Demony

Znacznie więcej niż o słowiańskim panteonie można powiedzieć o niższej warstwie pogańskich wierzeń, tzw. demonologii. Obok bóstw głównych i pomocniczych istniały istoty nadprzyrodzone niższego rzędu. Był to rój pomniejszych stworzeń, o których powszechnie opowiadało się w ramach kultywowania tradycji oralnej. Nie wznoszono im posągów i świątyń, przez co nie stanowiły one tak istotnego zagrożenia dla Kościoła Katolickiego jak utrzymujący się kult pogańskich bogów. Z tego też powodu pamięć o nich okazała się znacznie trwalsza, czego najlepszym dowodem jest to, że większość słowiańskich demonów zdołało przetrwać do dziś w baśniach, podaniach ludowych i innych gatunkach retorycznych bądź literackich.

Słowiańską demonologią mocno inspirował się Andrzej Sapkowski podczas tworzenia słynnej Sagi o wiedźminie. Z wierzeń tych żywo korzystał również CD Projekt Red podczas tworzenia późniejszej trylogii gier komputerowych Wiedźmin. Na grafice bard Jaskier w towarzystwie Południcy i Północnicy.

Słowiańską demonologią mocno inspirował się Andrzej Sapkowski podczas tworzenia słynnej Sagi o wiedźminie. Z wierzeń tych żywo korzystał również CD Projekt Red podczas tworzenia późniejszej trylogii gier komputerowych Wiedźmin. Na grafice bard Jaskier w towarzystwie Południcy i Północnicy.

Proste zjawiska życia codziennego w wierzeniach dawnych ludów powszechnie były interpretowane w oparciu o odniesienia do świata nadprzyrodzonego. W wypadku słowiańskiego ludu interpretacje te miały często związek z wiarą w wędrowanie niespokojnych i potępionych dusz, które po śmierci (zazwyczaj tragicznej) powracały na ten świat, szkodząc przy tej okazji zwykłym śmiertelnikom. Nie wszystkie demony reprezentowały jednak siły zła – część z nich pełniła funkcję opiekuńczą, która objawiała się w różnego typu pomocy żyjącym. Przyjmowało się sądzić, że funkcje takich dobrych duchów mogły przyjmować dusze zmarłych śmiercią naturalną. Z powodu tych różnic podejście ludu do demonów było dwojakie – część z nich przeganiano, część zaś próbowano ugłaskać symbolicznymi ofiarami, chcąc w ten sposób podziękować im bądź też przeciągnąć je na swoją stronę.

Pomimo różnorodnego nazewnictwa demonologia słowiańska ma postać dość jednolitą, co pozwala sądzić, że na obszarze Słowiańszczyzny istniał jednolity system wierzeń związany z tą niższą sferą religijności. Duchy w słowiańskich wierzeniach otaczały człowieka dookoła. Ich obecność odczuwano w pobliżu wody, w lesie, górach, na polu, pod ziemią, a nawet w domach i przyległych im gospodarstwach. Wiara w te istoty przetrwała w kulturze ludowej, choć za sprawą chrystianizacji i innych wpływów obcych została mocno zdeformowana. Wiele słowiańskich demonów zostało z czasem utożsamionych z diabelskimi wcieleniami. W efekcie doprowadziło to do zjawiska, które byłoby można nazwać demonizacją słowiańskiej demonologii. Pomimo tych procesów, ta warstwa wierzeń jest dziś zrekonstruowana w formie zadowalającej dla osoby zainteresowanej tą tematyką.

Atrakcyjną dla oka próbą wprowadzenia w świat słowiańskiej demonologii jest Bestiariusz Słowiański autorstwa P. Zycha i W. Vargasa, choć dla nieprawionego czytelnika jego lektura może być myląca, głównie za sprawą przemieszania istot nadprzyrodzonych rodem z pogańskich wierzeń z tymi chrześcijańskimi, typowo ludowymi i zapożyczonymi z innych mitologii. Autorzy wydali zresztą również serie ilustrowanych albumów o smokach i duchach. gdzie również przeplatają się opowieści różnego typu.

