Tradycyjna pogańska Wigilia

Autor: Simon Kozhin, Świąteczne wróżenie.

Autor: Simon Kozhin, Świąteczne wróżenie (CC).

Zbliża się czas, w którym większość polskich rodzin zasiądzie w rodzinnych gronach do tradycyjnych wieczerzy wigilijnych. Starzy i młodzi już wkrótce staną na straży tego, czy pamięć o wszystkich wigilijnych tradycjach została zachowana. W ferworze odhaczania kolejnych punktów z poszczególnymi tradycjami niewielu będzie zaprzątać sobie głowę rodowodem konkretnych zwyczajów. Większość będzie żyła w przeświadczeniu, że wszystkie kultywowane tradycje są chrześcijańskie wszakże wiążą się one z Bożym Narodzeniem, świętowaniem urodzin Jezusa Chrystusa. Gdyby tak jednak ktoś się dobrze zastanowił, to wówczas zdałby sobie sprawę, że w tradycyjnej polskiej Wigilii względnie niewiele jest elementów ściśle katolickich, podczas gdy prym zdecydowanie wiodą zwyczaje będące reliktem dawnych przedchrześcijańskich wierzeń.

Od przeszło tysiąca lat, nieprzerwane, kultywowanie zwyczajów wynikłych z wiary naszych praojców wynika z nieprzypadkowej zbieżności czasu obchodów Bożego Narodzenia z porą zimowego przesilenia, kiedy to dawni Słowianie rozpoczynali huczne, dwutygodniowe obchody Szczodrych Godów – świąt nowego słońca uosabianego w postaci Swarożyca bądź Dażboga, Swarożego Syna. W kalendarzach wielu ludów wspomniane zimowe przesilenie stanowiło najważniejszy punkt cyklu liturgicznego, związany z nieskrępowanym świętowaniem zwycięstwa jasności nad ciemności (wszakże od zimowego przesilenia dzień ponownie zaczyna stawać się coraz dłuższy). Zwierzchnicy kościelni świadomie na koniec grudnia wyznaczyli dzień świętowania urodzin Jezusa, świadomie nadali również nową symbolikę praktykowanym przez długie lata pogańskim obrzędom. Człowiek od zarania dziejów był przywiązany do tradycji, jednak pamięć ludzka jest zawodna, przez co łatwiej nauczyć człowieka odmiennej interpretacji już znanego mu rytuału, niż zmusić go do porzucenia tradycji kultywowanej z dziada pradziada. Przyszła jednak pora na to, by przypomnieć sobie o prawdziwej symbolice przetrwałych do dziś przedchrześcijańskich rytuałów. Z tej okazji mamy Wam do zaproponowania przegląd wigilijnych tradycji pogaństwem nie tylko słowiańskim podszytym…


Autor: tsayrate (CC)Autor: tsayrate (CC)

Puste miejsce przy stole
Ważnym, wciąż praktykowanym zwyczajem w polskich domach jest przygotowywanie jednego dodatkowego nakrycia przy wigilijnym stole. Powszechnie zwykło sądzić się, że jest ono przeznaczone dla zbłąkanego wędrowca, który nie zdążył dotrzeć do swego domu na czas wieczerzy wigilijnej. Komunikacja pomiędzy różnymi miastami Polski (a nawet świata!) jest jednak obecnie na tyle dobrze zorganizowana, że raczej nikt już dziś nie ma okazji zaprosić do domu takiego wędrującego człowieka. Co więcej, ludzie współcześnie raczej zamknęli się na obcych, przez co bardzo łatwo byłoby im odmówić przyjęcia takiemu tułającemu się przybłędzie. Zapewne z tego powodu coraz częściej słyszy się dziś, że puste miejsce przy stole przeznaczone jest dla członków rodziny, którzy z różnych powodów (np. pracy za granicą) nie mogą uczestniczyć ciałem we wieczerzy wigilijnej.

Przekonanie to jest częściowo powiązane z tym, w co wierzyli dawni Słowianie, u których dodatkowe nakrycie również było przygotowywane dla członków rodziny. Różnica jest jednak taka, że u Słowian miejsce to było przeznaczone dla zmarłych przodków rodowych, tzw. Dziadów, którzy w czasie obchodów Szczodrych Godów mieli możliwość łączności z naszym światem. Duchy przodków chętnie korzystały z tej możliwości, przez co świąteczne ucztowanie było okazją do tego, by cały ród zjednoczył się przy jednym stole.


