Pogrzeb po słowiańsku: Tryzna i strawa

Jak już zostało wczoraj opowiedziane, podstawę dawnego słowiańskiego pochówku stanowiło spalenie zmarłego na stosie po uprzednim uposażeniu go na przyszłe życie. Po wypaleniu pogrzebowego stosu popioły składano w specjalnie przygotowanych do tego grobowcach, tzw. kurhanach. We wczorajszym wywodzie skupiliśmy się jednak wyłącznie na samym zmarłym, ignorując zupełnie to, w jaki sposób ludzie uczestniczący w ceremonii podchodzili do rytuałów związanych z  wyprawieniem zmarłego na tamten świat. Warto zatem powrócić do tego tematu, zwłaszcza, że słowiańskie zwyczaje związane z tzw. opłakiwaniem zmarłego mogą się niektórym wydać dość osobliwe, głównie za sprawą przemieszania owego opłakiwania z czynnościami radosnymi, tj. ucztowanie czy nawet wyprawianie igrzysk.

Słowiańskim zwyczajom palenia i grzebania umarłych towarzyszyły rozmaite rozrywki, mające na celu uwolnić uczestników pogrzebu od złego wpływu duchów zmarłych, które bardzo łatwo w czasie żałoby mogły podłamać ludzką wolę. Te radosne obrzędy pomagały także w lepszym wprowadzeniu duszy zmarłego na tamten świat, służyły m.in. ubłaganiu bogów o przychylność wobec ich bliskiego. Praktyki tego typu w zależności od regionu Słowiańszczyzny były nazywane tryzną (wschód), strawą (zachód) lub karminą (południe). Uroczystościom tym niedaleko jest również do dzisiejszej stypy, która jeszcze w dobie kultury szlacheckiej bardziej przypominała właśnie radosne żegnanie jadłem i napitkiem, niż ponure siedzenie przy stole.

tryzna

W. Wasniecow, Tryzna po śmierci Olega.

Tryzna (możliwe związki z: biał. triznić  widzieć we śnie, cerk. trizna walka, czes. tryzeń męka) przypominała nieco współczesną stypę, jednak poza jedzeniem i wspominaniem zmarłego, urządzano również specjalne igrzyska, takie jak: gonitwy, zapasy, tańce bądź zabawy w maskach. Pomimo licznych zabaw, uroczystości zachowywały swój poważny charakter, który miał związek z oddaniem czci osobie zmarłej. Poczęstunek na tryźnie był czynnością iście rytualną, związaną także ze złożeniem bogom ofiary z części jadła. Najbardziej popularną potrawą związaną z opłakiwaniem zmarłego była kutia, która przetrwała, gdzieniegdzie do dzisiaj, jako danie na stole wigilijnym. Poczęstunek towarzyszący pogrzebowi był właśnie tym, co Słowianie mogli nazywać strawą bądź karminą. Nazwy te rozszerzyły się jednak na wszystkie obrzędy związane z uczczeniem pamięci po zmarłym. Podobnie zresztą jak tryzna, która początkowo mogła oznaczać wyłącznie same zapasy bądź walkę takie znaczenie zostało poświadczone w źródłach ruskich. Niewykluczone jednak, że i ten wyraz pierwotnie jest związany z jadłem, por. prasłowiańskie *traviti ‚karmić’.

Najogólniej rzecz ujmując, tryzna to rytualna, zbiorowa uczta ku czci zmarłego, której często towarzyszyły rozmaite rozrywki. Wspomniane obrzędy pogrzebowe stanowiły na tyle ważną część życia religijnego, że niektóre kąciny połabskie zaopatrzone były w specjalne długie ławy, wprost stworzone do wyprawiania obfitych rytualnych uczt. Czasem też tego typu uroczystości przenoszone były na zewnątrz, gdzie na przedświątynnych placach bądź wzniesieniach łatwiej było o pomieszczenie dużej liczby ludzi. Należy również wspomnieć o tym, że na takiej otwartej przestrzeni łatwiej było o przeprowadzenie zawodów sportowych oraz zorganizowanie zabaw. Przeniesienie uroczystości poza świątynne mury w żaden sposób nie ujmowało im jednak z ich sakralnego wymiaru.

