szybko zdobywają rzesze zwolenników, jeśli tylko powiąże się je z domniemanym osiągnięciem Słowian. Dobrym dowodem na to jest to, że niektórzy nawet w imieniu Allaha doszukali się ukrytej czci oddawanej Lechitom Lahom Panom.

Zaciekłość niektórych internetowych dyskutantów jest na tyle duża, że mogliby jej pozazdrościć najwytrwalsi słowiańscy wojowie. Autor obrazu: A. Szyszkin.

Zaciekłość niektórych internetowych dyskutantów jest na tyle duża, że mogliby jej pozazdrościć najwytrwalsi słowiańscy wojowie.
Autor obrazu: A. Szyszkin

Wbrew powszechnej internetowej maniery nie chcę uchodzić tutaj za eksperta od wszystkiego. Temat ten konsultowałem z zaprzyjaźnionymi historykami i archeologami, którzy również zwrócili mi uwagę na to, że ich fora są zalewane przez tzw. Turbosłowian, którzy z gorliwością neofity wytykają im zniewolenie umysłowe i zapatrzenie w germańskie księgi. Zwiększone zainteresowanie pewnymi obszarami historii, archeologii i językoznawstwa powinno cieszyć, jednak szkoda, że to zainteresowanie nie idzie w parze z poszanowaniem pracy naukowej. Gdyby zacietrzewienie w ludziach było ciut słabsze, być może ta współczesna tendencja mogłaby w przyszłości zaowocować ugruntowaniem się w piśmiennictwie nowych interesujących hipotez na temat życia dawnych Słowian. Do tego potrzebne jest jednak otwarcie na dialog, który zastąpiłby nieefektywną językową rąbankę. Zwiększone zainteresowanie kulturą słowiańską nie jest w historii niczym nowym podobne tendencje było można dostrzec w dobie romantyzmu bądź dwudziestolecia międzywojennego, a nawet w czasach Polski Ludowej. Naukowe rozważania o Słowianach powinny być wolne od ideologicznego skażenia nieważne, czy chodzi tu o interpretatio christiana, czy tzw. turbosłowianizm.

Pomiędzy bandą nieokrzesanych i niepiśmiennych dzikusów a wysoce rozwiniętym imperium jest jeszcze zatrzęsienie stadiów pośrednich. Sądzę, że z całą pewnością możemy być dumni z dawnych Słowian, bez względu na to, na jakim stopniu rozwoju cywilizacyjnego faktycznie stali. Sam jestem raczej skłonny twierdzić, że pismo Słowianom całkowicie obce nie było, jednak nie twierdzę od razu, że stworzyli opasłe tomiszcza o wszystkich dziedzinach nauk, które zostały spalone w wyniku bezkompromisowej chrystianizacji. Lud ten jako taki postrach w Europie musiał kiedyś siać, jednak czy nie mógł mieć on swego gorszego momentu historycznego? W historii każdego ludu można odnaleźć lepsze i gorsze momenty, przez co jako Słowianie absolutnie nie mamy się czego wstydzić. Czy koniecznie trzeba jednak tworzyć nową zbiorową mitologię, byśmy mogli poczuć się wyjątkowymi?

Kochajmy kulturę słowiańską nie za jej rzekomą wielkość, tylko za to, że jest po prostu nasza. Hipotezy naukowe dość często są obalane, a poczucie dumy powinno być oparte na bardziej trwałych fundamentach. Nie wynośmy opartych na wątłych przesłankach hipotez do rangi świętych dogmatów, które winny być bezsprzecznie przez każdego uznane. Czy nie można pokochać kultury słowiańskiej za to, jaka by nie była nawet, jeśli miałaby stać na względnie niskim poziomie rozwoju względem innych? Mamy wspaniałe wierzenia na temat przyrody i bogatą demonologię, a także własny, niejednolity zbiór bogów. Czasy przedchrześcijańskie naszych ziem za sprawą szczątkowości materiału historycznego muszą nam jawić się jako nieco legendarne, jednak to jeszcze nie powód, by aż tak radykalnie idealizować ten czas. Umiar jest potrzebny we wszystkim. Nawet pozornie mała Słowiańszczyzna może stać się wielka za sprawą uczucia, jakim ją obdarzymy. Nie naginajmy jednak przesłanek naukowych do tego, byśmy poczuli się lepiej z tym, kim jesteśmy.

