Przeskocz do treści

2

Jak już zostało wczoraj opowiedziane, podstawę dawnego słowiańskiego pochówku stanowiło spalenie zmarłego na stosie po uprzednim uposażeniu go na przyszłe życie. Po wypaleniu pogrzebowego stosu popioły składano w specjalnie przygotowanych do tego grobowcach, tzw. kurhanach. We wczorajszym wywodzie skupiliśmy się jednak wyłącznie na samym zmarłym, ignorując zupełnie to, w jaki sposób ludzie uczestniczący w ceremonii podchodzili do rytuałów związanych z  wyprawieniem zmarłego na tamten świat. Warto zatem powrócić do tego tematu, zwłaszcza, że słowiańskie zwyczaje związane z tzw. opłakiwaniem zmarłego mogą się niektórym wydać dość osobliwe, głównie za sprawą przemieszania owego opłakiwania z czynnościami radosnymi, tj. ucztowanie czy nawet wyprawianie igrzysk.

Słowiańskim zwyczajom palenia i grzebania umarłych towarzyszyły rozmaite rozrywki, mające na celu uwolnić uczestników pogrzebu od złego wpływu duchów zmarłych, które bardzo łatwo w czasie żałoby mogły podłamać ludzką wolę. Te radosne obrzędy pomagały także w lepszym wprowadzeniu duszy zmarłego na tamten świat, służyły m.in. ubłaganiu bogów o przychylność wobec ich bliskiego. Praktyki tego typu w zależności od regionu Słowiańszczyzny były nazywane tryzną (wschód), strawą (zachód) lub karminą (południe). Uroczystościom tym niedaleko jest również do dzisiejszej stypy, która jeszcze w dobie kultury szlacheckiej bardziej przypominała właśnie radosne żegnanie jadłem i napitkiem, niż ponure siedzenie przy stole.

tryzna
W. Wasniecow, Tryzna po śmierci Olega.

Czytaj dalej... "Pogrzeb po słowiańsku: Tryzna i strawa"