Walentynki na tle tradycji starożytnych

Jak co roku w okolicach 14 lutego w internecie nasila się modna krytyka jeszcze bardziej modnych Walentynek. W krytyce tej paradoksalnie jednoczą się reprezentanci przeciwnych frontów: mężczyźni i kobiety, single i „związkowcy”, a nawet… katolicy i rodzimowiercy. Mimo krytyki ze wszystkich stron Walentynki cieszą się niesłabnącą popularnością, z której najwięcej korzystają właściciele restauracji i producenci tandetnych gadżetów. Poza powszechnym wytykaniem dniu św. Walentego zbyt komercjalnego wymiaru pojawiają się również inne zarzuty pod adresem tego święta. W gronie miłośników kultury słowiańskiej często powracającą kwestią jest wyższość rodzimej Nocy Kupały, która jest starszym świętem miłości. Gdyby dobrze przyjrzeć się historii walentynkowego święta, byłoby można doszukać się w nim starożytnych inspiracji. W prawdzie podobnie jak w wypadku Halloween niemalże nikt już ich nie dostrzega, jednak warto o nich przypomnieć, choćby po to, by zauważyć, jak bardzo na przestrzeni wieków tradycje związane z dniem 14 lutego zdążyły ewoluować.

Autor: DuszanB ©

Autor: DuszanB ©

Trudno nie przyznać racji tym, którzy nad Walentynki wynoszą naszą Noc Kupały. Nie ma co ukrywać, że najkrótsza i najgorętsza noc w roku o wiele bardziej sprzyja miłosnym uniesieniom niż środek zimy. W końcu nic nie rozbudza bardziej ludzkiej cielesności niż całonocne poszukiwanie kwiatu paproci, przy którym bardzo łatwo było z roztargnienia zagubić gdzieś wianek. Kąpiel w świetle księżyca, radosne skoki przez płonące ogniska, śpiewy i zabawy – to wszystko tworzyło atmosferę odpowiednią do tego, by poznawać smak miłości. Należy jednak pamiętać o tym, że sama Noc Kupały to nie tylko święto miłości. Symbolika kupalnych rytuałów jest bardzo głęboka i wynika z wyjątkowej magii letniego przesilenia.

Hejterzy Walentynek uwielbiają naigrywać się z faktu, że św. Walenty to patron ludzi chorych, zwłaszcza tych cierpiących na padaczkę bądź zaburzenia psychiczne. Cóż, kto choć raz doświadczył miłości, ten zapewne choć przez chwilę zdążył podzielać pogląd, że zakochanie powinno zostać wpisane na listę zaburzeń psychicznych WHO. Warto jednak wiedzieć, że według źrodeł hagiograficznych św. Walenty zdążył w swym życiu zasłynąć jako orędownik miłości. Wszystko za sprawą sprzeciwieniu się woli rzymskiego cesarza Klaudiusza II, który zabraniał swym żołnierzom wstępować w związki małżeńskie, po to by ci żyli wyłącznie dla swego władcy. Św. Walenty wedle legend potajemnie udzielał ślubu zakochanym, za co spotkał go najwyższy wymiar kary. Inna wersja jego życiorysu mówi jednak o skazaniu go na śmierć za pomaganie prześladowanym chrześcijanom. W tej wersji opowieści z miłością łączy go wyłącznie list, który zdążył wysłać do swej ukochanej.

Całkiem możliwe jest jednak to, że św. Walentego z dniem zakochanym skojarzono dopiero po pewnym czasie. Przypuszcza się, że święto zakochanych swój początek może mieć w dawnych pogańskich obchodach rzymskiego Święta Wiosny, tzw. Luperkaliów, w czasie których sławiono imię boga Fauna. Faun to staroitalski bóg płodności, opiekun pasterzy i górskich lasów, a także nauczyciel uprawy roli. Początkowo Faun specjalnie nie odznaczał się wyglądem od innych bóstw, jednak za sprawą syntezy wierzeń greckich i rzymskich z czasem przyjął cechy rzymskiego Pana, takie jak kozie rogi i kopyta. W czasie rzymskich Luperkaliów odbywały się radosne i dość frywolne zabawy, wszystko po to by oddać cześć Faunowi, a także by wyrazić radość z powodu budzącej się do życia przyrody. Rzymskie Luperkalia przypadały na czas 14-15 lutego. Nazwa Luperkalia wywodzi się od Luperkusa – bardzo starego italskiego wilczego bóstwa, które z czasem utożsamiono z Faunem.

