Nie od razu Polskę schrystianizowano!

Głośne obchody 1050-lecia chrztu Polski powoli dobiegają końca. Wszystko za sprawą wyznaczenia jego głównych obchodów na 14 kwietnia, symboliczną rocznicę ochrzczenia się Mieszka I. W mediach, głównego nurtu, mało się mówi o historyczności tej rocznicy. Zapewne dlatego, że umowny jest nie tylko dzień wydarzenia, ale też rok. Wśród znawców historii nie brakuje opinii, że to ważne wydarzenie mogło nastąpić parę lat wcześniej lub później. Historycy zwracają uwagę na to, że część dzisiejszej Polski została ochrzczona wcześniej już końcem IX wieku przy okazji chrystianizacji Wielkich Moraw, podczas gdy wiara chrześcijańska nie była jeszcze znana w wielu stronach dzisiejszej Polski. W internecie nie brakuje również głosów całkiem podważających fakt przyjęcia przez Mieszka chrztu, uparcie powołując się przy tej okazji na propagandę przeprowadzoną rzekomo przez Bolesława Chrobrego. Zapewne nigdy nie będzie nam dane poznać dokładnych okoliczności przyjęcia chrztu przez księcia Mieszka I. Czy dokładna data chrztu Mieszka jest nam jednak potrzebna do czegoś innego niż wyznaczenia daty napompowanych niczym balon obchodów? Raczej nie.

Na zasadzie społecznej konwencji zwykło się uważać, że chrzest Polski to wydarzenie, które można bez wahania zapisać w jednym punkcie na osi czasu. To wszystko jest jednak wyłącznie wygodną iluzją, której potrzebują słabo rozwinięte umysły i twórcy podręczników szkolnych. Nie ma bowiem możliwości, by w jednym konkretnym dniu cały naród padł na kolana przed nowym Bogiem. Równie niemożliwe jest to, by w jednym dniu cała zbiorowość wyrzekła się starych bogów. W istocie w okolicach 966 roku doszło do ochrzczenia się wyłącznie jednego księcia i ewentualnie dostojników z jego najbliższego otoczenia. Ustalenie umownej daty chrystianizacji całego narodu jest bardzo wygodne, gdyż daje sposobność do zapomnienia o całym złożonym procesie, który być może nigdy się nie zakończył. Podczas tego procesu prowodyrzy chrystianizacji uciekali się do mniej lub bardziej radykalnych metod, które z biegiem czasu doprowadziły do niemal całkowitego wyparcia rodzimej wiary. Być może niewiele ma sensu rozdrapywanie starych ran, jednak z okazji tej szumnej rocznicy warto jest powiedzieć coś więcej o tym, jak to Polacy wymienili drzewa na krzyże. Nie dla rozognienia religijnych konfliktów, a dla wartości informacyjnej i uświadomienia sobie, że nie wszystkie pierwiastki pogaństwa udało się Kościołowi wyplewić.

Jan Matejko, Zaprowadzenie chrześcijaństwa.

Jan Matejko, Zaprowadzenie chrześcijaństwa.

Napisane przez Thietmara i Galla Anonima kroniki zgodnie zdają się opowiadać o cudownym nawróceniu się Mieszka I, który dla miłości czeskiej chrześcijanki Dobrawy wyrzekł się „błędów pogaństwa” reprezentowanych między innymi przez siedem pogańskich nałożnic. Relacja chrztu Mieszka I w kronikach Thietmara i Galla Anonima jawi się niczym legenda o dobrej małżonce, która dzięki czystości sumienia zdołała ujarzmić pogańską naturę swego męża. Na wzór swego władcy chrześcijaństwo zaczęli przyjmować poddani księcia:

I natychmiast w ślad za głową i swoim umiłowanym władcą poszły ułomne dotąd członki spośród ludu i w szatę godową przyodziane, w poczet synów Chrystusowych zostały zaliczone. Ich pierwszy biskup Jordan ciężką miał z nimi pracę, zanim, niezmordowany w wysiłkach, nakłonił ich słowem i czynem do uprawiania winnicy Pańskiej. [Kronika Thietmara]

