Przeskocz do treści

11

Słowiański internet jest podzielony. Wszystko za sprawą coraz bardziej rozpowszechniających się informacji o rzekomo niebywałym stopniu rozwoju cywilizacyjnego dawnych Słowian, którzy jawią się czasem jako najbieglejsi we wszystkich dziedzinach nadludzie, od których inne ludy mogły co najwyżej zapożyczać wiedzę, nie dając im nigdy nic od siebie. Jedni gorąco przyjęli większość tych hipotez – zapewne za sprawą zmęczenia panującym w polskim piśmiennictwie interpretatio christiana, objawiającym się chociażby w rozpowszechnionym przekonaniu, że przed chrztem Polski nic godnego uwagi na naszych ziemiach się nie działo. Inni jednak ostrożniej podeszli do tych tez – wszakże szczątkowość materiału źródłowego nie pozwala na to, by móc wysuwać tak daleko idące wnioski. Ich trzeźwość umysłu została odebrana jako mentalne poddaństwo, przez co grono miłośników kultury słowiańskiej mimowolnie rozłamało się na dwa fronty, próbujące się pacyfikować przy okazji wszelkiego rodzaju internetowych sporów.

Nie ukrywam, że sam do wszystkich rewelacji na temat wysokiego rozwoju dawnych Słowian podchodzę z dystansem. W sieci coraz chętniej zaczęli się szarogęsić naukowcy amatorzy, specjalizujący się szczególnie w historii, etymologii i archeologii genetycznej. Interpretatio christina zostało zastąpione przez tzw. turbosłowianizm – interpretowanie wszelkich przesłanek naukowych w sposób, który pozwalałby ujrzeć Słowian jako lud górujący w jakiś sposób nad pozostałymi. Można traktować to zjawisko jako miłą odmianę od wcześniejszego skrzywienia. Nikt wszakże nie może zabronić nikomu tworzenia podwalin pod nową mitologię narodową. Sam wolę jednak wyrazić ubolewanie nad wyraźnym oddaleniem się od pożądanego obiektywizmu. Odnoszę wrażenie, że w tym wszystkim przestało chodzić o jakąkolwiek wiarygodność, czego najlepszym dowodem jest to, że największą popularnością cieszą się hipotezy, które Słowian przedstawiają w szczególnie jasnym (doniosłym) świetle.

Wsiewołod Iwanow, Prawdziwa historia starożytnej Rusi (wedyjskiej)
Wsiewołod Iwanow, Prawdziwa historia starożytnej Rusi (wedyjskiej). Dzień ku czci nieba.

Czytaj dalej... "Wielka mała Słowiańszczyzna"

15

rynceboga
Ręce Boga, oficjalny symbol Rodzimego Kościoła Polskiego (Ratomir Wilkowski, www.RKP.org.pl).

Kołowrót, swarzyca i tzw. Ręce Boga – to trzy najczęściej wymieniane symbole identyfikowane obecnie z kulturą słowiańską. Ten ostatni symbol w latach 90. XX w. awansował nawet do rangi ideogramu wyrażającego pojęcie Boga Najwyższego. Powszechne kojarzenie tego znaku z religią dawnych Słowian doprowadziło do tego, że w zasadzie przestano kwestionować jego słowiańskość. Ręce Boga pojawiają się wszakże w otoczeniu swastyk – innych symboli obecnych w kulturze słowiańskiej, zaś wieś Biała, gdzie odnaleziono słynną popielnicę, znajduje się naszych ziemiach. Dla wielu ludzi były to powody wystarczające do tego, by znak z popielnicy uznać za słowiański. Rozbudowana interpretacja zaproponowana przez Leona Emfazego Stefańskiego w Wyroczni słowiańskiej w zasadzie usankcjonowała powyższy znak jako symbol rodzimowierstwa słowiańskiego.

Czasem sceptyczni lubią jeszcze wytykać Rodzimemu Kościołowi Polskiemu nadinterpretację i dogmatyczne postrzeganie tego symbolu, jednak głosy na temat niesłowiańskości Rąk Boga stały się mniej słyszalne. Postanowiliśmy zatem wyciągnąć ten temat ponownie na światło dzienne. Nie zrobimy tego jednak sami. Oddamy głos młodemu archeologowi, który skontaktował się z nami, by podzielić się pewnymi informacjami i autorską refleksją. Powiązał on Ręce Boga z kulturą Sintashta-Petrovka, zwracając uwagę na symbol, który mógłby być stadium pośrednim między omawianym znakiem a swastyką. Publikujemy zatem w całości jego tekst, by lepiej poznać jego punkt widzenia.

Głos czytelnika w dalszej części wpisu.

Czytaj dalej... "Ręce Boga – czy na pewno słowiańskie?"