Nie każda książka dla dzieci potrafi połączyć magię opowieści z autentycznym światem dawnych wierzeń. Marta Krajewska w tomie Rusałki, licha, kikimora i inne słowiańskie strachy w opowieściach robi to z niezwykłą konsekwencją, tworząc świat pełen tajemnicy, emocji i rytmu natury.
Marta Krajewska już wcześniej udowodniła, że potrafi tworzyć literaturę dziecięcą wymagającą, a zarazem przystępną. Noc między Tam a Tu oraz Świt między dobrym i złym pokazały, że potrafi prowadzić młodego czytelnika przez opowieści pełne emocji, nie rezygnując przy tym z mroku i momentów na refleksję. W najnowszej książce po raz kolejny pokazuje, jak swobodnie i pewnie snuje opowieści dla najmłodszych czytelników.
Tym razem akcja nie rozgrywa się w dobrze znanej Wilczej Dolinie, lecz w niewielkiej słowiańskiej mikrowiosce, która staje się centrum przedstawionego świata. To przestrzeń zakorzeniona w starosłowiańskiej tradycji, a jednocześnie literacko przetworzona przez wyobraźnię autorki. To miejsce, w którym życie codzienne współistnieje z nadprzyrodzonym, a granica między tymi sferami jest cienka jak pajęcza nić. Życie mieszkańców podporządkowane jest tutaj zarówno rytmowi natury, jak i cyklowi dawnych świąt i obrzędów, który stanowi spoiwo łączące wszystkie opowiadane historie.

Osiem historii ułożonych jest chronologicznie, zgodnie z rokiem obrzędowym Słowian: od jesiennych Dziadów, przez Szczodre Gody, Jare Gody, Stado i Noc Kupały, aż po czas żniw, kiedy południce czyhają w polach. W każdej historii głównym bohaterem jest inne dziecko, ale te same postacie mogą pojawić się na dalszym planie także w pozostałych opowiadaniach. Bohaterowie wędrują między snutymi opowieściami, a cała wioska tętni życiem, bowiem każdy jej mieszkaniec skrywa swoje tajemnice, które czytelnik poznaje stopniowo, z opowieści na opowieść.
Największym atutem książki pozostaje sposób, w jaki autorka przedstawia słowiańskie demony. Rusałki, południce, kikimory, wodniki czy chmurniczki nie są tu jedynie straszydłami. To istoty obdarzone własną historią, emocjami i logiką postępowania. Krajewska nadaje im głębię, pozwalając jednocześnie zachować ich ludową ambiwalencję. Spotkania z nimi bywają groźne, niepokojące lub pełne napięcia, ale nigdy nie są jednowymiarowe. To opowieści, które straszą subtelnie – bardziej atmosferą niż dosłownością – a nierzadko również wzruszają.
Ilustracje Alicji Filiacz dopełniają ten świat w sposób wyjątkowo harmonijny. Są nastrojowe, delikatnie oniryczne, budowane światłem i cieniem. Nie opisują fabuły, lecz ją współtworzą; wzmacniają emocje ukryte w tekście, uwypuklają tajemnicę i melancholię, prowadzą czytelnika przez lasy, pola, brzegi i jaskinie – miejsca spotkań z niezwykłymi istotami.
Warto podkreślić także walory edukacyjne tomu. Opowiadania w naturalny sposób uczą: nie poprzez moralizowanie, lecz poprzez doświadczenia bohaterów. Wracają tu motywy odpowiedzialności, odwagi, empatii, umiejętności mierzenia się z lękiem i proszenia o pomoc. W połączeniu z kontekstem dawnego roku obrzędowego i demonologii ludowej książka staje się znakomitym materiałem do rozmowy z młodymi czytelnikami – również w szkolnej rzeczywistości.
Rusałki, licha, kikimora i inne słowiańskie strachy w opowieściach to zbiór przemyślany, literacko spójny i pełen emocji. Autorka buduje świat, do którego chce się wracać. I robi to z lekkością, która nie trąci przy tym banalnością. To opowieści mądre, pięknie napisane i zanurzone w tradycji – takie, które można czytać z dziećmi, ale z równą przyjemnością także dla samego siebie.
Recenzja napisana w oparciu o egzemplarz recenzencki od wydawnictwa Kropka.