Sianko pod obrusem
Z kultem przodków wiązała się także tradycja stawiania na czas świąt w kącie izby pierwszego zżętego w minionym roku snopa owsa, pszenicy lub niemłóconego żyta, tzw. diducha (dosłownie: dziada), który również miał symbolizować obecność przodków rodowych podczas świątecznych czynności. Diduch to wschodniosłowiański odpowiednik choinki o bardzo bogatej symbolice. Poza przypominaniem o zmarłych członkach rodziny odstraszał złe moce, a także był wróżbą urodzaju w nadchodzącym roku wegetacyjnym. Diduch z czasem stał się nawet narodową ukraińską tradycją wigilijną, przez co jeszcze lata temu towarzyszył on ukraińskim rodzinom od Wigilii aż do dnia Trzech Króli.

Innym sposobem na zapewnienie sobie dobrobytu było układanie pod obrusem na czas uczty sianka, które było traktowane jako ofiara dla bóstw wegetacyjnych: Welesa, Mokoszy, Świętowita, Ziemiennika bądź Rgieła (domniemane bóstwo powstałe z rozbicia Simargła). Co ciekawe, z czasem ilość siana podczas wigilijnej wieczerzy zaczęła maleć do coraz bardziej symbolicznego wymiaru. W zamierzchłych czasach siano rozsypywano nie tylko pod obrusem, ale też dookoła całego stołu. W tych samych miejscach rozrzucano również ziarna, których symbolika dla żyjących z rolnictwa Słowian była oczywista. Wspomniane sianko jeszcze przez długi czas po nastaniu chrześcijaństwa było wykorzystywane również podczas tradycyjnego świątecznego wróżenia wyciągnięcie zielonego źdźbła zwiastowało zdrowie; takiego z kłosami dostatek, zaś suchego nadchodzące problemy. Dziś sianko spod obrusa zwykło się kojarzyć przede wszystkim ze stajenką, w której narodził się Jezus Chrystus. Prawda jest jednak taka, że skojarzenie betlejemskiej szopki z omówioną tradycją jest wyłącznie wtórne i dużo późniejsze.


Przystrajanie drzewka
Innym słowiańskim ekwiwalentem choinki jest tzw. podłaźniczka lub podłaźnik odcięta część sosny, jodły i świerka, która w zamierzchłej przeszłości była zawieszana pod sufitem, a następnie przyozdabiane jabłkami, orzechami, ciasteczkami, świeczkami, a także łańcuchami. Gospodarz domu, chcąc udobruchać sobie niebezpieczne demony leśne, przed świętami wybierał się do lasu magicznej i tajemniczej strefy, nad którą człowiek nigdy nie mógł mieć pełnej kontroli. Wszystko po to, by ściąć tam czubek lub co najmniej dorodną gałąź wybranego drzewa iglastego, które po przeniesieniu do domu stawało się symbolem niekończącego, stale odradzającego się życia. Poszczególny ozdoby w tradycji słowiańskiej miały swoją symbolikę: jabłka zapewniały zdrowie i urodę, orzechy bogactwo i siły witalne, wypieki dostatek, świeczki ochronę przed złymi mocami, łańcuch więzy rodzinne. Z czasem podłaźniczka została na słowiańskiej ziemi zastąpiona choinką, zaś jabłka zostały wyparte przez przypominające je czerwone lub złote bombki, świeczki przez lampki, orzechy przez inne pomniejsze ozdoby. Dziś wiele ozdób wiszących na drzewku pozbawionych już jest jakiejkolwiek symboliki, jednak należy pamiętać o tym, że nasi praojcowie skrupulatnie pilnowali tego, by na świątecznym drzewku nie wisiał żaden zbędny element.

Podłaźniczka została wyparta przez choinkę za sprawą wpływu wyznań protestanckich. Najpierw na przełomie XVIII i XIX wieku choinkę przejęła szlachta, potem zaś do lat 20. XX wieku choinka rozpowszechniła się wśród wszystkich warstw społecznych. Niektórzy jednak doszukują się pogańskiej genezy również i w tym zwyczaju zwraca się uwagę na to, że stawiana w domu choinka może odnosić się do popularnej w pogańskich wierzeniach koncepcji axis mundi (osi świata), której jedną z możliwych realizacji jest obecne w wierzeniach Wikingów drzewo Yggdrasil – drzewo mądrości, na którym powiesił się Odyn. Wedle tej hipotezy wieszane na drzewku ozdoby mogłyby być makabrycznym wspomnieniem wieszającego się Odyna. Najczęściej jednak choinka jest dziś kojarzona z biblijnym drzewem poznania dobra i zła, zaś wieszane na niej ozdoby tłumaczone są na wskroś chrześcijańsko: lampki światło Chrystusa, łańcuchy więzy człowieka z Bogiem. Zarówno w wierzeniach pogan, jak i chrześcijan oświetlanie drzewka miało służyć ułatwieniu w dotarciu do domu wędrującym. Należy jednak przy tym jednak nadmienić, że w wypadku wierzeń pogańskich wędrującymi były przede wszystkim wspomniane już dusze przodków rodowych.