Autorka: Melora

Autorka: Melora ©

Udostępnij na:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksyjnie i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Świetny artykuł 🙂

  • KrewZalewa

    „Naukowcy- amatorzy”? Oksymoron! Albo naukowcy albo amatorzy. Generalnie- bardzo dobry artykuł. „Zwiększone zainteresowanie pewnymi obszarami historii, archeologii i językoznawstwa powinno cieszyć, jednak szkoda, że to zainteresowanie nie idzie w parze z poszanowaniem pracy naukowej”. Dlatego, nie wymądrzać się, tylko iść na studia w danym kierunku! Korzyść wtedy obopólna, zarówno dla naukowego świata jak i dla pasjonaty podejmującego się studiów! Ale nawet to nie gwarantuje niczego, bo niektórzy naukowcy zupełnie nie interesują się teorią, metodologią. Bo… to bełkot zrozumiały tylko dla metodologów? W światku archeologicznym np. hulaj dusza, leży praski niby garnek tutaj, znaczy Słowianie! Ludziom brak głębszej refleksji.

    • Kamil Gołdowski

      Może i oksymoron, choć naukowcy-amatorzy nie zdają sobie z tego sprawy, przez co nic nie stoi na przeszkodzie temu, by mogli uprawiać swoją radosną twórczość. Internet wszystko przyjmie, więc nawet amatorzy mogą stać się mędrcami, jeśli znajdą dość liczną publikę. 😉

      • KrewZalewa

        Moim zdaniem wypowiedź powinna zakończyć buźka smutna ;] Bo potem dyskusja z takim człekiem, co jest święcie przekonany, że w Gdyni istniała wielka cywilizacja z piramidami, albo że nazwa Wiednia wywodzi się od „wiedźmy”, jest po prostu bez sensu. Wszelkie naukowe argumenty są nieuznawane przez takich ludzi, którzy zaślepieni np. „Zakazaną archeologią” i wierzący w różne spiskowe teorie, wyznający, jak to mawiają „historię alternatywną” (sic!) myślą o nas tak, jak ufolodzy myślą o rządzie swojego kraju… Nie sposób z nimi nawiązać dialogu i jest to bardzo smutne. Mam tutaj na myśli szerszą grupę ludzi, niż tylko „turbosłowian”. Niestety piszę z własnego doświadczenia. Mam ogromną nadzieję, że laicy poszukujący wiedzy o Słowianach w internecie prędzej natkną się na waszą stronę niż na te „turbosłowiańskie”. Prawda, że tamta opcja jest atrakcyjniejsza, wszyscy przecież byśmy chyba chcieli, żeby tak było, jak głoszą 🙂 Kto wie, może jeszcze czekają nas spektakularne odkrycia, zmieniające wcześniejsze poglądy o 180 stopni, lub chociaż ponowna weryfikacja interpretacji odkryć już poczynionych (jak się dopuści do głosu metodologów ;] oraz dopuści prace zachodnich naukowców nt głównie słowiańskiej etnogenezy, które tam już są generalnie respektowane i ugruntowane, tylko u nas dalej wojenka), która również wiele może zmienić. Pozdrawiam dziadowo! Sława przodkom!

    • tomko

      wcześniej jak znaleziono praski garnek to pisano że to na pewno germanie

  • Mariusz

    No dobra Ale tak w skrócie
    To co autor miał na myśli
    Tak w kilku punktach
    Bo prawda jest ze niewiele wiem
    o korzeniach słowiańskich
    Bo katolicyzm wyrabal całe drzewo
    Razem z korzeniami
    Wiec jeśli autor
    nie wiele wie o slowianach
    To proszę zgłosić się do Watykanu
    Oni ponoszą za to odpowiedzialność
    Za eksterminacja tej kultury
    I tam należy zadawać pytania
    Co było wielkością Słowian ?
    A co było legenda ?
    Tam należy zadać udostępnienia ludzkości
    Biblioteki watykańskiej zagrabionej przez wieki ludzkości
    To nie ludzie na forach mieszają
    To nie do nich
    powinny być skierowane pretensje
    To od 966 roku Watykan zamieszał
    i miesza do dziś
    Tam jest źródło dzisiejszych nieporozumień
    Pytanie z logiki
    Dzisiaj „nasze korzenie ” są chrześcijańskie
    I jaką tworzymy jedność
    Z chrześcijańskimi sąsiadami europy?
    A jaką tworzyliśmy jedność oparta o słowiańskie korzenie ?
    Polska Rosja przeciez jesteśmy braćmi
    Katolicyzm nas podzielił, cofnął w ewolucji .
    Jak katolicyzm
    będzie więcej łączył niż dzielił
    Wtedy wrócimy do filozofowania ☺
    Pozdrawiam

  • A mnie ciekawi skąd wzięło się obecne zainteresowanie kulturą słowiańską. Jakieś sugestie? Dlaczego akurat teraz? To ciekawi mnie bardziej niż fakt, że przybrało postać turbosłowianizmu.