Atrakcyjną dla oka próbą wprowadzenia w świat słowiańskiej demonologii jest Bestiariusz Słowiański autorstwa P. Zycha i W. Vargasa, choć dla nieprawionego czytelnika jego lektura może być myląca, głównie za sprawą przemieszania istot nadprzyrodzonych rodem z pogańskich wierzeń z tymi chrześcijańskimi, typowo ludowymi i zapożyczonymi z innych mitologii. Autorzy wydali zresztą również serie ilustrowanych albumów o smokach i duchach. gdzie również przeplatają się opowieści różnego typu.

Powszechny wśród Słowian zwyczaj ciałopalenia miał związek z wiarą w oczyszczającą moc ognia, który definitywnie chronił zmarłego przed powrotem na ten świat pod postacią upiora. Taka dusza mogła jednak wrócić na świat pod postacią ducha opiekuńczego, prosto do swej rodziny. Gorszy los spotykał tych zmarłych tragicznie i przedwcześnie: samobójców, topielców, wisielców, gwałtownie zabitych, zmarłych w dniu ślubu lub w czasie połogu, narzeczonych przed zawarciem małżeństwa, a także poronione dzieci. Wymieszanie wierzeń pogańskich z chrześcijańskimi doprowadziło w kulturze ludowej do kojarzenia upiorów z duszami osób nieochrzczonych.

Szkodliwość demonów na ludzkie życie przybrać może rozmaite formy. Złe duchy mogą wywołać choroby bądź wyprowadzić człowieka na złą drogę, mogą też dusić, gnieść, wysysać krew, wyżerać wnętrzności, porywać, ujeżdżać ludzi, odbywać z nimi stosunki płciowe, odmieniać ich charakter bądź nawet załaskotać na śmierć. Często jęczą, krzyczą i szlochają, choć czasem potrafią też zwieść człowieka pięknym śpiewem lub uwodzicielskim tańcem. Słowiańska demonologia jest na tyle różnorodna, że nie sposób omówić dokładnie wszystkich jej wątków w obrębie jednego artykułu. Analiza poszczególnych istot jest tematem na odrębne wpisy, jednak dla całościowego oglądu warto jest spojrzeć na te duchy w ujęciu typologicznym. Przedstawiona poniżej klasyfikacja została stworzona w oparciu o rozważania Aleksandra Gieysztora i Leonarda Pełki.

Ludowe wyobrażenie diabła w znacznej części wzoruje się na myśleniu zaczerpniętym jeszcze z tradycji pogańskiej. Słowiańskie demony często cechowały się niskim wzrostem, nieproporcjonalną głową, szponami, rogami, ogonem itd. Istoty te miały też problem z chodzeniem z powodu różnej długości nóg. Z tego też powodu diabeł bywa nazywany kusym. Ludowe diabły nie bez powodu wyglądem zbliżone są do rzymskiego Fauna.

Demony wodne, przybrzeżne i bagienne

Pobrzeża rzek, stawów i innych wód w słowiańskich wierzeniach często roiły się od niebezpiecznych istot. Woda ma moc oczyszczania i uzdrawiania, lecz jest też ona śmiertelnie niebezpiecznym żywiołem, stąd też nic dziwnego w tym, że siły tego żywiołu przybierały często demoniczną postać. Demony tego typu były najliczniej reprezentowane przez topielce i utopce, którymi stawały się dusze zmarłych tragicznie w wodzie. Wyobrażano je sobie najczęściej jako zdeformowanych ludzi z łuskami i palcami porośniętymi błoną. Stwory te bywały też nazywane wodnikami (ros. vodjanoj) bądź łobastą. Wiara w nie była powszechna na całym obszarze Słowiańszczyzny.

Topielce wygrzewały się przy brzegach nieopodal mostów i kładek, dając się w ten sposób we znaki ludziom, którzy byli wciągani do wody. Przeważnie jednak skrywały się w głębokich zbiornikach wodnych, na których dnie więziły dusze utopionych. Ludzie, chcąc uchronić się od wpływu tych istot, wrzucali do wody ofiary, które zapewnić miały przychylność tych stworzeń. Z wiarą w utopce łączył się powszechny zakaz kąpieli w rzekach i stawach przed obchodami Nocy Kupały.

