Pogrzeb po słowiańsku: Palenie i grzebanie

Zbliża się pora obchodów tzw. Dziadów jesiennych. To szczególny czas, w którym dawni Słowianie kultywowali rozmaite zwyczaje i obrzędy związane z wiarą w obcowanie zmarłych, możliwość nawiązania kontaktu z duszami zmarłych przodków. W tradycji pogańskiej cześć zmarłym zwykło oddawać się nawet do sześciu razy w roku, lecz główne obchody Dziadów przypadały każdorazowo na wiosnę i jesień (stąd podział na Dziady wiosenne i jesienne). Koniec października to dobry czas na to, by podjąć refleksję nad naszym życiem i jego końcem. Z tego powodu chcieliśmy zaproponować Wam cykl wpisów poświęconych zagadnieniu przemijania. Na dobry początek zaczniemy od spraw całkiem przyziemnych, czyli od kwestii pochówku i dawnych zwyczajów związanych z chowaniem zmarłych.

Śmierć dla Słowian przeważnie nie była czymś smutnym, wręcz przeciwnie  oznaczała wszakże przejście zmarłego do lepszego świata, Nawii. Rozstanie z bliską osobą nie jest łatwe, jednak mimo to Słowianie starali się dostrzec w tym coś pozytywnego. Stąd też ich uroczystości pogrzebowe znacznie różniły się od tego, co możemy zaobserwować współcześnie. Zapewne wyjątkowość w podejściu pogan do śmierci wynikała z przekonania, że śmierć nie jest końcem wszakże część świadomości w wierzeniach Słowian miała powracać na świat pod zmienioną postacią, zaś druga składowa miała udawać się do magicznej krainy, w której dusza mogła ponownie spotkać się ze swymi zmarłymi przodkami. Można ubolewać nad przedwczesnym przyjściem śmierci, jednak gdy przychodziła ona do człowieka, który swoje już przeżył, to należało cieszyć się z tego, że otrzyma on możliwość ponownego spotkania ze swymi bliskimi.

Autor: Jurij G. Lazarev

Autor: Jurij G. Lazarev

Wyprawiając zmarłemu pogrzeb, bliscy dbali o to, by wyposażyć go w jego dobra, które mogą być mu potrzebne w nowym świecie. Ubierano go w najlepsze szaty, czasem biżuterię, dawano mu też pieniądze i przedmioty codziennego użytku, np. broń, a następnie palono wraz z całym dobytkiem na przyszłe życie. Praktyka ta miała swoje uzasadnienie w tym, że osoba należycie wyposażona na tamtym świecie, z pewnością nie wróci do wcześniejszego świata pod zmienioną postacią jako upiór bądź inny demon. Badania archeologiczne dowiodły nawet, że zmarli w czasach przedchrześcijańskich byli czasem paleni i chowani wraz z koniem wszakże dobry nieparzystokopytny towarzysz to prawdziwy przyjaciel każdego wodza i wprawionego wojownika. Należy jednak nadmienić, że była to raczej praktyka względnie rzadka, poświadczona najlepiej na obszarach, gdzie ludność słowiańska stykała się ze skandynawską, ugrofińską i bałtyjską.

Wiara w moc uposażania zmarłego na przyszłe życie doprowadziła w niektórych wypadkach do skrajnych praktyk, takich jak wyposażanie  w cały wóz bądź nawet ludzi najczęściej padało na sługów, choć zostały poświadczone również praktyki palenia mężczyzny wraz z kobietą, która godziła się na to dobrowolnie. Badacze tego typu praktyki ograniczają jednak wyłącznie do pochówków najbardziej zasłużonych: królów, książąt i wodzów. Należy również nadmienić, że tego typu praktyki są prawdopodobnie praindoeuropejską spuścizną, która w różnym natężeniu przetrwała jakiś czas wśród wszystkich ludów indoeuropejskich. Przypuszcza się, że w wypadku Słowian w wiekach wcześniejszych (VI-VIII w.) tymi poświęconymi kobietami bywały częściej wdowy po zmarłych, zaś później rolę tę przejęły nałożnice (IX-X w.). A.Gieysztor tłumaczył to tym, że w latach późniejszych wdowy po przywódcach znacznie częściej zaczęły przejmować obowiązki swych mężów poprzez korzystanie ze swego niemałego autorytetu i objęcie zarządu nad rodowymi siedzibami. W uposażaniu zmarłego w kobietę chodziło nie tylko o zapewnienie mu niewolnicy w przyszłym życiu, ale też o ożenienie go  skoro przyszłe życie ma być odbiciem tego ziemskiego, to pełnoprawny członek tamtej wspólnoty winien być osobą w związku małżeńskim. Z tego też powodu pogrzeb możnowładcy był też często jego weselem. Podróżnicy arabscy z IX-X w. zwracali też uwagę na praktykę kaleczenia się przez wdowę w czasie pogrzebu swojego męża: Kiedy kto z nich umrze, krają sobie nożem ręce i twarz. Gdy zmarły zostanie spalony, udają się do niego nazajutrz, biorą popiół z owego miejsca, dają go do popielnicy i stawiają na pagórku.