Pierwszy więc książę polski Mieszko dostąpił łaski chrztu za sprawą wiernej żony; a dla sławy jego i chwały w zupełności wystarczy jeśli powiemy, że za jego czasów i przez niego Światłość niebiańska nawiedziła królestwo polskie. [Kronika Galla Anonima]

Mało prawdopodobne jest to, by jeden biskup Jordan w ciągu tylko jednego życia zdołał ochrzcić cały polski lud. Do ochrzczenia Polaków była potrzebna niezmordowana praca co najmniej kilku pokoleń duchownych. Na rozwój legendy o Mieszku I dobrze wpłynęła rzekoma ślepota księcia, o której wzmiankował w swej kronice Wincenty Kadłubek. Cudowne odzyskanie przez Mieszka wzroku w czasie postrzyżyn jest traktowane jako metafora całego życia Mieszka, który po okresie „ślepoty pogańskiej” przejrzał na oczy i zobaczył oblicze prawdziwego Boga.

Portrety Dobrawy i Mieszka autorstwa Jana Matejki.

Portrety Dobrawy i Mieszka autorstwa Jana Matejki.

Bardziej racjonalne i prawdopodobne motywy przyjęcia chrztu przez Mieszka zostają przedstawione dopiero w Rocznikach Jana Długosza, który wprost opowiada o korzyściach politycznego sojuszu Polaków i Czechów oraz warunkach postawionych przez Dobrawę i jej ojca Bolesława Srogiego, którzy doceniając znakomitość polskiego księcia, zwracali uwagę na to, że nie wypada, by chrześcijanka poślubiała bałwochwalcę. Kronikarskie zapisy Jana Długosza, choć nie wolne od interpretatio christiana, wprost napominają o możliwościach wystąpienia oporu w polskim społeczeństwie:

W Polsce było wielu książąt, dostojników i wielmożów, którzy mocno odradzali przyjęcie wiary chrześcijańskiej, jedni mówili, że wiara chrześcijan jest podejrzana, inni że jej przepisy będą za trudne, inni, że nie jest dobrze pogardzić dobrodziejstwem tradycji ojcowskiej i wolne karki zginać pod jarzmo wiary dotąd nieznanej. Te jednak i inne liczne sprzeciwy łatwo rozwikłała Opatrzność Boska, która darzy zbawieniem królów, ulitowawszy się nad udręką długo błądzących Polaków, natchnęła ich zgodą i czcią dla chrześcijańskiej religii, aby nie stali się przedmiotem pogardy Czechów i innych ludów, gdyby ją odrzucili. [Roczniki Długosza]

Skoro sprzeciw istniał wśród najbliższych współpracowników Mieszka, to bez wątpienia musiał być on jeszcze większy wśród prostego ludu, który o wierze w Jezusa Chrystusa słyszał o wiele mniej niż państwowi dostojnicy. Najbardziej dziś cenionym źródłem wiedzy o chrzcie Polski zdaje się być Organizacja Kościoła w Polsce do połowy XII wieku autorstwa Władysława Abrahama. To właśnie to opracowanie ostatecznie usankcjonowało 966 r. jako oficjalną datę chrztu Polski. Dziś często powraca się do kwestii motywów kierujących Mieszkiem przyjmującym chrzest. Jedna z najpopularniejszych hipotez mówi, że książę Mieszko złączył się sojuszem z Czechami, żeby uniezależnić się od wpływów chrześcijańskich Niemiec. Nie można mieć wątpliwości co do tego, że ta decyzja miała charakter polityczny. Trudno jednak powiedzieć, kim tak naprawdę w sercu był Mieszko. Chrześcijaninem, poganinem czy może po prostu sprawnym politykiem nieprzywiązanym emocjonalnie do żadnej religii? Niektórzy lubią dziś myśleć, że dla Mieszka przyjęcie chrztu było jedynym sensownym wyjściem z ówczesnej sytuacji politycznej. Cóż, sojusz z Niemcami został odroczony wyłącznie o jedno pokolenie, zaś w napisanym przez anonimowego autora epitafium Bolesława Chrobrego czytamy, że syn Mieszka był władcą błogosławionym choć z ojca pogana. Bez względu na naturę Mieszka I wydarzenia z okolic 966 r. przyśpieszyły na ziemiach polskich proces chrystianizacji. Od przybycia w 968 r. do Polski biskupa Jordana na terenie naszego kraju rozpoczęły się skrupulatnie obmyślone działania, które miały na celu wyparcie rodzimej wiary.

