Słowiański mit o stworzeniu świata i człowieka w parafrazie Witolda Jabłońskiego

Witold Jabłoński to ceniony w środowisku sympatyków słowiańszczyzny twórca literatury fantastycznej, który w swych powieściach Słowo i miecz i Ślepy demon. Sieciech podjął się próby odtworzenia bardzo burzliwego okresu w historii naszych ziem związanego ze zmianą systemu kulturowego, przejściem z religii pogańskiej na chrześcijańską. W swych książkach autor zrekonstruował na potrzeby fabuły dawny świat słowiańskich wierzeń, opierając się przy tym na dostępnych publikacjach naukowych podejmujących tę tematykę. Tworzenie prozy wymaga jednak odcięcia się od naukowo-spekulatywnego tonu, stąd też dla autora konieczne stało się przyjęcie bądź odrzucenie hipotez, które w pracach badaczy nie zostały do końca zweryfikowane, dopowiedzenie niedopowiedzianego.

Możliwie wierne opisanie tamtych czasów wymagało od pisarza odtworzenia ich ducha, a trzeba przyznać, że z tym W. Jabłoński pojawił sobie niesłychanie dobrze. Dziś przygotowaliśmy dla Was fragment jego powieści Słowo i miecz, w którym doświadczony przez życie żerca opowiada młodemu wojownikowi o stworzeniu świata i człowieka. O samym micie i różnych jego odmianach więcej napiszemy wkrótce, jednak już teraz chcemy zachęcić Was do lektury reprezentatywnego fragmentu z powieści W. Jabłońskiego.

Fragment w dalszej części wpisu.

Autor: Sukharev ©

Autor: Sukharev ©

Stworzenie świata:

– Taką właśnie zagadką jest wszechświat – stwierdził z powagą kapłan Świetlistego Pana. – Każdy lud próbuje ją rozwiązać na swój sposób… Może pomnisz, jak opowiadałem ci, co Lud Słowa mówi o stworzeniu świata i bogów?
– Niezbyt dokładnie – przyznał wojownik ze skruchą.
– Na początku nie było niczego, tylko niebo i wielkie morze – zaczął staruszek tonem bajarza. – Białobóg płynął łodzią po niezmierzonych wodach…
– Przypominam sobie – 1szepnął uczeń – że zapytałem wtedy, skąd wziął łódź, skoro drzew jeszcze wcale nie było…
– Zawsze byłeś bystry – pochwalił staruszek. – Skarciłem cię, że bóg może wszystko, a więc do stworzenia łodzi drewno wcale nie było mu potrzebne… Może zresztą Białobóg unosił się nad wodami, nie ma to większego znaczenia. Gdy tak przemierzał świat nicości, z najciemniejszych głębin wynurzył się jego Mroczny Brat, Czarnobóg. Jasność nie może bowiem istnieć bez Ciemności… Dwie te dziedziny uzupełniają się wzajem, a czasem też przenikają. Razem płynęli dalej. W pewnej chwili Czarnobóg zasiał w sercu Jasnego boga pragnienie stworzenia świata. Białobóg uległ tej pokosie, znużony panującą wokół pustką. Na jego polecenie demoniczny krewniak zanurkował w morską toń i zaczerpnął z dna garść piasku. Odrobinę mułu ukrył też pod językiem. Oddał piasek Jasnemu Bratu, który cisnął go na wodę. Wtedy powstał pierwotny ląd: wyspa Bugaj.

– Bogowie postanowili wypocząć na stałym lądzie. Czarnobóg był dumny ze swego pomysłu i uznał, że może stać się teraz jedynym panem nowego świata. Kiedy Białobóg zasnął zmęczony, zawistny brat spróbował zepchnąć go do wody. Przeliczył się jednak w swych niecnych zamysłach, albowiem tam, gdzie potoczyło się ciało Jasnego, tworzyły się nowe lądy, które nie pozwalały dobremu bogu stoczyć się w otchłań. Ziemia ciągle się rozrastała… Świeciła jednak pustką i martwotą, jakby była gigantyczną Nawią. Rozgniewany daremnym wysiłkiem Mroczny Brat wypluł resztkę morskiego mułu, tworząc w ten sposób jałowe skały i rozległe bagniska. Przebudziwszy się, Białobóg, owładnięty nową wizją, zaczął stwarzać rośliny i zwierzęta, Czarnobóg zaś naśladował go, usiłując mu dorównać. Psuł jednak doskonałość stworzenia. Gdy Jasny stworzył różę, Mroczny dodał ciernie, gdy powstała słodka malina, wyrósł też zaraz piołun, a pierwsze zboża wnet zaczęły oplatać chwasty… Podobnie było ze zwierzętami. Jasny tworzył owce, Mroczny wilki, jeden pszczoły, drugi osy, jeden motyle, drugi komary, pierwszy nieszkodliwe węże i pożyteczne płazy, tamten jadowite żmije i smoki… Tak powstały też dzienne i nocne stworzenia. Świat zatem pozostał dwoisty, w wiecznych zmaganiach między Jasnością a Ciemnością.

