Przeskocz do treści

Na hasła pole” i „demon” każdy miłośnik mitologii słowiańskiej bez zastanowienia odpowiada: „południca”. Jednak słowiańskie pole nie z samej południcy słynie i poza wychudzoną, odzianą w biel kobiecą sylwetką Słowianie widywali w polach również demony męskie, tzw. polewiki. O polewiku czasem zwykło mówić się, że jest męskim odpowiednikiem południcy, jednak jest to zbyt duże uproszczenie, gdyż geneza wierzeń w te dwa typy demonów jest raczej różna, zaś one same w wielu aspektach różnią się od siebie.

Polewika wyobrażano sobie najczęściej jako nienaturalnie niskiego mężczyznę o ziemistej cerze, z kłosami zbóż zamiast zarostu. Polewiki przechadzały się po miedzy zazwyczaj w południe i o zachodzie słońca. Napotkanych spacerujących ludzi mogły wyprowadzić w pole (to metaforyczne – poprzez skierowanie na złą drogę), zaś śpiących poddusić bądź zdeptać. Polewiki najbardziej nie lubiły pijanych ludzi, których w przypływie emocji mogły nawet zabić. Zachowane wierzenia na temat tych istot pozwalają na twierdzenie, że polewik pełnił pierwotnie funkcję strażnika pól, ducha opiekuńczego tego obszaru. W przeciwieństwie do złośliwych południc polewik mógł być demonem opiekuńczym, któremu dopiero z czasem demonologia ludowa wtórnie przypisała typowe dla południc okrucieństwo i złośliwą działalność.

polewik z pola Czytaj dalej... "Polewik – opiekun pól i roli"

1

Idź i czekaj mrozów to pierwsza powieść Marty Krajewskiej, która ukazała się nakładem wydawnictwa Genius Creations. Autorka z wykształcenia jest kulturoznawcą, w krąg jej zainteresowań wchodzą mitologia słowiańska i świat demonologii ludowej. Debiut literacki odnotowała w 2014 roku, kiedy to w „Nowej Fantastyce” opublikowała opowiadanie Daję życie, biorę śmierć. Idź i czekaj mrozów to powieść fantasy osadzona w świecie wierzeń i demonów słowiańskich.Idź i czekaj mrozów - Marta Krajewska Czytaj dalej... "Czar Wilczej Doliny, czyli recenzja powieści „Idź i czekaj mrozów” Marty Krajewskiej"

4

Spośród polskiego drzewostanu jednym z najbardziej ubóstwianych przez Polaków drzew jest wierzba. To smukłe, często pokrzywione drzewo na przestrzeni wieków niejednokrotnie rozbudzało ludzką fantazję. W kulturze ludowej wierzba często jest postrzegana jako drzewo diabła. Wiele wskazuje jednak na to, że skojarzenia wierzby z ciemnymi mocami były obecne na naszych ziemiach na długo przed chrześcijaństwem. Świadczą o tym jej związki z zaświatami, poezją i płodnością. Wiele wskazuje na to, że tak jak Perun miał swe święte dęby, tak też swe magiczne wierzby miał jego mitologiczny oponent, Weles. Nieprzypadkowo bowiem właściwości przypisywane wierzbom pokrywają się w znacznej mierze ze sferą działań Welesa – boga podziemi, cyklu wegetacyjnego i poezji, którego kult na obszarze Słowiańszczyzny z czasem został utożsamiony z diabłem.

Autor: Derek Lee (CC)
Autor: Derek Lee (CC)

Czytaj dalej... "Wierzba – drzewo płodności i diabelskiego czaru"

W ciągu paru najbliższych godzin większość z nas wyruszy na zaplanowaną już jakiś czas temu zabawę sylwestrową, na której radosnym tańcom i śpiewom nie będzie końca. Zapewne część ludzi będzie wierzyć w to, że huczna zabawa w towarzystwie głośnej muzyki i wybuchających fajerwerków będzie w stanie zapewnić człowiekowi udany rok. Należy jednak pamiętać, że rodowód zabaw sylwestrowych wyprowadza się od dwóch papieży: Sylwestra I (przewodził Stolicą Apostolską w latach 314-335) oraz Sylwestra II (lata 999-1003). Wedle opowieści ten pierwszy w lochach Lateranu (dawny pałac papieski) zdołał uwięzić Lewiatana, arcygroźnego potwora morskiego utożsamianego z diabłem, który wedle przepowiedni w 1000 r. miał pożreć cały świat wraz ze wszystkimi ludźmi. Osadzenie w 999 r. na tronie Stolicy Apostolskiej biskupa, który przybrał przydomek Sylwester II, jedynie utwierdziło w przekonaniu ludzi, że coś musi być na rzeczy. Minęła jednak 23:59 31 grudnia 999 r., wybiła północ i nic się nie stało. Tłum odetchnął z ulgą, po czym wybiegł na ulice oddawać się beztroskiej i nieskrępowanej zabawie.

