Przeskocz do treści

Pamięć o zmarłych stanowi wartość dla wszystkich ludzi na całym świecie. Na kuli ziemskiej nie ma takiego miejsca, gdzie nie oddawano by czci zmarłym, dlatego obchody zaduszne od początku świata były i są zjawiskiem globalnym. W przeszłości uroczystości ku czci zmarłych odprawiano kilka razy do roku i zawsze towarzyszyły im ofiary z jadła i napitku. Polskie zaduszki to nic innego, jak przedłużenie uroczystości odprawianych przez słowiańskich przodków. Kościół nie posiadał mocy, aby wyplenić ze świadomości społeczeństwa pamięci o dawnych zwyczajach i obrzędach. Tak więc zaduszki były po prostu kontynuacją słowiańskich dziadów.

Józef Chełmoński, Krzyż w zadymce
Józef Chełmoński, Krzyż w zadymce

Czytaj dalej... "Zaduszki"

1

Czy los można odmienić? Czy przeznaczenie jest czymś nieuniknionym, danym raz na zawsze w momencie narodzin? Czy człowiek naprawdę rodzi się z białą pustą kartą, którą zapisuje przez całe swe życie? A może los jednostki jest już przesądzony w momencie poczęcia? Może nikt z ziemskich istot nie ma wpływu na swoje życie, może to tylko ułuda, że jesteśmy w stanie kontrolować nasz los? Poglądy dawnych Słowian na temat ludzkiej doli nie pozostawiały wątpliwości, że człowiek czasem musi podporządkować się czemuś wyższemu. Na podstawie tych poglądów Małgorzata Saramowicz usnuła interesującą opowieść o możliwościach ingerowania w ludzkie losy.

Małgorzata Saramonowicz to uznana pisarka w polskim świecie czytelniczym. Debiutowała w 1989 roku powieścią Akropoliada. Jednak zachwyt i uwagę krytyków przyniosła jej wydana w 1996 toku powieść Siostra. Na nową powieść autorki czytelnicy musieli czekać 10 lat, bowiem tyle upłynęło od wydania Sanatorium. Saramonowicz powraca i to naprawdę w wielkim stylu. Xieki Nefesa to pierwsza z cyklu powieści, których akcja osadzona jest we wczesnym średniowieczu. Autorka w pierwszej części Xiąg Nefasa tematem utworu uczyniła czas wczesnego średniowiecza. Przełom X i XI wieku, to czas, kiedy kształtuje się polska państwowość. Okres sporów między starymi bogami, a nowym Bogiem, który został zaproponowany przez apostolską stolicę w Rzymie. Mimo pozornego przyjęcia wiary chrześcijańskiej mieszkańcy ówczesnej Polski wciąż praktykują skrycie pogańskie obyczaje. Dawne walczy z nowym. I wzajemnie. Czy wczesne średniowiecze może być dobrym tematem na powieść fantasy? Po lekturze Xiąg Nefasa myślę, że odpowiedź może być tylko jedna, czyli jak najbardziej tak.księżka wizualizacja Czytaj dalej... "„Xięgi Nefasa” – Żądza i pożądanie z pogańskim bóstwem w tle [recenzja]"

Środek jesieni był dla dawnych ludów czasem matrymonialnego wróżenia. Nic w tym dziwnego – roboty w polu, od czasu Święta Plonów, nie ma już żadnej, a temperatura na zewnątrz końcem listopada nie sprzyja zabawom na świeżym powietrzu. Długie jesienne wieczory to zatem idealna pora na to, by zacząć przepowiadać przyszłość, najlepiej tę jak najbardziej radosną, związaną z dobieraniem się w pary. Po oddaniu czci dziadom, bezimiennym przodkom rodowym, dobrze było zrobić coś dla latorośli. Skoro łączność z tamtym światem wciąż jeszcze może istnieć, to warto ją wykorzystać po to, by dopomóc pannom i kawalerom poszukującym swej drugiej połówki.

W polskiej tradycji koniec listopada zwykło powszechnie kojarzyć się z tzw. andrzejkami – wieczorem wróżb przypadającym na wigilię dnia św. Andrzeja (30 listopada). Współcześnie wróżby te dotyczyć mogą rozmaitych spraw, a co najważniejsze – są wykonywane przez osoby obu płci. Należy jednak nadmienić, że w dawnej tradycji polskiej noc św. Andrzeja była czasem wróżenia wyłącznie dla panien, podczas gdy kawalerowie w podobnym celu zbierali się w wigilię dnia św. Katarzyny, w tzw. katarzynki. Początkowo wróżby te traktowano bardzo poważnie, przez co wykonywano je indywidualnie, w możliwie intymnej atmosferze. Dopiero z czasem andrzejkowe bądź katarzynkowe wróżenie przekształciło w ludową rozrywkę, w której pierwotna magia tych rytuałów musiała ustąpić na rzecz zwyczajnej, nieskrępowanej zabawy.