Autorka: Vasylina ©

Autorka: Vasylina ©

Stworzenie człowieka:

Kiedy tak bogowie wspólnie tworzyli świat, zdali sobie nagle sprawę, że brakuje istot będących jak oni, ich obrazem i podobieństwem. Wtedy to z ziemi obmywanej morską pianą wyłoniła się Wielka Matka, cudna bogini Mokosza. Białobóg pokochał ją i wziął sobie na małżonkę. Z tego związku zrodzili się jaśni bogowie: nasz Świetlisty Sweistiks-Starożyc, Jarowit, Strzybóg i inne stworzenia, jak rusałki, wiły czy skrzaty.
– A jak powstali ludzie? odważył się przerwać młodzieniec, zadając nurtujące go od dłuższej chwili pytanie.
Kriwe skrzywił się, z lekka zakłopotany.
– Różnie powiadają… Być może z boskiego nasienia, które spadło na rodzącą wszystko wilgotną glebę… Niektórzy nauczają, że to Czarnobóg uformował z gliny pierwszego człowieka, a Jasny Brat tchnął weń duszę… Dlatego po śmierci duch ulatuje z ciała, które wraca do ziemi. Dzieło tworzenia jest wielką tajemnicą i tylko wielkie umysły są w stanie przeniknąć je odrobinę… Czarnobóg nadal zazdrościł bratu, zwłaszcza twórczej miłości. Wówczas stało się to, o czym nie mówi się malcom…

Kiedy Białobóg budował Prawię, siedzibę jasnych bóstw, Mroczny przybrał postać swego brata i w takim magicznym przebraniu zwiódł boską małżonkę. Pramatka legła z nim i spłodzone zostały wówczas mroczne bóstwa: Chors, Weles oraz rozmaite paskudne istoty, jak zmory albo demony. Gdy podstęp się wydał, Białobóg zawrzał straszliwym gniewem. Wtedy właśnie rozegrał się wielki bój Światła z Ciemnością, którego ślady dźwiga świat do tej pory. Białobóg stał się Perunem, srogim wojownikiem z błyskawicową włócznią. Czarnobóg wcielił się w Mrocznego Żmija, przerażającego smoka, pochłaniającego światłość jak niezgłębiony cień. Ich napowietrzna walka wstrząsnęła ziemskimi posadami. Góry plunęły ogniem, całe pasma zapadały się, tworząc pustynie, rzeki zawróciły swój bieg, wylewając i tworząc nowe koryta, a różnorodne stworzenia spłonęły niczym suche badyle lub, zamienione w odrażające stwory, skryły się w wodnych głębiach albo błąkają się do dzisiaj po jałowych pustyniach Nawii…

Perun zdołał pokonać ciemnego rywala i strącić piorunami w otchłań. Spętał go czarodziejskim łańcuchem i przykuł do ogromnego słupa, który nazywają Osią Wszechświata lub Bożym Drzewem Żywota, wczepionym korzeniami w najgłębsze ziemskie czeluście i podtrzymującym swą jasną koroną okrąg świata Jawii, w którym żyjemy. Ziemia trzęsie się czasem, gdy Czarnobóg szarpie się, pragnąc się uwolnić. Mroczny Brat komunikuje się ze światem na powierzchni poprzez swoich synów, Chorsa i Welesa, nękając śmiertelników za pomocą podległej im armii strzyg, upiorów i wilkołaków, emanujących cząstką jego podziemnej potęgi. Gwoli ścisłości warto dodać, że sprawiedliwy Perun poprzestał na tym, nie mszcząc się na nieprawych potomkach za winy ojca. Przydzielił mrocznym bóstwom odpowiednie dla nich dziedziny, utrzymując w ten sposób chwiejną równowagę wszechświata.

Autorka: Feliciaciano ©

Autorka: Felicia Ciano ©

Źródło:
Witold Jabłoński, Słowo i miecz, wydawnictwo superNOWA.

Udostępnij na:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Literatura, Mit, Proza i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.