Należy pamiętać o tym, że historia o dwóch papieżach Sylwestrach i Lewiatanie to tylko legenda, która rozpowszechniła się względnie późno. Tradycja obchodzenia hucznych zabaw sylwestrowych jest młoda jeszcze w drugiej połowie XVIII w. w Polsce zwyczaj ten był nieznany, zaś jego upowszechnienie się datuje się dopiero na XIX w. Ta zaskakująca prawda nasuwa człowiekowi jedno pytanie. Skoro przed XIX w. nie bawiono się jeszcze na balach, to w jaki sposób w latach wcześniejszych witano się z Nowym Rokiem? Odpowiedzią na to pytanie są wróżby. Noc przejścia starego roku w nowy uchodziła za czas cudów: diabelskich igraszek, powrotu zmarłych i objawiania się znaków zwiastujących przyszłość. Człowiek skrzętnie korzystał z tej sposobności, by wywiedzieć się, jaka czeka go dola, co przyniesie mu los.

Autor: Simon Kozhin, Świąteczne wróżenie.
Simon Kozhin, Świąteczne wróżenie.

Czytaj dalej... "Echa pogańskich wierzeń w zabawach sylwestrowych"

Słowiańska ziemia słyszała niejedną opowieść o wilkołaku legendarnym człowieku obdarzonym mocą przemiany w wilka bądź inne dzikie zwierzę. Motyw takiego przeobrażenia znany jest wielu mitologiom tego świata. Wynika on zapewne z podświadomego pragnienia stania się groźnym drapieżcą, gdyż na uwagę zasługuje fakt, że w zależności od części świata człowiek mógł przybrać rozmaitą zwierzęcą postać: tygrysa (Indie, wyspy azjatyckie), lamparta, hieny lub lwa (Afryka), jaguara (Środkowa Ameryka) bądź nawet rekina (Polinezja). Na słowiańskiej ziemi najgroźniejszymi drapieżcami swego czasu były wilki i niedźwiedzie – zwierzęta otoczone specyficzną formą czci wiązaną pośrednio z kultem boga Welesa. To właśnie postać tych drapieżców słowiańskiemu ludowi wydawała się szczególnie atrakcyjna, przez co nic dziwnego w tym, że ludowe opowieści pełne są rozmaitych historii o przemianie człowieka w wilka bądź niedźwiedzia.

Wilkołaki były niesłychanie niebezpieczne. W morderczym szale potrafiły zaatakować ludzi, jednak na co dzień żywiły się przeważnie zwierzętami hodowlanymi, których przestraszony człowiek nie był w stanie w żaden sposób uchronić. Osoba przemieniona w wilka lub inne dzikie zwierzę często nie potrafiła zapanować nad nagromadzoną w sobie agresją. Mimo szlachetnych intencji mogła stać się ona potworem, istotą zagrażającą społeczeństwu. Zwierzęca natura bardzo łatwo mogła wziąć górę nad tą ludzką, przez co człowiek w wilczej skórze bardzo łatwo mógł zapomnieć o swym człowieczeństwie. Z tego powodu trudno powiedzieć, czy wspomniana zdolność przemiany jest mocą i darem, czy też przekleństwem dla człowieka. W opowieściach ludu jednostki świadome swego wilkołactwa często świadomie skazywały samych siebie na banicję  wybierały samotniczy tryb życia, po to by nie skrzywdzić żadnego niewinnego człowieka.