Przygotowywanie jedzenia do wieczerzy w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu.

Przygotowywanie jedzenia do wieczerzy w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu.

Wigilijne ucztowanie i symbolika dwunastki
Najwięcej pozostałości pogańskich wierzeń widać po tym, co leży na wigilijnym stole po stawianych w liczbie dwunastu daniach, z których spora część wywodzi z dawnych uroczystości tryznowych (współcześnie: stypowych). Najlepszym przykładem dawnego dania zadusznego, które z czasem dobrze zadomowiło się na wigilijnym stole jest kutia potrawa przygotowywana z obtłuczonej pszenicy, maku, słodu, miodu, bakalii, orzechów i rodzynek, którą w tradycji słowiańskiej zwykło podawać się na bogato, z czym się da, tak by zapewnić sobie przy okazji urodzaj i dostatek na przyszły rok. Na groby bliskich zanoszono niegdyś również takie składniki jak: mak, groch, fasola, bób, pszenica, owoce, grzyby i miód. Część z tych składników stało się stałym elementem wigilijnych dań: pierogów, uszek i wypiekanych ciast (np. makowców lub strucli). Grzyby, podobnie jak podłaźniczka, jako owoce lasu pozwalały także udobruchać leśne demony: Leszego, Dobrochoczego i inne żyjące w gęstwinie licha.

Dzisiejszy zwyczaj przygotowywania 12 potraw wigilijnych to nic innego jak pozostałość po pogańskim dziękczynieniu za zbiory. Dlaczego właśnie 12? Ano dlatego, że wypadało podziękować bogom za cały rok, wszystkie dwanaście miesięcy. Warto jednak przy tej okazji nadmienić, że zwyczaj ten powrócił do nas dopiero po II Wojnie Światowej. Wcześniej na wsiach czasem unikano dwunastki ze względu na to, że parzysta liczba dań mogła przynieść nieurodzaj w nadchodzącym roku. Symbolika dwunastki zaznaczała się również w samych obchodach Szczodrych Godów, na które składało się dwanaście wieczorów. Pozostałością dawnej pogańskiej tradycji jest przekonanie, że okres świąteczny trwa właśnie dwanaście dni od wigilijnego wieczoru, aż do dnia Trzech Króli. Ważnym reliktem pogańskiej wiary jest również troska o to, by wigilijna uczta była sowita i szczodra. Tradycyjne przejedzenie się w czasie uczty miało służyć wspomożeniu Słońca w starciu z siłami ciemności.


jemioła

Jemioła
Tradycja bożonarodzeniowa związana z mocowaniem pod sufitem jemioły trafiła do nas podobną drogą co Halloween  przejęliśmy ją za sprawą kultury amerykańskiej, jednak korzeni tej tradycji możemy doszukiwać się w wierzeniach dawnych Celtów. Jemioła była uważana za dar od bogów i przypisywano jej właściwości magiczne. Szczególnie upodobano sobie okazy rosnące na dębach, którym przypisywano szczególną moc. Ścinanie jemioły było dawniej ważnym rytuałem. Druidzi zalecali, by zbierać ją w czasie nocy zimowego przesilenia, czasem też na przełomie wiosny i lata. Ścięte pędy jemioły mogły leczyć choroby, jednak podwieszone pod sufitem zapewniały ochronę przed złymi mocami i pożarami. Jemioła to zatem kolejny (obok podłaźniczki i diducha) poprzednik dzisiejszej choinki.