Należy raz jeszcze nadmienić, że uposażanie zmarłego było typowe dla grzebania możnych nieboszczyków wiązało się to wszakże z posiadaniem dóbr materialnych, które było można na wieczność oddać zmarłemu. Bez względu na stan majątkowy, zmarłego układano jednak na stosie i palono. Po całkowitym wypaleniu stosu, prochy zmarłego przesypywano do glinianego naczynia (tzw. popielnicy), a następnie zakopywano w grobie mógł to być zwykły płaski grób bądź też okazały kurhan. Zdarzało się też, że prochy zmarłego były po prostu przysypywane ziemią po wypaleniu się stosu. Przypuszcza się, że pogański zwyczaj palenia zmarłych trwał przez co najmniej parę tysięcy lat aż do czasu przyjęcia na naszych ziemiach chrześcijaństwa. Relacje kronikarzy z terenów Czech poświadczają nawet, że pogrzeby ciałopalne były pokątnie wyprawiane w lasach i na polanach jeszcze pod koniec XI wieku. Na obszarze Słowiańszczyzny południowej obok pochówków ciałopalnych odnotowano również pochówki szkieletowe, co tłumaczy się wpływem kultury awarskiej na tamtejszą ludność.

Pochówek ciałopalny był praktykowany również wśród innych ludów pogańskich, m.in. u Wikingów, którzy uposażonego zmarłego układali w łodzi, podpalano, a następnie zwracano morzu.

Pochówek ciałopalny był praktykowany również wśród innych ludów pogańskich, m.in. u Wikingów, którzy uposażonego zmarłego układali w łodzi, podpalano, a następnie zwracano morzu.

Powszechność wśród dawnych Słowian ciałopalnej formy pochówku ma związek z wierzeniami tego ludu na temat symboliki ognia, który dzięki swej oczyszczającej mocy, zapewniał człowiekowi bezpieczne dotarcie jego duszy do właściwego miejsca. Droga do zaświatów wiodła przez wodę bądź ziemię. Być może w jej czasie towarzyszem dla człowieka stawał się sam Weles, gdyż w wierzeniach ludowych funkcję tę pełnił św. Mikołaj  chrześcijański ekwiwalent słowiańskiego pana zaświatów. Po 40 dniach wędrówki dusza ludzka przekraczała wielką wodę, tzw. Rzekę Zapomnienia, po czym dołączała do bezimiennego grona dusz zmarłych przodków. Dusza ludzka nie pozostaje jednak w Nawii bezpowrotnie w pewnych szczególnych okresach roku otrzymuje ona możliwość ponownego powrotu w rodzinne strony. Ogień w wierzeniach słowiańskich był łącznikiem pomiędzy światami, o czym świadczy nie tylko pogrzeb ciałopalny, ale też powszechność ognisk ofiarnych oraz palenie ogni w czasie obchodów Dziadów. Jedynie ogień był w stanie zapewnić duszy ludzkiej spokojną wędrówkę przez wodę utożsamianą w wierzeniach Słowian z obszarem działań sił demonicznych.

Palenie zmarłych, poza symbolicznym oczyszczającym znaczeniem ognia, miało też aspekt pragmatyczny definitywnie zabezpieczało przed powrotem duszy pod postacią demona. Strach przed tym był widoczny również przy innych, chronologicznie wcześniejszych praktykach pogrzebowych, takich jak: odcinanie głowy zmarłego, przebicie kołkiem bądź też po prostu zagrzebanie ciała za stawem bądź rzeką. Wracając jednak do ognia, warto przyjrzeć się pod tym kątem wierzeniom demonologicznych, wedle których demonami (np. wąpierzami, latawcami lub utopkami) stawały się dusze zmarłych niespalonych tych osób, które nie zostały pochowane w sposób należyty. W tym miejscu warto przypomnieć, że wierzenia na temat upiorów i wampirów na obszarze Słowiańszczyzny szczególnie nasiliły się w czasie, gdy przez zmianę religii ludzie zostali zmuszeni do zaprzestania praktyk ciałopalnych.