Autor grafiki: ortheza

Utopiec / Topielec. Autor grafiki: ortheza ©

Zgubny wpływ na człowieka, przede wszystkim na mężczyzn, wywierały też demony żeńskie, które w zależności od regionu i nazywane mogły być rusałkami wodnymi, boginkami, brzeginkami, mamunami, dziwożonami, wiłami, brodawicami i jeszcze wieloma innymi przydomkami. Istoty te zamieszkiwały zresztą nie tylko pobrzeża, ale też lasy i obszary górskie. Wyobrażenia tych istot bywały często skrajnie różne – raz były opisywane jako skrajnie odrażające, innym razem jako uwodzicielsko piękne. Miało to zapewne związek z czarami i rzucaniem uroków. Mężczyzna spotykający na swej drodze takową istotę często tracił głowę, pozwalając wciągnąć się w wodne odmęty w zamian za chwilę przyjemności.

W podaniach kultury ludowej zachowało się wiele świadectw wiary w wodne rusałki, choć dziwić może aż tak duża różnorodność nazewnictwa tego typu istot. Historie opowiadające o tych demonach często kojarzą je z zażywaniem kąpieli i tańczeniem nago przy świetle księżyca. Nic zatem dziwnego, że wiedzeni popędem seksualnym mężczyźni byli przez te duchy szczególnie często wyprowadzani na manowce. Przekazom tym nieobce były jednak też bardziej prozaiczne skojarzenia, w których to istoty te prały w rzece bieliznę, czasem nawet przy użyciu swych obwisłych piersi, które bywały zarzucane na plecy. Czasem istoty te porywały również dzieci, podrzucając na ich miejsce swych własnych szkaradnych potomków, tzw. odmieńców bądź podrzutków.

Rusałka

Pomimo często atrakcyjnego wyglądu, kontakt z rusałkami dla człowieka często okazywał się równie zgubny co z pokracznymi topielcami. Autor: daekazu ©

Z żywiołem wody łączą się również mniej znane demony bagienny, tzw. bagienniki, o których pamięć nie jest już dziś tak dobrze zachowana. Wbrew temu czego byłoby można się spodziewać, wpływ bagienników na człowieka był przeważnie pozytywny. Przeważnie przebywały one na dnach płytkich bagien i stawów i jedynie od czasu do czasu wynurzały się spod powierzchni bagiennej brei, po to by zaczerpnąć tchu. Wierzono w to, że maź z nozdrzy bagienników ma leczniczą moc, zaś same te stworzenia raczej nie atakowały ludzi.

Z obszarami podmokłymi wiązała się też wiara w błędne ogniki bądź świetliki bagienne, które pojawiały się pod postacią niewielkich światełek unoszących się nad powierzchnią. Wierzono w to, że stawać nimi mogły się dusze ludzi niegodziwych, zazwyczaj nieuczciwych geodetów i niesprawiedliwych właścicieli ziemskich. Ich wpływ na człowieka był zgubny, gdyż często miały one w zwyczaju wyprowadzać człowieka na manowce, przyczyniając się czasem przez to do jego rychłego utonięcia w bagnie. Dziś przyjmuje się, że wiara w te stworzenia miała związek z samozapłonem gazów wydobywających się z gnijących szczątek fauny i flory oraz z niezwykłością owadów z rodziny świetlikowatych.

Bagienniki, pomimo dość sporych rozmiarów, nie stanowiły dla człowieka zagrożenia w przeciwieństwie do niepozornych błędnych ogników.