Specjalna edycja banknotu dwudziestozłotowego wypuszczonego przez Narodowy Bank Polski z okazji 1050-lecia chrztu Polski.

Specjalna edycja banknotu dwudziestozłotowego wypuszczonego przez Narodowy Bank Polski z okazji 1050-lecia chrztu Polski.

Prędko za Mieszkiem w kolejce do chrzcielnicy ustawiło się zapewne jego najbliższe otoczenie: urzędnicy, książęcy wojowie i mieszkańcy grodów. Trudniej było jednak wiarę w Jezusa Chrystusa zanieść do najniższych warstw społeczeństwa, zwłaszcza że oporne pozostawały również szerokie elity aparatu państwowego. Proces zaprowadzania na polskiej ziemi chrześcijaństwa był bardzo żmudny, czego najlepszym dowodem jest to, że jeszcze na 300 lat po rzekomym chrzcie Polski istniały na naszych ziemiach tereny, gdzie zmarłych grzebano jeszcze w obrządku pogańskim. Jeszcze do końca XV w. chrześcijańscy duchowni starali się zwalczać przywiązanie do pogańskich obrządków poprzez kazania i postylle. O przywiązaniu do pogaństwa otwarcie debatowano przy okazji rozmaitych synodów, na których tęgie kościelne głowy naradzały się nad metodami walki z dawną wiarą. Na obszarze całej Słowiańszczyzny chrystianizację przeprowadzano rozmaitymi sposobami.

Najłagodniejszą metodą było powołanie się na autorytet władcy. Od tego sposobu zaczynał kniaź Włodzimierz, rozpoczynając proces chrystianizacji Rusi (od 988 r.). Kroniki z tamtych terenów wspominają o wiadomości kniazia, którą rozesłał on do swych poddanych. Władca Rusi postawił w niej konkretne ultimatum: Ktokolwiek […] jutro się na rzecze nie stawi, niech mi będzie za przeciwnika. Przy okazji chrystianizacji Rusi kniaź Witold postawił dodatkowo na metodę, która okazała się również niezawodna na innych ziemiach — wznoszenie chrześcijańskich świątyń w miejscach dawnego pogańskiego kultu: i kazał Włodzimierz stawiać cerkwie i je po po miejscach, gdzie stały bałwany, i wystawił cerkiew św. Wasyla na wzgórzu, gdzie stał bałwan Peruna, i inne, gdzie książę i grodzianie ofiary czynili. W pierwszej kolejności dali się zatem ochrzcić ci, którzy chcieli przypodobać się władcy lub też po prostu się go bali. Następni za nimi były osoby o niepogłębionej duchowości, które łatwo dały się nabrać podmianie starej religii na nową.

Viktor Vasnetsov, Chrzest Rusi.

Viktor Vasnetsov, Chrzest Rusi.

