Przeskocz do treści

Człowiek od zawsze pragnął poznać przyszłość dotyczącą swego losu. Nie ma takiej kultury, w której wróżbiarstwo nie odgrywałoby ważnej roli. Podstawą dla każdej wróżby jest odkrycie tego, co nieznane. Odpowiedź ta zazwyczaj stoi w całkowitej opozycji względem racjonalnego myślenia i świadomej woli człowieka. W polskiej kulturze z wróżbami kojarzy się przede wszystkim ostatnie dnie listopada, kiedy to przypadają tzw. Andrzejki. Obecnie pełnią one rolę wesołej zabawy. Jednak dawniej niedopuszczalnym było, aby wśród wróżących sobie dziewcząt znaleźli się kawalerowie i zamężne kobiety.

Kolebką andrzejkowych wróżb może być starożytna Grecja, w szczególności wyspy Sporady. Miałby na to wskazywać wspólny rdzeń imienia Andrzej – po grecku Andreas, dosłownie męski i andros – mąż, mężczyzna. W innej interpretacji kult świętego Andrzeja i zwyczaje andrzejkowe mogły być kontynuacją przedchrześcijańskich wierzeń niemieckich o starogermańskim bogu Freyerze, dawcy bogactw, miłości i płodności. Najciekawszą interpretacją jest ta, która mówi o związkach andrzejkowych obyczajów z czasami przedchrześcijańskimi. Według Klingera istnieją hipotezy, że być może mają one pewien związek z przedchrześcijańskimi, jesienno-zimowymi obchodami ku czci zmarłych, z powszechnymi w przeszłości wierzeniami o obecności wśród ludzi, szczególnie w tych porach roku, istot pozaziemskich i wędrujących dusz. Według tych wierzeń duchy błąkające się po ziemi w długie zimowe i jesienne noce i wieczory mogły udzielać ludziom nieco swej nadprzyrodzonej mocy i wiedzy, a także dopomagać im w poznawaniu przyszłości. Jednak trudno dociec, dlaczego to ostatnie dni listopada, były tymi najlepszymi dla wróżb.Siemiradzki_Noc-Andrzeja_1867 Czytaj dalej... "Na wróżby przyszedł czas!"

Od początku dziejów ludzkości siły nadprzyrodzone angażowały się w sferę życia ludzkiego. Złowrogie demony czekały nocą, jak i w ciągu dnia na swe ofiary. Wiara w tajemną siłę, która kieruje ludzkim losem była dawniej powszechną, a i dzisiaj można usłyszeć jej echa. Człowiek od zawsze pragnął poznać swoją przyszłość. Nikt nie chciał być niepewnym tego, co przyniesie jutrzejszy dzień. Zwłaszcza na wsiach silnie rozpowszechnione było wróżbiarstwo. Pod tym pojęciem należy rozumieć usiłowanie poznania swego przeznaczenia na drodze nadnaturalnej. Szczególnym wyznacznikiem wróżbiarstwa jest to, że było ono całkowicie niezależne od logicznego rozumowania i nie podlegało woli zwykłego śmiertelnika.

Wiara we wróżby i istnienie świata pozaziemskiego była powszechna w wiejskim życiu. Miesiącem szczególnie sprzyjającym wróżeniu był listopad. Czas, kiedy to aktywność dobrych duchów, czy duchów przodków jest bardzo nasilona rozpoczynały Dziady. Jak wiadomo dusze, które znajdowały się na tamtym świecie początkiem listopada odwiedzały swe ziemskie domy i niejednokrotnie mogły dać wskazówki na temat losu bliskich. Człowiek sięgał po wróżby przede wszystkim w wyjątkowych dniach i chwilach. Stąd w polskiej kulturze mamy tak wiele przesądów związanych chociażby z dniem ślubu. W trakcie roku kalendarzowego wiara w moc siły nadprzyrodzonych była bardzo silna chociażby przy okazji świąt Bożego Narodzenia czy w wigilię św. Jana. Specjalnym momentem dla uprawiania czarów był dzień św. Andrzeja i św. Katarzyny.  Ale aby uniknąć powtarzania praktyk magicznych stosowanych w tych szczególnych dniach, dzisiaj skupimy się przede wszystkim na snach i wróżbach niezwiązanych z rokiem obrzędowym.

Teofil Zaleski, Pejzaż wiejski
Teofil Zaleski, Pejzaż wiejski

Czytaj dalej... "Mały-wielki sennik ludowy"

1

Dzisiaj proponujemy artykuł o obyczajach nie tyle słowiańskich, co mocno zakorzenionych w kulturze polskiej. 11 listopada w żadnym wielkopolskim, a zwłaszcza poznańskim, domu nie może zabraknąć tradycyjnego rogala z nadzieniem z białego maku. Tradycja listopadowych rogali sięga czasów pogańskich, kiedy podczas jesiennych świąt składano bogom ofiary z wołów zwierząt, nad którymi opiekę sprawował bóg Weles (Wołos). Oczywistym jest, że wół był niemałym wydatkiem i nie każdy posiadał owe zwierzę, więc w zastępstwie ofiarę składano z ciasta, które swym kształtem przypominało wole rogi. W dobie chrześcijaństwa Kościół przejął ten zwyczaj i utożsamiał go z postacią św. Marcina z Tours. Kształt ciasta interpretowano jako nawiązanie do podkowy, którą miał zgubić koń świętego. Wole rogi zastąpiono podkową, składanie ofiar powiązano z kultem świętego i w ten sposób stare zwyczaje zakorzenione w mentalności ludu praktykowano pod nowym duchowym przewodnictwem.

Tradycja pieczenia rogali świętomarcińskich istniała w Poznaniu już w 1891 roku, kiedy proboszcz parafii św. Marcina, Jan Lewicki, zaapelował do wiernych, aby wzorem patrona zrobili coś dla biednych. W przekazach kościelnych postać św. Marcina kojarzona była z bezinteresowną pomocą ubogim. Według legendy miejskiej Marcin wybrał się na przejażdżkę po okolicy na swym białym koniu. Podczas jazdy koń włodarza zgubił jedną z podków, którą miał podnieść miejscowy cukiernik. Mężczyzna ten postanowił upiec słodkie ciastka z migdałami, które kształtem przypominałyby podkowę. Kiedy rogale były upieczone – pamiętając o intencjach świętego – rozdał je potrzebującym. Obecny na mszy cukiernik, Józef Melzer, namówił swojego szefa, aby upiec rogale. W ten sposób słodkie rogale trafiły na ulicę Poznania, a biorąc przykład z patrona miasta, bogaci mieszkańcy zaczęli rozdawać smakołyk biednym. Rogale cieszyły się takim powodzeniem, że zwyczaj wypieku w 1901 roku przejęło Stowarzyszenie Cukierników.

Autor: Alpha CC
Autor: Alpha CC

Czytaj dalej... "Listopad rogalem i gęsiną stoi!"