Praktyki pogrzebowe Słowian nie były jednorodne, przez co zmieniały się z czasem. W kontekście wczesnosłowiańskich (bądź nawet prasłowiańskich) praktyk pogrzebowych warto wspomnieć o odnotowanym wierzeniu w to, że całkowita śmierć człowieka następuje dopiero po rozkładzie jego ciała. Z tego powodu gdzieniegdzie na obszarze Słowiańszczyzny wyprawiano tzw. podwójny pogrzeb polegający na dokładnym umyciu kości zmarłego i późniejszym złożeniu ich do tzw. świętego kąta. Symptomatyczne dla słowiańskich wierzeń na temat życia pośmiertnego jest swoisty podział ludzkiej duszy pomiędzy bóstwa ziemi (Welesa, Mokosz) i niebios (Peruna, Swaroga). Z jednej strony część człowieka wraz z wiatrem i dymem stosu pogrzebowego ulatuje do niebios, z drugiej strony jego pozostała część zostaje złożona w ziemi, w łonie kosmicznej Matki Ziemi. W podziale tym można dostrzec konsekwencję w pojmowaniu ludzkiej duszy jako całości składającej się z dwóch składników: świadomości i tchnienia.

Pochówek ciałopalny na Festiwalu Słowian i Wikingów w 2009 roku w skansenie w Wolinie. Autor: Nikodem Zieliński (CC).

Pochówek ciałopalny na Festiwalu Słowian i Wikingów w 2009 roku w skansenie w Wolinie. Autor: Nikodem Zieliński (CC).

Wśród Słowian wschodnich urny z prochami ustawiano na pagórkach, na których z kolei budowano drewniane domki lub szałasy. U innych plemion słowiańskich prochy umieszczano w popielnicach wiszących na słupach przy rozdrożach. Same grobowce (nazywane m.in. kurhanami) także wyglądały różnie  jedne były obudowanymi domkami na nóżkach, inne – jamami grobowymi obudowanymi kamieniem lub drewnem. Pojawiały się też kamienne skrzynie, czasem też dobudowywano mostek z kształtem ludzkiej stopy, w czym można dostrzec materialny ślad wierzenia, że zaświaty znajdowały się gdzieś za wielką wodą, sferą przypisywaną w wierzeniach Słowian bóstwom chtonicznym. Przykładami okazałych kurhanów są m.in. Kopiec Krakusa oraz Kopiec Wandy, jednak należy pamiętać o tym, że obok rozbudowanych grobowców występowały również te znacznie mniejsze, których pozostałości można dziś nawet napotkać podczas leśnych wędrówek, szczególnie w tych miejscach, gdzie dawniej znajdowały się tzw. święte gaje.

Pomimo makabryczności niektórych praktyk pogrzebowych naszych przodków, należy docenić naszych praojców za wyjątkowość i magię praktykowanej przez nich formy pochówku. Można również nieco ubolewać nad tym, że w dzisiejszych czasach w świetle polskiego prawa nie ma możliwości dalszego kultywowania dawnej tradycji pogrzebowej. W prawdzie zmarły wciąż może zostać spalony w piecu krematoryjnym, jednak trzeba otwarcie przyznać, że rytuał ten ma w sobie znacznie mniej uroku niż symboliczne ułożenie zmarłego na wielkim stosie wraz z najcenniejszymi dla niego przedmiotami.

Autor: KudlatyMortis ©

Autor: KudlatyMortis ©

Przeczytaj również:

tryznaPogrzeb po słowiańsku: Tryzna i strawa

 

Źródła:
A. Gieysztor, Mitologia Słowian.
A. Szyjewski, Religia Słowian.
Sz. Zdziebłowski, Jak Słowianie chowali zmarłych?.

Udostępnij na:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Śmierć i przemijanie i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • Tomasz

    „Już w najbliższy weekend wypadają obchody tzw. Dziadów jesiennych.”
    – to bardzo ciekawe, że Słowianie przed chrystianizacją liczyli czas według narodzin Chrystusa.

    • garg.

      A co w tym dziwnego? Mało kto wie że kilka wieków przed ,,chrztem” Polski którego nigdy nie było ,Wandalowie prawie w całości wyznawali chrześcijaństwo.Był to gnostycyzm bardziej znany jako Arianizm-Bracia Polscy nie mylić z tym indyjskim jak ma to wielu w zwyczaju .

    • HenrykIX

      NIE. Liczyli czas inaczej, a jak teraz trudno powiedzieć. Chrystiańska krucjata pod wodzą Karola Magni rozpieprzyła w drobny mak główną Świątynię Dziewięciu Kręgów Czasu na Pełce /Łysa Góra/. Inne Świątynie-też na Ślęży spotkał ten sam los. Zostały zniszczone, lub brak do nich dostępu, wszystkie Koby z utkanymi na nich informacjami. Jest tylko jakiś tam przekaz o Wendzie /Wandzie/ głównej Kapłance tej świątyni, która po przejrzeniu wielu kobów przekazała iż nadszedł własnie zły okres przychodzący co 666lat.

  • lolek

    Taki mały szczegół, że koń jest NIEPARZYSTOKOPYTNY !!! parzystokopytne (jak to napisano w tekście) są np. krowy :).