Bardziej radykalnym sposobem niszczenia pamięci o dawnej bierze było niszczenie świętych dla pogan miejsc. Tego typu praktyki zostały dobrze poświadczone przy okazji chrystianizacji Litwy (od 1387 r.), kiedy to Władysław Jagiełło postanowił domknąć proces schrystianizowania całej Europy. Świadectwo tego czasu zostało dobrze przedstawione przez Pawła Szajnochę:

Zwołano wszelkie pogaństwo okoliczne do Wilna i przedstawiono mu potrzebę zrzeczenia się dawnych baśni. Zdumiona Litwa wzdrygnęła się na to żądanie, mieniąc je niewdzięcznością i grzechem wobec przodków. Niepoślednią też pobudką niechęci była obawa zemsty bogów pogańskich. Należało tedy przekonać publicznie o ich nieudolności. Gwoli temu rzucili się chrześcijanie do obalania świętości bałwochwalczych. Zalany został Znicz święty i pogaszone ognie wieczyste. Padły pod siekierą święte dęby na zamku i w gaju na Łukiszkach. Powybijano święte węże, jaszczurki, zarówno nieświadome przyczyn dawniejszej czci, jak teraźniejszej zagłady. Przypatrując się tej ruinie pogaństwo zawodziło wielkim płaczem żałobnym. Ale tylkoż tyle oporu, tylko jęki i łzy spotkał przed sobą rozkaz książęcy.
„Zresztą, nie śmiał nikt ani pisnąć” – mówi bratanek naocznych świadków zdarzenia. A gdy taka wola książęca padła, gdy obaczono,  iż bóstwa pogańskie dają się bezkarnie gasić, ścinać, zabijać, ochłonęła z trwogi zgraja pogańska i oświadczyło plemię „płoche a lekkomyślne”,  iż chce się ochrzcić. Nastąpiła zatem katechizacja. Sam król pobożny pomagał w tym względzie polskim nauczycielom duchownym.
„Tak wielu bogów mniemano – okazało się bezwładnymi, a jeden miałby większą mieć władzę”? Nie było atoli pory do rozumowań. Wkrótce uznano uczniów dojrzałymi do chrztu i zaczęto ich chrzcić  z osobna. Każdy nowochrzczeniec dostał białą szatę wełnianą. Schludny, bogaty w oczach Litwina strój uszczęśliwił nędzę pogańską. W oka mgnieniu rozniosła się po kraju wiadomość o darze chrzestnym. Każdy pragnął go mieć, pragnął ochrzcić się. Zbiegły się zewsząd tłumy pogaństwa […].

Równie radykalnie z pogańskimi miejscami kultu rozprawiali się misjonarze wśród Słowian Połabskich, czego najlepszym przypadkiem jest upadek Arkony w 1168 r., kiedy to król duński Waldemar I wspólnie z biskupem Absalonem zniszczył okazały chram w Arkonie, niszcząc w ten sposób święte miejsce wyznawców Świętowita. W podobny sposób chrześcijanie w latach 1067-1068 rozprawili się z wyznawcami Swarożyca Radogoszczy. Skrupulatne badanie historii polskich miast sprzyja zaobserwowaniu zjawiska swoistego recyklingu świątynnego. Skoro już wcześniej przez długi czas wyznawcy rodzimej wiary odprawiali gdzieś swoje modły, to przy okazji chrystianizacji warto wykorzystać magię tego miejsca dla pomnożenia boskiej chwały. Zasada ta była żywo praktykowana przez duchownych na polskich ziemiach, co znacznie utrudniło pracę archeologów, którzy od dawien dawna próbują dowiedzieć się jak najwięcej o przedchrześcijańskich miejscach kultu.

Jan Matejko, Chrystianizacja Litwy.

Jan Matejko, Chrystianizacja Litwy.