Dawne ludy wierzyły, że pędy jemioły są w stanie sprowadzić do domu szczęście i bogactwo. Co więcej, zapewniały one spełnienie marzeń, a także  zwiększały potencję seksualną. Dziś pary całują się pod jemiołą, wierząc w to, że zapewni im ona trwałość ich związków. Nic w tym dziwnego, gdyż jemioła była dawniej popularnym lekiem w medycynie plemiennej. Sprzyjała ona płodności, a także obniżała ciśnienie krwi. Pierwsi pod jemiołą całowali się Anglicy. Zwyczaj ten związany był dodatkowo z zerwaniem przez mężczyznę owocu tego krzewu po każdym złożonym pocałunku. Jeśli zebrał wszystkie, mógł liczyć na rok owocny w miłości. Przyjęło się, że jemiołę wiesza się nad stołem wigilijnym bądź też nad frontowymi drzwiami. Ważne jest to, by po świętach nie wyrzucać jemioły. Należy ją zasuszyć i przechowywać przez rok, tak by miłość, dobrobyt, szczęście i potencja seksualna nie opuściły nas przez najbliższy rok.


Autor: Y'amal (CC)

Autor: Y’amal (CC)

Zwierzęta mówiące ludzkim głosem
W
ieczór wigilijny to także czas, kiedy zwierzęta mogą przemówić do nas ludzkim głosem. Przekonanie to ma związek z utrwaloną w kulturze pogańskiej koncepcją ludzkiej duszy. Jak już zostało w tym wpisie powiedziane, w czasie świątecznego ucztowania dusze zmarłych otrzymują możliwość ponownego obcowania ze swymi bliskimi. Zwierzęta mogą być pośrednikami w przekazaniu słowa od takiej powracającej duszy. Co więcej, zwierzęta w wierzeniach dawnych Słowian od zawsze miały pozycję bytową niewiele gorszą od człowieka. W końcu powszechne było przekonanie, że zwierzęta również mają duszę, przez co nieobce są im typowo ludzkie uczucia. Takie podejście wiązało się z powszechnym wśród Słowian szacunkiem do zwierząt, które ceniono przede wszystkim nie za mięso, a za składniki spożywcze. Współcześni rekonstruktorzy kuchni słowiańskiej zwracają uwagę na to, że dawni Słowianie w ciągu roku jedli względnie niewiele mięsa. To przygotowywano na uczty wyłącznie przy okazji świąt i innych ważnych uroczystości.

W dniu Wigilii warto zatem zadbać o swoje zwierzęta. Jedzenia w tym dniu każdy ma zapewne sporo, więc niech i one od święta lekko się przejedzą. W końcu mogą w tym czasie potrzebować pożywienia zarówno dla siebie, jak i dla duszy któregoś z naszych przodków. Warto również pozwolić wygadać się zwierzętom między sobą, gdyż powszechne w kulturze ludowej jest wierzenie w to, że podsłuchując zwierzęta w Wigilię, można przypadkiem usłyszeć o tym, kto z naszych bliskich umrze w najbliższym roku. Bezpieczniej jest raczej nie obciążać się taką wiedzą…


Autorka: EvelineaErato ©

Autorka: EvelineaErato ©

Hej kolęda, kolęda!
Współcześnie okres świąt nie może obyć się bez kolędowania  radosnego śpiewania o narodzeniu Jezusa Chrystusa. Dawne kolędowanie polegało na obchodzeniu okolicznych domostw z życzeniami pomyślności w Nowym Roku. Datek wręczany przez gospodarzy kolędnikom jest nazywany kolędą. Wizyta kolędników była odbierana jako dobry znak  wróżba pomyślności i urodzaju w nadchodzącym roku. Z tego powodu gospodarz czuł się zobowiązany, by wykupić łaski poprzez smakołyki i inne datki. Dziś już coraz trudniej o spotkanie prawdziwej kolędniczej grupy, która poza odśpiewaniem kolęd, złożyłaby gospodarzowi również piękne noworoczne życzenia. Elementem scalającym kolędników jest święcąca gwiazda, która w tradycji chrześcijańskiej kojarzona jest z gwiazdą betlejemską, zaś w słowiańskiej z nowo narodzonym słońcem, najważniejszą dla człowieka gwiazdą. Kolędnik trzymający gwiazdę mógł być nazywany gwiazdorem bądź gwiaździchem. Postać ta gdzieniegdzie wręczała także ludziom prezenty.

