Przeskocz do treści

2

Każdy z nas ma pewne poglądy na temat tego, na ile człowiek jest faktycznie panem swojego życia. Wielu zwykło dziś hołdować spopularyzowanej przez Giovanniego Picco della Mirandolę koncepcji człowieka jako kowala swojego losu, jednak obok tych wierzących w ludzkie możliwości wciąż można odnaleźć jednostki skrajnie pesymistyczne, święcie przekonane o tym, że życie człowieka to wypadkowa działania fatum – nieodwołalnej woli sił wyższych, której żaden śmiertelnik nie jest w stanie się przeciwstawić. Pomiędzy tymi skrajnie różnymi koncepcjami można odnaleźć jednak również zapatrywania bardziej umiarkowane zakładające możliwość wpływania na własne życie przy równoczesnym podporządkowaniu się pewnemu wyższemu planowi. Do jednej z takiej koncepcji należy zaliczyć słowiańską Dolę  naszą rodzimą personifikację ludzkiego losu.

Dola to ktoś lub coś nadrzędnego, determinującego przebieg całego ludzkiego życia. W wierzeniach słowiańskich ludów utrwaliło się postrzeganie Doli jako ducha opiekuńczego, jednak niewykluczone, że źródeł wiary w Dolę należy doszukiwać się w kulcie Mokoszy bądź Perperuny (nazywanej również Dodolą). Słowianie wierzyli w to, że Dola towarzyszy człowiekowi od chwili narodzin aż do śmierci, lecz ten nie zawsze zdaje sobie sprawę z jej obecność, gdyż przeważnie bywała niewidzialna. Czasem jednak można ją było zobaczyć pod postacią kobiety, mężczyzny, kota, psa lub myszy. Różne były poglądy Słowian na temat dziedziczności Doli  czasami uważano ją za dziedziczną (przypisaną na stałe do rodu), innym razem traktowano ją jako coś indywidualnego, niemającego związku z przynależnością rodową. Dolę można było odziedziczyć po ojcu, jednak czasami bracia mieli różną dole. O swoją Dolę, bez względu na wszystko, wypadało dbać, jednak ta bardzo często przez całe życie pozostawała niezmienna, przez co Słowianie zwykli często zwracać uwagę na to, że taka już czyjaś dola.

Autor: Wiktor Kriżanowski
Autor: Wiktor Kriżanowski

Czytaj dalej... "Taka już ich dola… Słów kilka o słowiańskim losie"

4

Co było na początku według Słowian? Na to pytanie częściowo odpowiada nam rekonstruowany mit o słowiańskim początku świata. Na początku była nuda, nuda wielka i bezkresna, pośrodku której znajdowało się dwóch potężnych bogów. Kto jednak dał początek im? Kto stanowi prapoczątek wszystkiego, pierwotne źródło, najgłębsze korzenie? Perun, Weles, Mokosz – wszystkie te bóstwa były niegdyś bardzo bliskie człowiekowi, jednak badacze religii dawnych Słowian wciąż odczuwali niedosyt popychający ich do poszukiwania boga, który byłby wyżej bądź w którego wiara byłaby starsza – kogoś, kto mógłby być rodzicem dla każdej istoty tego świata.

W to miejsce idealnie wpisuje się Rod – dobrze poświadczony we źródłach wschodniosłowiańskich bóg, o względnie słabo poświadczonych funkcjach. Przypuszcza się jednak, że wiara w Roda musiała być stara i bardzo silna, skoro wyraz ten zdołał odcisnąć tak mocne piętno na ogóle języków słowiańskich. Jest ono tak silne, że niektórzy badacze Roda zaczęli rozpatrywać nawet jako naczelne bóstwo słowiańskie, któremu cześć oddawano jeszcze przed Perunem i Swarogiem. Trudno dziś cokolwiek w tej sprawie rozstrzygnąć, gdyż brak tak wczesnych źródeł uniemożliwia zweryfikowanie tej hipotezy. Niewątpliwie jednak Rod miał związek ze sferą prawdopodobnie dla Słowian najważniejszą – rodziną i wspólnotą plemienną.

Autor: Andriej Szyszkin
Autor: Andriej Szyszkin ©

Czytaj dalej... "Rod – praojciec wszystkiego i wszystkich"