Gorliwi wyznawcy rodzimej wiary nie dawali się jednak przekonać groźbom władców i biskupów, przez co w imię chrystianizacji niektórych było trzeba pozbawić majątków bądź w ostateczności głów. Jednym z bardziej wyrachowanych postępów w historii Słowiańszczyzny był podstęp margrabiego Gerona, który w 939 r. zorganizował ucztę, na której zostali przez niego otruci niedający się schrystianizować przywódcy plemion łużyckich i serbskich. Do bezkompromisowego rozprawiania się z rodzimowiercami dochodziło również w polskim narodzie:

Mieszko rozporządził aby zniszczono bożyszcza i podobizny fałszywych bogów, by świątynie oddano płomieniom; ich czciciele skazani byli na utratę majątku i ścięcie głowy. Nie tylko poszczególne obrzędy, uroczystości i święta, w czasie których cześć oddawano bożkom, ale i wszystkich wróżów, zaklinaczy i wieszczów wywołał i wyrugał z kraju, zakazał odprawiania publicznie czy prywatnie wszelkich igrzysk urządzanych na cześć bogów […]. [Jan Długosz, Roczniki]

W ten sposób zwierzchnicy Kościoła pozbywali się rodzimych duchownych. Na drodze kościelnych zakazów próbowano wyplewić z polskiej tradycji pogańskie obyczaje: topienie Marzanny, Śmigus-Dyngus, zielonoświątkowe Stado oraz rzecz jasna Noc Kupały. Kronika Thietmara mówi wprost o bardzo surowych karach za łamanie chrześcijańskich praw. W czasach Bolesława Chrobrego za uwiedzenie cudzej żony lub uprawianie rozpusty było można zostać skazanym na przybicie moszny wraz z jądrami do mostu targowego. Jedynym ratunkiem dla takiego skazańca była samokastracja nożem, który pozostawiany był w pobliżu delikwenta. Surowo karano również nieprzestrzegających postów, którym wybijano zęby. Te mało wysublimowane metody nie pozwoliły na zakorzenienie chrześcijańskiej wiary w Polsce. Wystarczył krótki okres bezkrólewia do tego, by w okolicach 1038 r. doszło do powstania przeciwko chrześcijańskiej wierze, pierwszego w polskiej historii powstania ludowego. Wydarzenie to było poprzedzone paroma pomniejszymi wystąpieniami polskiej ludności przeciwko nowej wierze w czasach panowania Bolesława Chrobrego i Mieszka II, które łącznie składają się na tzw. reakcję pogańską — głośne akty sprzeciwu wobec nowej religii.

Jan Kazimierz Wilczyński, Mieszko kruszący idole.

Jan Kazimierz Wilczyński, Mieszko kruszący idole.

Lata bezkrólewia, które zaczęły się w 1034 r. to czas sprawowania na ziemiach polskich władzy przez możnowładców, którzy objęli rządy nad poszczególnymi dzielnicami kraju. Wincenty Kadłubek śmiałków tych określał mianem „poronionych książąt”, którzy swą polityką zmusili prawowitego władcę Kazimierza Odnowiciela do opuszczenia ojczyzny. Polskie społeczeństwo podzieliło się na dwa fronty: zwolenników Kazimierza I i jego przeciwnika Brzetysława. Powstanie objęło obszar Wielkopolski i częściowo Śląska. Z pomocą władców Niemiec i Rusi Kijowskiej Kazimierz Odnowiciel odzyskał polską koronę, odbierając w ten sposób części społeczeństwa nadzieję na odrzucenie nowej religii. Tak to wydarzenie upamiętniono w średniowiecznych kronikach:

(…) niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa. Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką – czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu – podnieśli bunt przeciwko biskupom i kapłanom Bożym (…)   [Gall Anonim]

W czasie owym nie oszczędzano ani świątyni, ani rzeczy poświęconych Bogu, ani sług Bożych, lecz drapieżnymi i zbrodniczymi rękami łupiono znaczniejsze i bogatsze kościoły i grabiono dobra kościelne. Znęcano się nad księżmi zabijając ich różnymi sposobami. Jednych przebijano nożami lub dzidami, innym podrzynano gardła, jeszcze innych bezbożni ludzie, którzy wyrzekli się nie tylko wiary i religii, lecz także wszelkich ludzkich uczuć, kamieniowali, jakby jakieś ofiary. Ponadto niektórzy postanowili powrócić do pogańskich i bezbożnych obrzędów, wskutek czego niegodziwie i bezprawnie pomieszano wszelkie sprawy boskie z ludzkimi. [Jan Długosz]