Siemiradzki_Noc-Andrzeja_1867 Czytaj dalej... "Andrzejki i Katarzynki – wróżby pogaństwem podszyte"

2

Każdy z nas ma pewne poglądy na temat tego, na ile człowiek jest faktycznie panem swojego życia. Wielu zwykło dziś hołdować spopularyzowanej przez Giovanniego Picco della Mirandolę koncepcji człowieka jako kowala swojego losu, jednak obok tych wierzących w ludzkie możliwości wciąż można odnaleźć jednostki skrajnie pesymistyczne, święcie przekonane o tym, że życie człowieka to wypadkowa działania fatum – nieodwołalnej woli sił wyższych, której żaden śmiertelnik nie jest w stanie się przeciwstawić. Pomiędzy tymi skrajnie różnymi koncepcjami można odnaleźć jednak również zapatrywania bardziej umiarkowane zakładające możliwość wpływania na własne życie przy równoczesnym podporządkowaniu się pewnemu wyższemu planowi. Do jednej z takiej koncepcji należy zaliczyć słowiańską Dolę  naszą rodzimą personifikację ludzkiego losu.

Dola to ktoś lub coś nadrzędnego, determinującego przebieg całego ludzkiego życia. W wierzeniach słowiańskich ludów utrwaliło się postrzeganie Doli jako ducha opiekuńczego, jednak niewykluczone, że źródeł wiary w Dolę należy doszukiwać się w kulcie Mokoszy bądź Perperuny (nazywanej również Dodolą). Słowianie wierzyli w to, że Dola towarzyszy człowiekowi od chwili narodzin aż do śmierci, lecz ten nie zawsze zdaje sobie sprawę z jej obecność, gdyż przeważnie bywała niewidzialna. Czasem jednak można ją było zobaczyć pod postacią kobiety, mężczyzny, kota, psa lub myszy. Różne były poglądy Słowian na temat dziedziczności Doli  czasami uważano ją za dziedziczną (przypisaną na stałe do rodu), innym razem traktowano ją jako coś indywidualnego, niemającego związku z przynależnością rodową. Dolę można było odziedziczyć po ojcu, jednak czasami bracia mieli różną dole. O swoją Dolę, bez względu na wszystko, wypadało dbać, jednak ta bardzo często przez całe życie pozostawała niezmienna, przez co Słowianie zwykli często zwracać uwagę na to, że taka już czyjaś dola.

Autor: Wiktor Kriżanowski
Autor: Wiktor Kriżanowski

Czytaj dalej... "Taka już ich dola… Słów kilka o słowiańskim losie"

8

Badacze pozostałości kultów po słowiańskich bogach wielokrotnie próbowali wyjaśnić, dlaczego tak niewiele wiemy dziś o rodzimych bóstwach żeńskich. Historycy religii byli podzieleni – część z nich uznało to za oczywiste następstwo tego, że same boginie w słowiańskim panteonie nie odgrywały istotnych funkcji, inni zwracali zaś uwagę na ważną pozycję kobiet w dawnych wspólnotach, która przejawiała się m.in. w uprzywilejowaniu wdów i swobodzie wyboru małżonka. Miałoby to rzekomo świadczyć o matriarchacie wśród Słowian bądź co najmniej wyniesieniu w dobie neolitu do rangi naczelnej jednego z kobiecych bóstw. Skoro niebo zarezerwowane było dla potężnego, ciskającego gromy mężczyzny, to ziemia powinna przypaść w udziale kobiecie – twardej, kształtnej i niesamowicie płodnej.

W nurt ten wpisuje się poświadczona wśród Słowian wschodnich Mokosz – bogini płodności i urodzaju, opiekunka kobiet i dzieci, traktowana często jako słowiańska Matka Ziemia, której cześć należało szczególnie oddawać w porze żniw i zbiorów. Kim była słowiańska Mokosz i w jaki sposób pamięć o niej zachowała się do naszych czasów?

Autor: Andy Paciorek ©
Autor: Andy Paciorek ©

Czytaj dalej... "Mokosz – Matka Ziemi i patronka kobiet"