Demony polne, leśne i przydrożne

Równie niebezpieczne istoty czyhały na człowieka na terenach związanych z żywiołem ziemi. Wiele wierzeń demonologicznych odnosiło się do obszarów typowo roślinnych, takich jak kontrolowane przez człowieka pola oraz dziko rosnące lasy. Część tych wyobrażeń łączyła się również ze światem zwierzęcym, zwłaszcza tym nieokiełznanym przez człowieka. Badania antropologiczne poświadczyły szczególny stosunek Słowian do niedźwiedzi, wilków i dzików. Zorganizowany zespół wierzeń związany z mrocznym i tajemniczym dla dawnych ludów lasem nie jest niczym zaskakującym, przez co bardziej intrygujące z dzisiejszej perspektywy jest to demonizowanie terenów polnych.

Najpowszechniejszym wyobrażeniem demonicznym związanym z polami była słynna południca, zwana również przypołudnicą, żytnią lub rżaną babą. Bali się jej mężczyźni i kobiety pracujący w polu podczas lipcowych i sierpniowych upałów. Jak sama jej nazwa wskazuje, pojawiała się w okolicach godzin południowych, kiedy to słońce najmocniej dawało o sobie znać. Z wiarą w te istoty wiązał się powszechny strach przed wychodzeniem w pola w środek dnia. Południce zadawały zagadki, po czym okaleczały bądź zabijały swoje ofiary, najczęściej poprzez uduszenie w czasie snu lub utraty przytomności. Wyobrażano je sobie jako młode lub stare kobiety owinięte w białe płótno. Stawały się nimi najczęściej kobiety zmarłe tragicznie w okolicach ślubu. Zapewne wiara w nie miała związek z udarami słonecznymi i wirami powietrznymi powstającymi w upalne dni przed nadejściem burzy.

Autorka: EvelineaErato ©

Południca. Autorka: EvelineaErato ©

Z południcami za sprawą Wiedźmina kojarzą się też tzw. północnice, które były demonami żeńskimi atakującymi ludzi w okolicach północy. Dostępne materiały źródłowe nie pozwalają jednak na to, by o tych stworzeniach móc powiedzieć coś więcej. Być może północnica była inną nazwą nocnicy – złośliwego demona żeńskiego ubranego w białe płachty lub czarną suknię, który nocą czyhał na wędrowca nieopodal bezdroży. Dostępne źródła ludowe udokumentowały wiarę w to, że nocnicą stać mogła się dusza kobiety tragicznie zmarłej przed ślubem. Istoty te mogły zamieszkiwać lasy, przez co inne źródła kojarzą je z wściekłymi tańcami pośród leśnej gęstwiny, a także – z czesaniem się szyszkami.

Męskim odpowiednikiem południcy był tzw. polewik, którego wyobrażano sobie jako wyjątkowo pokraczne stworzenie. Polewiki były bardzo niskiego wzrostu, miały ziemistą cerę, zaś w miejscu zarostu wyrastały im kłosy zboża. Demony te żyły pośród zboża i opiekowały się nim. W południe i o zachodzie polewiki wychodziły z polnej gęstwiny, po to by dać się we znaki niektórym ludziom. Istoty te miały w zwyczaju wyprowadzać na manowce wędrownych i podduszać śpiących w czasie rzekomej pracy. Szczególną agresywność stworzenia te wykazywały wobec osób pijanych. Podczas żniw polewik uciekał przed sierpami, po czym ukrywał się w ostatnim snopie zżętego zboża. Taki snopek z honorami zabierano do stodoły, gdzie stworzenie mogło przetrwać do następnego roku.

Polewik szukający schronienia podczas żniw. Autor grafiki: Ivan Bilibin.

Polewik szukający schronienia podczas żniw.
Autor: Ivan Bilibin

Na czele demonicznych sił lasu stał leśny duch nazywany Leszym, Borowym lub Borutą. Demon ten był panem lasu i wszystkich żyjących w nim zwierząt. Ukazywał się pod postacią mężczyzny o bardzo białej twarzy, którego wzrost zależny był od wysokości drzewostanu. Borowy przyjmował również postacie zoomorficzne, takie jak wilk, niedźwiedź bądź sowa. Czasem jego obecność przejawiała się wyłącznie w podmuchu wiatru. Na terenie południowej Słowiańszczyzny poświadczona została również wiara w leśną panią, zapewne małżonkę Boruty.