Nastawione na propagandę kroniki nie wspominają nic o tym, że zwolennicy rodzimej wiary w zasadzie jedynie odpłacali się chrześcijanom pięknym za nadobne. Słabo zakorzeniona religia w czasie reakcji pogańskiej poczęła być wypierana tymi samymi metodami, jakimi wcześniej ją zaprowadzano.  Był to jednak ostatni taki zryw w historii Polski, gdyż od czasu upadku powstania ludowego opór przeciwko nowej wierze niemalże przestał istnieć. Zwierzchnikom Kościoła pozostało zatem już tylko wyplewić z tradycji ludu resztki pogańskiej wiary.

Wojciech Gerson, Powrót Kazimierza Odnowiciela do Polski.

Wojciech Gerson, Powrót Kazimierza Odnowiciela do Polski.

Zadziwiającym faktem jest to, że mimo powracających w staropolskim piśmiennictwie od wzmianek o kultywowaniu pogańskich obyczajów nie przywołuje się się w zasadzie imion słowiańskich bóstw. Czyżby duchowni wyszli z założenia, że wilka lepiej nie wywoływać z lasu? To całkiem prawdopodobne, zwłaszcza że dzięki tej tabuizacji imiona dawnych bogów zostały niemalże całkiem zapomniane. Imiona te były zresztą Kościołowi całkiem niepotrzebne, gdyż każdego słowiańskiego boga i demona było można określić mianem istoty diabelskiej. Temat walki z pogańskimi obrządkami powraca do Polski w XVI w. Wszystko za sprawą Krzyżaków, którzy na soborze w Konstancji zarzucili Polakom fałszywą pobożność i skryte wspieranie opcji pogańskiej. Zarzut ten mocno poruszył niedawno wówczas ochrzczonego Władysława Jagiełłę, który wydawanymi rozporządzeniami prawnymi starał się sprawiać wrażenie gorliwego chrześcijanina.

W okresie późnego średniowiecza w polskich kazaniach i dokumentach książęcych co jakiś czas ganiono niektóre wciąż praktykowane pogańskie tradycje, tj.: wróżka towarzysząca wojsku (XII-XIII w.), niebezpieczne sytuacje i śpiewanie pogańskich pieśni w czasie Zielonych Świątków (XIII-XVI w.), topienie Marzanny (XV w.), Noc Kupały (XV w.). Imiona dawnych pogańskich bóstw polskich po raz pierwszy są wzmiankowane dopiero w latach 1410-1412 w kazaniach Łukasza z Wielkiego Koźmina. Duchowny nazywany „Koźmińczykiem” złamał w ten sposób niepisaną zmowę milczenia, wprowadzając po raz pierwszy w polskim piśmiennictwa imiona dawnych bóstw, tj.: Łado, Jassa, Quia, Nija. Zbiory mniej lub bardziej podobnych imion przewijają się od tego czasu w jeszcze paru kazaniach. Trudno jednak zawierzać panteonom proponowanym w XV w. przez chrześcijańskich duchownych, którzy raczej nie byli głęboko zaangażowani w rodzimą duchowość. Należy również nadmienić, że pozostałości pogańskiej wiary dawnych Polan były już wówczas dosyć mocno zniekształcone, czego konsekwencją są liczne oboczności w nazewnictwie, które mogą wynikać również z ułomności uszu duchownych błędnie rejestrujących niektóre nazwy. Ówcześni kaznodzieje bardziej skupiali się na mocnym stylistycznie piętnowaniu dawnej wiary niż na głębszym zrozumieniu jej. Wynikiem takiego podejścia było wyniesienie w jednym z XV-wiecznych kazań do rangi bóstw dwóch głównych wad Polaków: pijaństwa i obżarstwa, por. Opiło i Obżarło.