Stosowane obecnie słowo stypa jest obecne w języku polskim dopiero od XVI w. i zostało zaczerpnięte z łaciny (por. łac. stipis). Pomimo przejęcia obcej nazwy, szlachta polska w XVI w. w ramach stypy wciąż urządzała czasem huczne biesiady pogrzebowe obficie zakrapiane alkoholem. W prawdzie miód został wyparty przez wódkę, lecz sam charakter uroczystości nie różnił się wiele od tego, co kultywowali nasi praojcowie. Przyjęło się, że godny pogrzeb i suta stypa zabezpieczały całkowicie zmarłego przed powrotem na ziemię. Przekonanie to jeszcze przez długi czas trwało w naszych świadomościach, aż do czasu, gdy o nim zapomnieliśmy. Tryzna oraz stypa wyprawiane były przeważnie z funduszy zmarłego miało w końcu przesłużyć się jego dalszemu „życiu”. Co więcej, taki zmarły zdążył już przecież zabrać ze sobą część dobytku, przez co część pozostała nie jest już mu potrzebna.

Autor: Dušan Božić ©

Autor: Dušan Božić ©

Uczta pogrzebowa była wyprawiana nie tylko dla ludzi, ale też dla bogów. Z tego powodu należało pamiętać o tym, by część spożywanych potraw złożyć siłom nadprzyrodzonym w formie ofiary. Potrawą szczególnie kojarzoną z kultem zmarłych u Słowian jest kutia, jednak poza nią zmarłym składano w darze również miód oraz rozmaite dary ziemi: plony i owoce. Uczty wyprawiano nie tylko tuż po pochówku. Czasem odbywały się one również po 40 dniach od spalenia ciała w czasie, gdy dusza powinna planowo dotrzeć już do zaświatów. Strawę przygotowywano także w rocznicę pogrzebu oraz przy okazji obchodów związanych z Dziadami. Dusza zmarłego we wierzeniach Słowian ma możliwość powracania na ziemię tak długo, aż pamięć o nim nie wygaśnie. Dopiero, gdy nikt już nie składa jej w darze strawy, dusza może zjednoczyć się z bezimienną siłą dziadów.

Huczne tryzny połączone z igrzyskami organizowano przede wszystkim dla zmarłych władców i książąt. Pogrzebom biedniejszych i mniej znaczących zmarłych towarzyszyły skromniejsze poczęstunki, jednak bez względu na pozycję społeczną zmarłego, należało dopilnować tego, by wyprawić możliwie obfitą ucztę. Ważną funkcję rytualną pełniły ozdobne rogi, w których umieszczano miód pitny – alkohol pity wśród Słowian przy okazji rozmaitych świąt, niepity na co dzień za sprawą względnie wysokich kosztów produkcji. Współcześnie próby rekonstrukcji uroczystości tryznowych przeprowadza się podczas obchodów Rękawki bądź zjazdów Słowian i Wikingów, np. w Wolinie.

Co pozostało w naszych zwyczajach z tradycji pogrzebowych dawnych Słowian? Jedną z nich są właśnie wyprawiane stypy, inną zaś – coraz popularniejsze dziś kremowanie zmarłego. Praktyka palenia ciała była przez długi czas zakazywana przez zwierzchników kościelnych, jednak ci z czasem złagodzili swoje podejście. Pomimo upływu wielu lat, niektórzy ludzie wciąż preferują pochówek polegający na spaleniu, uzasadniając to tym, że taka forma daje mu pewność, że się nigdy już potem ponownie nie obudzi. Czyżby było to również echo nie tak odległej wiary w wąpierze i upiory? Dzisiejsze stypy upływają nam raczej w ponurych atmosferach, mimo że w wielu wypadkach jest to jedyna okazja spotkania dalszej rodziny. Może warto byłoby to nieco zmienić? Niekoniecznie trzeba zaczynać od wyprawiania igrzysk, jednak wspominanie zmarłego w miłej atmosferze z pewnością dodałoby mu otuchy na tamtym świecie… cokolwiek, mielibyśmy pod tym słowami rozumieć.

Przeczytaj również:

Pochówek ciałopalny na Festiwalu Słowian i Wikingów w 2009 roku w skansenie w Wolinie. Autor: Nikodem Zieliński (CC).

Pogrzeb po słowiańsku: palenie i grzebanie

Źródła:
A. Gieysztor, Mitologia Słowian.
A. Szyjewski, Religia Słowian.
Sz. Zdziebłowski, Jak Słowianie chowali zmarłych?.

Udostępnij na:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Śmierć i przemijanie, Święta rodowe, Wierzenia i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.