Współczesne stroje kolędników to jeden wielki kulturowo-religijnych miszmasz, gdyż przebierają się oni za anioły, diabły, pastuszków, Trzech Króli, Dziada, Babę, Żyda, Śmierć, Cygana, reprezentantów różnych grup zawodowych oraz za tzw. maszkary, których zadaniem było straszenie mieszkańców wsi. Najpopularniejsze maszkary to turoń, koza, niedźwiedź, koń i koza. Rytuały związane z maszkarami (np. słynne cucenie turonia) wywodzą się z dawnej tradycji pogańskiej i mają one rzecz jasna związek z zaklinaniem nowego cyklu wegetacyjnego. Wędrujących kolędników na słowiańskiej ziemi było można napotkać przez cały okres trwania Szczodrych Godów. Współczesne pole znaczeniowe wyrazu kolęda jest bardzo szerokie, co wynika zapewne stąd, że wśród Słowian wschodnich cały okres Szczodrych Godów był nazywany mianem Kolędy. Współcześnie kolęda to przede wszystkim piosenka. Można przypuszczać, że również wśród pogańskich Słowian istniał zwyczaj śpiewania w czasie Szczodrych Godów muzyka w kulturze pogańskiej często miała znaczenie rytualne, przez co nie byłoby nic dziwnego w tym, gdyby nasi praojcowie śpiewali również przy okazji obchodów najważniejszego święta w pogańskim kalendarzu liturgicznym. Wszakże jeszcze lata temu kolęda była nazwą dla każdej radosnej noworocznej piosenki, niekoniecznie opowiadającej o narodzinach chrześcijańskiego mesjasza.


wieczerzaRodzinna atmosfera
Dotychczas omówione tradycje wigilijne pozwalają na wyprowadzenie wniosku, że w obchodach współczesnej Wigilii niewiele ostało się tradycji ściśle chrześcijańskich. Nawet słynny wigilijny karp stał się na dobre tradycją dopiero w dobie PRL-u za sprawą niskiej ceny i swej, rzadkiej jak na tamte czasy, ogólnodostępności. Znamiona pogaństwa nosi również przetrwały gdzieniegdzie zwyczaj przechowywania w portfelu rybiej łuski mającej zapewnić posiadaczowi portfela bogactwo i stały przypływ gotówki. Które z praktykowanych powszechnie tradycji nie są modyfikacją dawnych pogańskich rytuałów? Opłatek, jasełka, szopki wigilijne, a także pierwsza gwiazdka. Ostało się tego względnie niewiele. Katolicy lubią ubolewać nad postępującą komercjalizacją świąt, jednak prawda jest taka, że tradycja polska Wigilia od dawien dawna w znacznej mierze chrześcijańska nie była.

Spuścizną naszych słowiańskich praojców jest nawet słynna świąteczna atmosfera. Podczas obchodów Szczodrych Godów Słowianie aż na prawie dwa tygodnie zaprzestawali pracy fizycznej, po to by spędzić czas w rodzinnym gronie. Wiara w możliwą w tym czasie łączność pomiędzy światami sprawiała, że święta dla Słowian były wyjątkowo rodzinne, gdyż poza żyjącymi bliskimi było można nawiązać kontakt również z tymi, którzy już odeszli z tego świata. Pogańskie świętowanie było ze wszech miar wyjątkowe, gdyż łączyło się w nim wyciszenie i oddanie zadumie z noworoczną radością i hucznym świętowaniem. Warto pamiętać o mieszanym rodowodzie współczesnych tradycji wigilijnych, po to by uświadomić sobie, że każdy w tym czasie może odczuwać radość. Świętowanie nie jest dedykowane wyłącznie katolikom, przez co niewierzący malkontenci powinni odpuścić sobie swoje gadanie o tym, że nie lubią świąt. Nadchodzący czas bez względu na wiarę powinno wykorzystać się na radość i odpoczynek. Powodów do radowania się jest sporo: tryumf światła nad ciemnością, stopniowo wydłużający się dzień, narodziny Jezusa Chrystusa, wolne od pracy, masa smakowitych dań, a także możliwość spędzania czasu z rodziną. Sądzimy, że nawet najbardziej zatwardziały świętosceptyk powinien z tej puli wybrać coś dla siebie. Wesołych świąt! Niech się Wam darzy! 🙂

Udostępnij na:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Święta cykliczne, Święta, tradycje, obyczaje, Wierzenia ludu i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Niech wam się darzy 🙂

  • vlad

    Ciekawe w kontekscie Slowian, choc oczywiscie nie tylko oni obchodzili jakas forme sol invictus. Mozesz podac jakies zrodla?