Plaga kultywowania dawnych pogańskich tradycji musiała być w XV w. bardzo silna, gdyż chrześcijańscy duchowni wprost piętnują dziewczęta, które przez cały rok nie idą do Kościoła chwalić Boga, [a] w tym czasie przychodzą, aby czcić bałwany. Każdorazowo kapłani piętnują obce chrześcijaństwo elementy pogańskiego sacrum: radosne tańce i pieśni połączone z klaskaniem, uczty i związaną z Nocą Kupały inicjację seksualną młodzieży. Na początku XVI w. zwierzchnicy Kościoła zdali sobie jednak sprawę, że taką głośną krytyką nie zdołają skłonić ludzi do zaniechania dawnej tradycji. Żeby Polacy definitywnie zapomnieli o pogańskim rodowodzie niektórych tradycji, było trzeba zaproponować mu ich reinterpretację.

Paradoksalnie na dłuższą metę to właśnie reinterpretowanie pogańskiej tradycji okazało się najskuteczniejszą metodą chrystianizacji na polskiej ziemi. Skoro Kościół z ludu nie mógł wyplewić niektórych obyczajów, to pozwolił po prostu na to, by ludzie zapomnieli, dlaczego tak w ogóle je kultywują. Współczesne tradycje wielkanocne i wigilijne w większości wywodzą się w zasadzie od pogańskich świąt: Jarych i Szczodrych Godów. Dawne Dziady zostały zastąpione przez Zaduszki, zaś Noc Kupały przez świętojańskie sobótki. Dawne Święto Plonów przetrwało do dziś pod postacią świętowanych w Kościele uroczystości dożynkowych. Praktyką powszechną w całej Europie stało się tworzenie życiorysów chrześcijańskich świętych w oparciu o kulty pogańskich bóstw. Tak oto celtycka Brygid została zastąpiona przez św. Brygidę, zaś słowiańscy Perun i Weles przez św. Eliasza i św. Mikołaja. Stworzenie świąt i postaci analogicznych do pogańskich wierzeń sprawiło, że ludzie całkowicie zapomnieli o dawnym nazewnictwie.

Alfons Mucha, Apoteoza historii Słowian.

Alfons Mucha, Apoteoza historii Słowian.

Mimo szerokiego wachlarza metod chrystianizacyjnych Kościół nie zdołał całkiem wyeliminować pierwiastków pogańskich z polskiej kultury. Pogańska Polska na stałe zadomowiła się w polskim katolicyzmie ludowym, który stanowi swoisty chrześcijańsko-pogański miszmasz przypominający coś na wzór dwureligijności lub henoteizmu (uznanie najwyższego Boga przy równoczesnej pamięci o pomniejszych bóstwach). Dobrze to widać w polskich przysłowiach:

Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek.
Panu Bogu lichtarz, a diabłu świeczkę.
Do Pana Boga się módl, a diabła nie obrażaj.
Bogu służ, a diabła nie gniewaj.

Choć w polskim folklorze dobrze przyjęło się nazywanie pogańskich bóstw i demonów mianem diabłów, wiejski lud nie nauczył się potępiać tego, co diabelskie i pogańskie. Podchodzący do życia w sposób praktyczny człowiek wsi świetnie zdawał sobie sprawę, że z każdym przejawem sił wyższych warto się dobrze dogadywać. Na słowiańskiej wsi dawne pogańskie kulty nie były kontynuowane wyłącznie pod postaciami diabłów. Kobiece bóstwa chtoniczne (Mokosz, Marzanna-Dziewanna) przetrwały zakamuflowane pod postacią kultu Matki Ziemi i Matki Boskiej Zielnej.