Stosunek Leszego do ludzi byłoby można uznać za neutralny, uzależniony od jego chwilowego kaprysu bądź zachowania konkretnych osób przebywających w lesie. Borowy potrafił zagubić człowieka pośród leśnej gęstwiny, jednak czasem pomagał on człowiekowi w dotarciu do celu. Mógł też wydać człowieka na żer dzikich zwierząt, że zdarzało mu się również bezpośrednio chronić przed nimi. Z wiarą w Borutę wiązał się powszechny wśród Słowian szacunek do przyrody, który przejawiał się odpowiednim zachowywaniem się w lesie. Wierzono w to, że pan lasu może szkodzić tym, którzy niszczą przyrodę i zakłócają spokój leśnych stworzeń.

Leszy. Autorka: Ink-Yami ©

Innym duchem lasu był Dobrochoczy, który jak jak sama nazwa wskazuje, był raczej istotą życzliwą wobec ludzi. Przyjęło się sądzić, że był on dobrym duchem, podczas gdy zachowanie Leszego bywało bardziej kapryśne. Dobrochoczy pomagał wędrowcom w docieraniu do celu oraz opiekował się pokrzywdzonymi. Dotkliwie karał jednak nieuczciwych niegodziwców, którzy swą obecnością plugawili leśną gęstwinę. Rozgniewany duch mógł zesłać na człowieka choroby i inne przykre dolegliwości. Przychylność tego demona było można uzyskać poprzez ofiarę z chleba i soli.

Swym wyglądem Dobrochoczy przypominał drzewo, tak by móc zakamuflować swą obecność przed obcymi wkraczającymi do lasu. Warto pamiętać o tych istotach, gdyż są one rodzimym odpowiednikiem słynnych tolkienowskich entów. Jest to też zresztą kolejny dowód na to, jak demonologia pogańska wpływała na wyobraźnie największych twórców fantastyki.

Autor: Yuki6 ©

Dobrochoczy. Autor: Yuki6 ©

W wierzeniach słowiańskich pojawiała się również Baba Jaga, nazywana często po prostu Babą. Jej nazwę należy wyprowadzać od prasłowiańskiego rdzenia *(j)ęga, który należy kojarzyć z grozą, męką, niebezpieczeństwem, a także z polskim wyrazem jędza, którym zwykło nazywać się stare nieuprzejme kobiety. Baba Jaga zamieszkiwała zazwyczaj środek lasu, w którym to znajdował się słynny domek na kurzych stopach. Zazwyczaj jej towarzyszem był czarny kot, choć w niektórych wersjach podań towarzyszył jej kruk, wąż lub sowa.

Wyobrażano ją sobie jako niską, ohydną staruchę z obwisłymi piersiami i słabym wzrokiem. Wpływ Baby na żywot ludzki był zazwyczaj bardzo szkodliwy. Szczególnie zgubny wpływ miała na dzieci, które porywała, a następnie zjadała. Badacze dawnych mitologii przyjmowali, że wiara w tę postać mogła mieć związek z pogańskimi kapłankami odpowiedzialnymi za inicjację młodzieży. Niektórzy z nich przypuszczali nawet, że Baba Jaga może być zohydzoną postacią dawnej bogini.

baba jaga

Baba Jaga, mimo że jest dziś kojarzona przede wszystkim z baśniami dla dzieci, ma bardzo odległy rodowód, czego najlepszym dowodem jest to, że podobna postać występuje również w innych mitologiach indoeuropejskich.

Z lasem wiązała się też wiara w wilkołaki (zwane również wilkodłakami), która była powszechna nie tylko na obszarze Słowiańszczyzny. Wilkołak to człowiek potrafiący przemieniać się w dzikie zwierzęta, najczęściej w wilka. Etymologicznie wilkodłak oznacza człowieka w wilczej skórze (dlaka – czub kłaków). Czasami jednak osoba potrafiąca przemieniać się również w inne zwierzęta bywała nazywana oborotem (od psł. *oboroti ‚przemieniać’). W tradycji słowiańskiej takiej przemianie towarzyszyły zawsze aspekty demoniczne. Istoty te były śmiertelnie niebezpiecznie – w amoku potrafiły brutalnie mordować ludzi i zwierzęta, nie potrafiąc zapanować nad rosnącą w sobie agresją. Skłonność do przemieniania się w dzikie zwierzęta jest nazywana lykantropią. Nazwa ta jest też przy okazji nazwą choroby.

