Przeskocz do treści

19

Autor: Simon Kozhin, Świąteczne wróżenie.
Autor: Simon Kozhin, Świąteczne wróżenie (CC).

Zbliża się czas, w którym większość polskich rodzin zasiądzie w rodzinnych gronach do tradycyjnych wieczerzy wigilijnych. Starzy i młodzi już wkrótce staną na straży tego, czy pamięć o wszystkich wigilijnych tradycjach została zachowana. W ferworze odhaczania kolejnych punktów z poszczególnymi tradycjami niewielu będzie zaprzątać sobie głowę rodowodem konkretnych zwyczajów. Większość będzie żyła w przeświadczeniu, że wszystkie kultywowane tradycje są chrześcijańskie wszakże wiążą się one z Bożym Narodzeniem, świętowaniem urodzin Jezusa Chrystusa. Gdyby tak jednak ktoś się dobrze zastanowił, to wówczas zdałby sobie sprawę, że w tradycyjnej polskiej Wigilii względnie niewiele jest elementów ściśle katolickich, podczas gdy prym zdecydowanie wiodą zwyczaje będące reliktem dawnych przedchrześcijańskich wierzeń.

Od przeszło tysiąca lat, nieprzerwane, kultywowanie zwyczajów wynikłych z wiary naszych praojców wynika z nieprzypadkowej zbieżności czasu obchodów Bożego Narodzenia z porą zimowego przesilenia, kiedy to dawni Słowianie rozpoczynali huczne, dwutygodniowe obchody Szczodrych Godów – świąt nowego słońca uosabianego w postaci Swarożyca bądź Dażboga, Swarożego Syna. W kalendarzach wielu ludów wspomniane zimowe przesilenie stanowiło najważniejszy punkt cyklu liturgicznego, związany z nieskrępowanym świętowaniem zwycięstwa jasności nad ciemności (wszakże od zimowego przesilenia dzień ponownie zaczyna stawać się coraz dłuższy). Zwierzchnicy kościelni świadomie na koniec grudnia wyznaczyli dzień świętowania urodzin Jezusa, świadomie nadali również nową symbolikę praktykowanym przez długie lata pogańskim obrzędom. Człowiek od zarania dziejów był przywiązany do tradycji, jednak pamięć ludzka jest zawodna, przez co łatwiej nauczyć człowieka odmiennej interpretacji już znanego mu rytuału, niż zmusić go do porzucenia tradycji kultywowanej z dziada pradziada. Przyszła jednak pora na to, by przypomnieć sobie o prawdziwej symbolice przetrwałych do dziś przedchrześcijańskich rytuałów. Z tej okazji mamy Wam do zaproponowania przegląd wigilijnych tradycji pogaństwem nie tylko słowiańskim podszytym...

Czytaj dalej... "Tradycyjna pogańska Wigilia"

13

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, Co to będzie, co to będzie? Dziady to praktyka znana współczesnym przede wszystkim z kanonicznego dramatu Adama Mickiewicza. Należy jednak pamiętać, że w czasach przedchrześcijańskich podobne rytuały były czymś powszechnym i często praktykowanym wśród Słowian i Bałtów. Istotę Dziadów stanowiła możliwość łączności ze światem zmarłych, z duchami przodków, które w pewnych szczególnych porach roku tymczasowo wracały do swych dawnych siedzib. Dziady w ujęciu Adama Mickiewicza to zgrabna synteza wierzeń i obyczajów litewskich, białoruskich i ukraińskich, wierna w wielu szczegółach autentycznym przedchrześcijańskim obrzędom, rozbieżna jednak z prawdą w wypadku chociażby autentycznego modelu wywoływania dusz. W jaki sposób dawni Słowianie obchodzili Święto Przodków? Jakie przedchrześcijańskie wierzenia na temat obcowania zmarłych utrzymały się do dziś w naszej kulturze?

Dziady, najogólniej rzecz ujmując, to zbiór rytuałów, obrzędów i zwyczajów związanych z obcowaniem żywych ze zmarłymi. Nazwa dziady używana była w gwarach ludowych na terenie Białorusi, Polesia, Rosji, Ukrainy i różnych terenach przygranicznych. Inne regiony mogły mieć inne nazwy na poszczególne obrzędy, np. pominki, przewody, radecznica, zaduszki. Etymologicznie rzecz biorąc, dziad to po prostu bezimienny przodek. Dziady swą nazwę zawdzięczają zatem temu, że była to pora, w której wspomniane dziady wracały na ten świat, do swych dawnych domostw, po to by nawiedzić swoją rodzinę.

Dziady na Białorusi
Dziady na Białorusi

Czytaj dalej... "Dziady – Święto Przodków"

2

Jak już zostało wczoraj opowiedziane, podstawę dawnego słowiańskiego pochówku stanowiło spalenie zmarłego na stosie po uprzednim uposażeniu go na przyszłe życie. Po wypaleniu pogrzebowego stosu popioły składano w specjalnie przygotowanych do tego grobowcach, tzw. kurhanach. We wczorajszym wywodzie skupiliśmy się jednak wyłącznie na samym zmarłym, ignorując zupełnie to, w jaki sposób ludzie uczestniczący w ceremonii podchodzili do rytuałów związanych z  wyprawieniem zmarłego na tamten świat. Warto zatem powrócić do tego tematu, zwłaszcza, że słowiańskie zwyczaje związane z tzw. opłakiwaniem zmarłego mogą się niektórym wydać dość osobliwe, głównie za sprawą przemieszania owego opłakiwania z czynnościami radosnymi, tj. ucztowanie czy nawet wyprawianie igrzysk.

Słowiańskim zwyczajom palenia i grzebania umarłych towarzyszyły rozmaite rozrywki, mające na celu uwolnić uczestników pogrzebu od złego wpływu duchów zmarłych, które bardzo łatwo w czasie żałoby mogły podłamać ludzką wolę. Te radosne obrzędy pomagały także w lepszym wprowadzeniu duszy zmarłego na tamten świat, służyły m.in. ubłaganiu bogów o przychylność wobec ich bliskiego. Praktyki tego typu w zależności od regionu Słowiańszczyzny były nazywane tryzną (wschód), strawą (zachód) lub karminą (południe). Uroczystościom tym niedaleko jest również do dzisiejszej stypy, która jeszcze w dobie kultury szlacheckiej bardziej przypominała właśnie radosne żegnanie jadłem i napitkiem, niż ponure siedzenie przy stole.

tryzna
W. Wasniecow, Tryzna po śmierci Olega.

Czytaj dalej... "Pogrzeb po słowiańsku: Tryzna i strawa"