Luperkalia obchodzono w jaskini Lupercal, gdzie karmieni przez wilczycę byli Romulus i Remus, legendarni założyciele Rzymu. W czasie Luperkaliów kapłani zwani Luperkami składali ofiary, a także dokonywali wielu magicznych rytuałów, takich jak chociażby uderzanie przechodniów rzemieniami ze skór ofiarnych zwierząt. Wierzono w to, że obrzędy te przynosiły oczyszczenie i płodność, przez co bardzo chętnie poddawały się nim kobiety bezdzietne. Jako ciekawostkę warto dodać, że wspomniane rzemienie nazywane były mianem februa – związki z łacińską nazwą lutego Februar są tutaj aż nadto oczywiste. Luperkalia przynosiły człowiekowi nową siłę, wzmacniały jego witalność. Nic zatem dziwnego w tym, że z czasem środek lutego zaczęto kojarzyć z czasem miłości.

Faun i babeczkaZ czasem zwierzchnicy Watykanu w miejsce Luperkaliów ustanowili Święto Oczyszczenia Maryi, które obecnie kultywowane jest jako Święto Ofiarowania Pańskiego. O związkach tych kościelnych świąt z oczyszczającymi zabiegami ze słowiańskiej ziemi wspominane było już przy okazji przypadających na początek lutego obchodach Gromnicy-Perunicy. W kwestii Luperkaliów warto jednak zwrócić jeszcze uwagę na stroje Luperków, którzy na czas rytualnego oczyszczania ubierali się wyłącznie w skóry świeżo zabitych kozłów. Dlaczego właśnie kozły? Zapewne za sprawą skojarzeń boga Fauna z wyglądem pół-kozła.

Kto dobrze interesuje się mitologiami indoeuropejskimi, ten zapewne doskonale zdaje sobie sprawę z licznych analogii pomiędzy etnicznymi wierzeniami różnych ludów. Rytuały związane z obchodami Luperkaliów mają również swoje odpowiedniki wśród słowiańskich ludów, m.in. podczas celebrowania środka zimy bądź w czasie przypadających na początek wiosny Jarych Godów (rytualne oczyszczenie i dodanie witalności poprzez polanie wodą bądź smagnięcie witkami). Co ciekawe, wśród Słowian wschodnich w okolicach drugiego tygodnia lutego wypadał niegdyś tzw. Welesowy tydzień. Weles, podobnie jak rzymski Faun, mógł dać człowiekowi urodzaj, zatem był on bóstwem kompetencyjnie do niego zbliżonym. Obchody Welesowego Tygodnia wiązały się z wiarą w to, że w tym magicznym czasie Weles osobiście wędruje po świecie, po to by obudzić drzemiące w ziemi siły. Z tego powodu mężczyźni organizowali po wsiach pochody w kożuchach wywróconych futrem na wierzch – wszystko po to, by oddać cześć panu zwierzęcej natury. Co więcej, żercy wykonywali w tym czasie różne magiczne rytuały, które miały człowiekowi zapewnić dobrobyt, zdrowie i witalne siły.