    • Bo można.

      Tak naprawdę to zaraz po przyjęciu chrześcijaństwa nikt tym nie był zainteresowany. Trwało to sobie mniej więcej do romantyzmu, gdy też wypisywano niezłe bzdury – o, Światowid choćby – bo było duże zainteresowanie. Zajrzawszy do Mickiewicza nagle widzimy SłAwian, co lubią sielanki. Potem badania naukowe trochę się unormowały, ale pojawiła się ta apatia, bo mitologia Słowian sama trochę do mitów należy. W międzywojniu nie jestem pewna jak było, ale za komuny zainteresowanie Słowianami było przez przyjaźń z Rosj… pardon, Sowietami, nieco utrudnione, ze względów politycznych ówczesne badania były nieco inne. Teraz jest lepiej, możemy się tym spokojnie interesować.

      Turbosłowianie pewnie zawsze byli, zerknij, jaki był polski przekład awesty w wydaniu Pietraszewskiego. Ale internet nie zawsze był.

  • qwas

    Owszem turbosłowianie są często napalonymi dyletantami, ale… robią ogromną falę nośną. Falę, która się z impetem rozlewa i może robi dużo piany i huku, ale nie sposób jej nie zauważyć. Pomyślcie, fala się cofnie, piana opadnie, a tereny podlane pozostaną żyzne. Efekt neofity musi przebrzmieć. Ale to tworzy dla reszty rynek, nie tylko biznesowy, ale i kulturowy.
    W swoim byciu Polakiem brakowało mi mitu założycielskiego, takiego stworzenia świata, Iliady, Wed. Mit jest potrzebny w kulturze. On buduje archetypy. I super jest gdy te archetypy są zgodne z wewnętrznym temperamentem danej nacji. A wszyscy czuliśmy w trzewiach, że u nas była niezgodność wewnętrzna w tej materii.

    Mam na tą ciągłość kulturową takie swoje wytłumaczenie.

    Co to jest 1000 lat? To tylko 50 20-letnich pokoleń. Gdy uwzględnimy to, że to przeważnie dziadkowie opowiadają wnuczętom jak to dawniej bywało, to mamy jedynie 25 przekazów ustnych na 1000 lat historii.

    25 przekazów zniekształci trochę archetypy, ale nie na tyle abyśmy przestali siebie rozpoznawać nawet w swoich mitach.

    Gdyby w mitach opisano Rejs Marka Piwowskiego, to byśmy takie mity intuicyjnie uznawali za swoje. Gdyby w mitach był opisany film Roberto Benigniego, to od razu wyczulibyśmy inną kulturę.
    Dlatego czekam z utęsknieniem, na czas kiedy turysta odwiedzający Polskę będzie miał w walizce w czasie wyjazdu figurkę Smoka Wawelskiego, figurki Lela i Polela, a na głowie plastikowy hełm słowiański. A my sami będziemy swoim wnukom opowiadać o naszych legendach pod starymi konarami dębów.

    • Z

      Mit o powstaniu świata i człowieka, to my mamy 😉

      Mitologia Słowiańska jest ciekawa pod tym względem, że nie narzuca nikomu konkretnych wierzeń. Opiera się tylko na: życiu w zgodzie z naturą i ludźmi, celebrowaniu ważnych zdarzeń w przyrodzie (przesilenie letnie – Kupała, przesilenie zimowe – Szczodre Gody, równonoc wiosenna – Jare Gody, równonoc jesienna – Dziady itd.) i przekazywaniu z pokolenia na pokolenie wiedzy przodków, aby pamięć o nich nie zamarła. A reszta? Od ciebie to zależy. Tak myśleli Słowianie i był spokój. Nie wierzę w TEORIE (Małej) Lechii, ale przyznam pod tym względem racje Bieszkowi – U Słowian istniała demokracja, szkoda tylko, że ten pseudonaukowiec – nie wspomniał ani słowem, że U GERMAN I SKANDYNAWÓW TEŻ ISTNIAŁ WIEC I DEMOKRACJA.

  • Z