Autor: zoppy ©
Autor: zoppy ©

Czytaj dalej... "Wilkołaki – ludzie w wilczej skórze"

6

Zbliżają się mikołajki radosny dzień, w którym ludzie bez szczególnego powodu obdarowują się prezentami, zrzucając za to odpowiedzialność na szczodrego brodacza z obfitym workiem na plecach. W ludziach potrzeba wręczania i otrzymywania prezentów była od zawsze na tyle silna, że w wielu kulturach zdołały wyodrębnić się wierzenia na temat dobrotliwych szafarzy dóbr, którzy w pewnym momencie roku uaktywniali się po to, by zanieść odrobinę radości do ludzkich siedzib. Kto na słowiańskiej ziemi rozdawał dobra, nim przywędrował do nas św. Mikołaj ze swą reniferową świtą?

Autor: Losenko ©
Autor: Losenko ©

Czytaj dalej... "Kto Słowianom prezenty nosił? O Spasie, Dziadku Mrozie i Gwiazdorze"

Środek jesieni był dla dawnych ludów czasem matrymonialnego wróżenia. Nic w tym dziwnego – roboty w polu, od czasu Święta Plonów, nie ma już żadnej, a temperatura na zewnątrz końcem listopada nie sprzyja zabawom na świeżym powietrzu. Długie jesienne wieczory to zatem idealna pora na to, by zacząć przepowiadać przyszłość, najlepiej tę jak najbardziej radosną, związaną z dobieraniem się w pary. Po oddaniu czci dziadom, bezimiennym przodkom rodowym, dobrze było zrobić coś dla latorośli. Skoro łączność z tamtym światem wciąż jeszcze może istnieć, to warto ją wykorzystać po to, by dopomóc pannom i kawalerom poszukującym swej drugiej połówki.

W polskiej tradycji koniec listopada zwykło powszechnie kojarzyć się z tzw. andrzejkami – wieczorem wróżb przypadającym na wigilię dnia św. Andrzeja (30 listopada). Współcześnie wróżby te dotyczyć mogą rozmaitych spraw, a co najważniejsze – są wykonywane przez osoby obu płci. Należy jednak nadmienić, że w dawnej tradycji polskiej noc św. Andrzeja była czasem wróżenia wyłącznie dla panien, podczas gdy kawalerowie w podobnym celu zbierali się w wigilię dnia św. Katarzyny, w tzw. katarzynki. Początkowo wróżby te traktowano bardzo poważnie, przez co wykonywano je indywidualnie, w możliwie intymnej atmosferze. Dopiero z czasem andrzejkowe bądź katarzynkowe wróżenie przekształciło w ludową rozrywkę, w której pierwotna magia tych rytuałów musiała ustąpić na rzecz zwyczajnej, nieskrępowanej zabawy.

Siemiradzki_Noc-Andrzeja_1867 Czytaj dalej... "Andrzejki i Katarzynki – wróżby pogaństwem podszyte"

3

Pochówek ciałopalny połączony z tryzną i strawą był sposobem naszych przodków na pożegnanie się ze zmarłym. Co jednak działo się z nim, gdy żar pogrzebowego stosu dogasał? Dokąd udawała się jego nieśmiertelna dusza, gdy oddano już ogniu zewnętrzną powłokę, w której ukrywała się przez ziemskie życie? Żeby dokładnie odpowiedzieć na te pytania należy wpierw wyjaśnić sobie, jakie poglądy na ducha, duszę i zaświaty mieli nasi praojcowie. Rekonstrukcja tych dawnych wierzeń nie jest tutaj zadaniem łatwym ze względu na brak wiarygodnych tekstów źródłowych, jednak na podstawie badań językoznawczych i folklorystycznych badaczom udało się odtworzyć możliwie spójny system wierzeń na temat życia pośmiertnego, który byłoby można uznać za wspólny dla całej Słowiańszczyzny.

Zakres pojęciowy słów dusza i duch był w wierzeniach Słowian dość szeroki, przy czym nie istniało precyzyjne rozróżnienie na ducha i duszę traktowano je w zasadzie jako synonimy. Oba te słowa były przez dawnych Słowian stosowane wymiennie i odnosiły się do wielu aspektów życia psychicznego. W obrębie obu  tych pojęć można bez większych problemów zarysować podobne tendencje myślowe, związane z jednolitym postrzeganiem przez ludy słowiańskie zagadnienia pośmiertnego życia i tego, co składało się na jego istotę. Czasownik składało się został tutaj użyty nieprzypadkowo, gdyż ludzka dusza w wierzeniach Słowian nie była całością niepodzielną.

Autor: Florian Schmidt (CC)
Autor: Florian Schmidt (CC)

Czytaj dalej... "Duch, dusza i zaświaty w wierzeniach Słowian"