Weles leśny

Autor: Victor Korolkov

Przetrwałym do dziś częściowo słowiańskim odpowiednikiem Walentynek jest Trifon Zarezan, obchodzony w Bułgarii Dzień Świętego Tryfona. Trifon Zarezan to święto wina i płodności, które swój początek ma zapewne w greckim kulcie Dionizosa. Obchody tego święta w Bułgarii przypadają właśnie na 14 lutego. W prawdzie święto to nie łączy się w żaden sposób ze słowiańską mitologią, jednak Bułgarzy zgodnie traktują je jako rodzime Walentynki. Ważną częścią obchodów Dnia św. Tryfona jest podcinanie przez mężczyzn winorośli, które ma przypominać o nadchodzącej wiośnie. W czasie tego święta hodowcy winorośli udają się grupami wraz z muzykami i jadłem do swych winnic, po to by liczne zbiory w przyszłości umożliwiły im przygotowanie dużej ilości wina. Przypuszcza się, że zwyczaje te mają związek z omywaniem winnic po zimie, które należało przygotować przed początkiem wiosny. Z odciętych gałązek winorośli dobrze jest przygotować sobie specjalny wianek, który dobrze jest zawiesić w szczególnym miejscu.

W okolicach Russe, Razgrad, Tyrnowo, Plewen i Wraca dzień w św. Tryfona  wybierany jest Car Winnic. Car powinien być zamożnym, dobrym gospodarzem posiadającym szczęście. Jeśli chce on być ponownie wybrany na Cara w przyszłym roku, powinien dopilnować tego, by winnice w danym roku wypuściły wiele plonów. Car w tych regionach jest najważniejszą osobą podczas Trifon Zarezan. To właśnie on podcina i błogosławi winorośle, to właśnie jego mężczyźni noszą w tym dniu na swych ramionach. Dzień św. Tryfona to czas, w którym dobry gospodarz powinien każdego częstować dobrym winem, przez co ludzie w tym dniu do dziś chętnie odwiedzają się po to, by wypić w swym gronie lampkę wina. Od picia wina do celebrowania miłości droga już całkiem niedaleka – wszakże spotkanie z drugą połówką wręcz wypada okrasić smakowitym i jak serce czerwonym winem.

Faun i winkoInnym bliższym nam odpowiednikiem Walentynek są kresowe Kaziuki związane z obchodami 4 marca dnia św. Kazimierza. Kaziuki szczególnie chętnie obchodzone w okresie międzywojennym, kiedy na terenach Polski nieznane były jeszcze tradycje walentynkowe. W dzień Kaziuków kawalerowie wyznawali miłość swym wybrankom. Typowym atrybutem związanym z obchodami tego święta były charakterystyczne, przyozdobione na rozmaite sposoby pierniki w kształcie serca, którymi zakochani obdarowywali się w czasie kaziukowego spotkania. Dziś same Kaziuki są świętem niemalże całkowicie zapomnianym, jednak sercopodobne wypieki z nimi kojarzone zdołały utrzymać się na rynku. Same Walentynki przywędrowały do polski dopiero w latach 90. XX w., przez co nic dziwnego w tym, że przez wielu są traktowane jako zwyczaj całkowicie obcy.

We współczesnych Walentynkach na próżno można doszukiwać się jeszcze inspiracji starożytnością, innych niż skomercjalizowany do granic przesady Kupidyn ze swymi niepokornymi strzałami. Nie zmienia to jednak faktu, że dzień św. Walentego ma za sobą bardzo długą i burzliwą historię, w której doszło do bardzo wielu zawirowań. Nic nie stoi na przeszkodzie temu, by zacząć obchodzić ten dzień w sposób bardziej duchowy a mniej konsumpcyjny. Jasne, można wykorzystać ten czas na popularyzowanie stanu wiedzy o Nocy Kupały, lecz przecież celebrowanie letniego przesilenia nie wyklucza tego, by i w dniu 14 lutego porobić coś przyjemnego ze swoją drugą połówką. A jeśli się komuś ten dzień nie podoba, to przecież na kultywowanie miłości ma jeszcze cały pozostały rok. Skoro inni chcą to robić w tym właśnie dniu, to warto zostawić ich w spokoju. Wszakże nadmierne krytykowanie stylu życia innych to pierwszy krok do zostania życiowym frustratem. 😉 Kochajmy się! Nie tylko w dzień św. Walentego lub w noc Kupały, ale przez cały rok!

Udostępnij na:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Święta, tradycje, obyczaje, Z przymrużeniem oka i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.