Przeskocz do treści

3

Głośne obchody 1050-lecia chrztu Polski powoli dobiegają końca. Wszystko za sprawą wyznaczenia jego głównych obchodów na 14 kwietnia, symboliczną rocznicę ochrzczenia się Mieszka I. W mediach, głównego nurtu, mało się mówi o historyczności tej rocznicy. Zapewne dlatego, że umowny jest nie tylko dzień wydarzenia, ale też rok. Wśród znawców historii nie brakuje opinii, że to ważne wydarzenie mogło nastąpić parę lat wcześniej lub później. Historycy zwracają uwagę na to, że część dzisiejszej Polski została ochrzczona wcześniej już końcem IX wieku przy okazji chrystianizacji Wielkich Moraw, podczas gdy wiara chrześcijańska nie była jeszcze znana w wielu stronach dzisiejszej Polski. W internecie nie brakuje również głosów całkiem podważających fakt przyjęcia przez Mieszka chrztu, uparcie powołując się przy tej okazji na propagandę przeprowadzoną rzekomo przez Bolesława Chrobrego. Zapewne nigdy nie będzie nam dane poznać dokładnych okoliczności przyjęcia chrztu przez księcia Mieszka I. Czy dokładna data chrztu Mieszka jest nam jednak potrzebna do czegoś innego niż wyznaczenia daty napompowanych niczym balon obchodów? Raczej nie.

Na zasadzie społecznej konwencji zwykło się uważać, że chrzest Polski to wydarzenie, które można bez wahania zapisać w jednym punkcie na osi czasu. To wszystko jest jednak wyłącznie wygodną iluzją, której potrzebują słabo rozwinięte umysły i twórcy podręczników szkolnych. Nie ma bowiem możliwości, by w jednym konkretnym dniu cały naród padł na kolana przed nowym Bogiem. Równie niemożliwe jest to, by w jednym dniu cała zbiorowość wyrzekła się starych bogów. W istocie w okolicach 966 roku doszło do ochrzczenia się wyłącznie jednego księcia i ewentualnie dostojników z jego najbliższego otoczenia. Ustalenie umownej daty chrystianizacji całego narodu jest bardzo wygodne, gdyż daje sposobność do zapomnienia o całym złożonym procesie, który być może nigdy się nie zakończył. Podczas tego procesu prowodyrzy chrystianizacji uciekali się do mniej lub bardziej radykalnych metod, które z biegiem czasu doprowadziły do niemal całkowitego wyparcia rodzimej wiary. Być może niewiele ma sensu rozdrapywanie starych ran, jednak z okazji tej szumnej rocznicy warto jest powiedzieć coś więcej o tym, jak to Polacy wymienili drzewa na krzyże. Nie dla rozognienia religijnych konfliktów, a dla wartości informacyjnej i uświadomienia sobie, że nie wszystkie pierwiastki pogaństwa udało się Kościołowi wyplewić.

Jan Matejko, Zaprowadzenie chrześcijaństwa.
Jan Matejko, Zaprowadzenie chrześcijaństwa.

Czytaj dalej... "Nie od razu Polskę schrystianizowano!"

3

Niewiele zachowało się źródeł opisujących stan kapłański pogańskich Słowian. Jest to zdaniem niektórych badaczy dowód na to, że ta warstwa społeczna nie była istotna w panującym wówczas na naszych ziemiach ustroju rodowo-plemiennym. Znaczenia tej klasy nie należy doszukiwać się jednak w sprawowaniu pewnej formy władzy nad określoną częścią świeckiej społeczności. Żeby zrozumieć istotę kapłańskiej posługi, należy sięgnąć do jej najistotniejszej funkcji – pośredniczenia między sferą sacrum a profanum. Pośrednictwo między boskim a ludzkim może przebiegać w dwie strony. Kapłan oznajmia gminowi boską wolę, a także zanosi prośby ludu bezpośrednio do nadprzyrodzonego bytu. Instytucja duchownego może wykształcić się w każdej wspólnocie złączonej zespołem wierzeń, przez co nic dziwnego w tym, że i dawni Słowianie mieli swoich boskich pośredników.

Szczątkowość materiału źródłowego nie pozwala na dokładne odtworzenie kształtu dawnego słowiańskiego duchowieństwa. W zasadzie trudno jest nawet powiedzieć, czy wśród dawnych Słowian istniało jakieś słowo nazywające ogół osób uprawnionych do pośredniczenia w kontakcie z bogami. Całkiem możliwe, że wspólne nazewnictwo nie istniało – poszczególne pogańskie ośrodki kultowe (świątynie bądź święte gaje) miały swoich opiekunów, osoby uprawnione do odprawiania w nich rytuałów kultowych. Czasem też z obrębu wspólnoty wyłaniały się jednostki obdarzone naturalną mocą kontaktowania się z rzeczywistością nadprzyrodzoną. Nic nie wskazuje jednak na to, by pogańscy duchowi pośrednicy byli grupą wewnętrznie jednolitą, posiadającą własne struktury. Dostępne źródła pisane wzmiankują wyłącznie  o dwóch typach osób uprawnionych do takich funkcji, tzw. żercach oraz wołchwach.

czarownik i oleg Czytaj dalej... "Żerca i Wołch – słowiańscy duchowni"