    • Zapewne pytanie do autora, ale pozwolę sobie odpowiedzieć.
      Sol invictus – z łaciny niezwyciężone słońce, jego kult jest rzymski. Praktykowany w cesarstwie rzymskim. Niesłowiański.
      Kult słońca jako taki jednak u Słowian oczywiście istniał, ale sol invictus tu trochę głupio brzmi.
      Jest podstrona o źródłach i wydaje mi się, że większość informacji pochodzi z wymienionych tam książek, choć przeczytałam tylko część z nich 🙂

      • Kamil Gołdowski

        Dziękuję ze swej strony za udzielenie odpowiedzi. Ze źródłami poszczególnych wpisów sprawa wygląda następująco – jeśli są tworzone w oparciu o konkretne książki i teksty, to są one podane. W wypadku wielu informacji niestety nie jestem w stanie już wskazać, skąd dokładnie została zaczerpnięta konkretna informacja. Po prostu różne książki się czytało, jakaś wiedza w głowie z tego się ułożyła, przez co pewne rzeczy są pisane w oparciu o nią. Najlepiej znane mi pozycje zostały omówione w wspomnianej już zakładce „Źródła”. 🙂

      • vlad

        Droga Slawomiro,
        ja wiem co to bylo i w zasadzie jest sol invictus :), a wyglada, ze nie zrozumialas o czym pisalem- kult slonca pojawia sie w wielu kulturach, choc akurat o slowianskich malo wiem/wiedzialem. To, ze akurat BN nie ma nic wspolnego z chrzescijanstwem to wiadomo nie od dzis, a swietnym zrodlem sa encyklopedie katolickie.

        Dzieki za wskazanie zrodel, jak to na dniach wszyscy mowia: happy sol invictus! 🙂

  • Kousuke

    Bardzo dziękuję za ten artykuł! Naprawdę dobrze napisany — ani się obejrzałem, a już byłem przy ostatnim akapicie. Bardzo przyjemnie się czytało 🙂
    Fajnie wiedzieć, że większość tradycji świątecznich wcale nie ma źródła w chrześcijaństwie. Teraz mogę obchodzić święta z czystym sumieniem jako osoba niewierząca 😀 A jeśli jakiś nadgorliwy katolik będzie starał się mnie po raz enty przekonać, że nie mam do tego prawa, bo to tradycja czysto chrześcijańska, odeślę go do tego artykułu ^_^

    • Meteoryt

      {[(przepraszam za gramatykę języka Polskiego)]}

      DO : Kousuke. Prawdziwy katolik nie da się przekonać, że masz rację. Będzie to uważał za przejaw pogaństwa i wiary w „szatana”. Ale człowiek musi pokazać że jest lepszy, że ma inne zdanie, że wierzy w coś zupełnie innego. taka jest natura człowieka.

      Jesteśmy tak zaprojektowani że każdy z nas musi pokazać drugiemu, że jest od niego lepszy.

      Pokazuje to każdy z nas. Na przykład ja w tej chwili pisząc właśnie to.

      Bo wyrażam swoje zdanie. Ale wyrażając swoje zdanie mogę rozzłościć kogoś innego które ma inne zdanie niż ja. Więc czym jest wolność w wyrażaniu własnego słowa ? Tym , że gdy to powiem a Ty albo się zgadzasz albo nie. Jak tak to napiszesz że się zgadzasz. Ktoś inny, że nie i też to napisze. I następni będą pisać. W końcu zaczną wypisywać swoje „za” i „przeciw” i wywiążę się kłótnia. Coraz większa i większa. i o coś naprawdę nieistotnego wywiąże się wojna która sprowadzi zagładę na nasz ludzki gatunek.

      Tylko nieliczni potrafią się cieszyć z życia. Ale to właśnie oni są nadzieją naszego gatunku.

      • cichy

        „Prawdziwy katolik nie da się przekonać, że masz rację.”
        Niby dlaczego? Jestem katolikiem i od lat zdaję sobie sprawę, że datę obchodzenia Bożego Narodzenia wybrano specjalnie tak, by pokrywała się z pogańskim świętem. To, że większość tradycji też nie jest chrześcijańska można się domyślić. Jakoś musieli doprowadzić do zmiany wiary za Piastów, więc zamiast burzyć poprzednie tradycje, zrobiono z nich fundament dla święta chrześcijańskiego.
        Katolik, który „zabrania niewierzącym obchodzenia Bożego Narodzenia” nie ma chyba pojęcia co robi. I vice versa, ateista, który odmawia uczestnictwa w BN tylko dlatego, że to chrześcijańskie święto, tego też nie rozumiem.

  • Warto także wspomnieć o święcie Jul obchodzonym w północnej europie także na przełomie przesilenia zimowego.

  • invictus

    Nic nowego pod słońcem… 😉

  • nika

    Świetny artykuł, bardzo przyjemny styl i dużo ciekawych informacji 🙂 Pozdrawiam!