Jak zatem wyraźnie widać, trudno jest przypisać konkretną datę do takiego wydarzenia jak chrzest Polski. Trudno jest nawet wyznaczyć przybliżoną datę końca tego złożonego procesu, gdyż pewne pierwiastki pogańskiej wiary w słowiańskiej kulturze zadomowiły się na stałe. Hucznie świętowaną w tym roku rocznicę warto jest wykorzystać jako okazję do zadumy nad stanem polskiej duchowości, która (bez względu na wyznanie) często jest niepogłębiona. Mieszko nie był ani zdrajcą, ani zbawcą Polski. Patrząc na historię średniowiecznej Europy, trudno nie odnieść wrażenia, że jej schrystianizowanie było nieuniknione. Kwestią do rozważenia przez polskiego władcę były wyłącznie jej okoliczności i warunki. Opór chrześcijaństwu stawiać próbowali Słowianie połabscy, którzy w spektakularny sposób doprowadzili do wyginięcia swego ludu. Środkowa Europa prędzej lub później musiała stać się chrześcijańska. Decyzja o przyjęciu chrztu była dla Mieszka z pewnością bardzo trudna i sądzę, że zbyt mało wiemy o tych czasach, by móc oceniać rozsądność tej decyzji. Cieszmy się jednak z tego, że mimo chrystianizacji Polska na zawsze pozostała w niewielkiej części pogańska. Może i nasz stan wiedzy o wierze praojców pełny jest luk i niedopowiedzeń, jednak wbrew temu wciąż co jakiś czas Polacy powracają do zainteresowania korzeniami. Oby to pragnienie poszukiwania własnej tożsamości nigdy w naszym narodzie nie ustało!

Laurits Tuxen, Biskup Absalon obala posąg Świętowita w Arkonie.

Laurits Tuxen, Biskup Absalon obala posąg Świętowita w Arkonie.


Na podstawie:
PAP (Szukała M.), Ochrzczony został Mieszko, określenie „chrzest Polski” jest błędne [WYWIAD Z PROF. PRZEMYSŁAWEM URBAŃCZYKIEM].
Dziennik Łódzki (Witkowska M.), „W kwestii chrztu Polski ani Kościół ani miłośnicy Słowian nie mają racji” [WYWIAD Z DR. JERZYM SIKORĄ]
Mączka R., Tajemnice panteonu Jana Długosza.
Średniowieczne kroniki: Thietmar, Gall Anonim, Wincenty Kadłubek, Jan Długosz.

Udostępnij na:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia, Kroniki i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
  • ,,Mieszko nie był ani zdrajcą, ani zbawcą Polski. Patrząc na historię średniowiecznej Europy, trudno nie odnieść wrażenia, że jej schrystianizowanie było nieuniknione. Kwestią do rozważenia przez polskiego władcę były wyłącznie jej okoliczności i warunki.”
    Cieszę się, że czytam wreszcie tekst o chrzcie w którym nie ma ani obrażania Mieszka, ani wychwalania pod niebiosa decyzji o chrzcie.

  • j

    Takie zjawisko „podpinania się pod ” stare wierzenia było już aprobowane i podawane jako wzór do zastosowania przy szerzeniu przez władze kościoła już w czwartym wieku. Nosi ono nazwę inkulturacji. Dziw bierze, że ta sprytna technika, która według autora tekstu nie została tak nazwana, została zastosowana na nas dopiero po kilkuset latach od wkroczenia. Ale trzeba przyznać kościołowi, że po tysiącu lat działań nareszcie udało mu się skutecznie wyplenić nasze korzenie i poczucie odrębności. Nasza słowiańska historia obejmuje obecnie jedną lub dwie godziny lekcyjne w szkole podstawowej, a uczniowie klasy piątej nie wiedzą kiedy był tzw. chrzest Polski, za to historia starożytna to cały rok nauczania, jak nie dłużej. A trzy osoby boskie to Bóg, Maria i Jan Paweł II. Na własne uszy to od uczniów w tym roku pańskim usłyszałam. W zamian więc za pomrokę dziejów mamy to, co mamy, czyli moralność Kalego albo pani Dulskiej. A wiadomości z Watykanu zajmują codziennie poczesne miejsce w każdych informacjach bieżących na dowolnym kanale.

  • sceptykodkrywca