Nie jest do końca wiadomo, co było przyczyną uzyskiwania przez niektórych tego niebezpiecznego daru. Przyjmowano, że choroba ta mogła być skutkiem ugryzienia wilkołaka bądź uroku, który ktoś rzucił na nieświadomą osobę. Czasem też jednak można było usłyszeć, że wilkołakiem zostawały osoby, które smarowały się specjalną maścią. Z całą pewnością choroba ta była skutkiem magii, przez co czasem dało się odczarować taką osobę. Dlaczego ktoś miałby chcieć zyskać taką moc? Cóż, wilkołaki posiadały nadnaturalne zdolności, siłę i zwinność, a także widziały w kompletnych ciemnościach. Co więcej, za sprawą zwierzęcego magnetyzmu były niesłychanie atrakcyjne. Często na przyjęcie takiej klątwy godzili się ludzie słabi, którzy z poczucia obowiązku planowali zemstę bądź wymierzanie sprawiedliwości.

Osoby przemieniające się w zwierzęta łączono z tzw. okrutnikami – osobami przebranymi za różne zwierzęta, które brały udział w dawnych zabawach i obrzędach słowiańskich o charakterze religijnym. Dzisiejszą kontynuacją takich zwyczajów są różne ludowe obrządki, w których ludzie wędrują przez wioskę przebrani m.in. za zwierzęta. Dawne znaczenie tego typu zachowań zatarło się wraz z upływem czasu, zaś badacze do dziś nie ustalili, kim tak naprawdę były dawne wilkołaki, w które wiara była tak powszechna.

Autorka grafiki: Vasylina

Wilkołak. Autorka: Vasylina ©

Demony górskie i podziemne

Tereny górskie od dawien dawna budziły zarówno zachwyt, jak i lęk wśród ludzi, którym dane było się przez nie zamieszczać. Nie ma też się zatem, co dziwić temu, że również i na tych obszarach wykształciły się wierzenia o podłożu demonologicznym. Warto jednak zaznaczyć, że większość górskich demonów nie różniła się jakoś znacząco od tych występujących na terenach nizinnych. Warto jednak o nich pamiętać, gdyż folklor góralski do dziś obfituje w opowieści o stworach z pogańskiej wiary rodem.

Przykładem takiego zaadaptowanego przez Górali demona jest bies bądź czart, który za sprawą chrześcijaństwa został utożsamiony z diabłem. Biesy były złymi, dokuczliwymi duchami, które często były przedstawiane jako utykające na jedną nogę. Zazwyczaj zamieszkiwały lasy i obszary bagienne, jednak z czasem kultura ludowa związała je wtórnie z Bieszczadami. Badania językoznawców zaprzeczają temu, jakoby nazwa Bieszczady wywodziła się od biesów, jednak nie przeszkadza to miejscowym w rozpowszechnianiu legendy o Biesach i Czadach – dwóch typach diabłów, które za sprawą swego konfliktu przyczyniły się do uformowania gór.

Bies. Źródlo: P. Zych, V. Vargas, Bestiariusz słowiański, czyli rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach, wydawnictwo BOSZ.

Postacią demoniczną o wiele bardziej związaną z górami jest Liczyrzepa, nazywany też Rzepoliczem, Karkonoszem bądź Duchem Gór. Postać ta jest do dziś nierozerwalnie złączona z karkonoskim folklorem, zaś jej korzenie sięgają czasów kultu Świętowita. Liczyrzepa bywał przedstawiany jako demon przypominający jelenia stojącego na tylnych nogach. Posiadał on też diabli ogon i koźle kopyta, zaś w łapach trzymał długi, stojący pionowo kij.

Znacznie częściej Karkonosz jest jednak przedstawiany jako starzec podpierający się na kosturze, czym nieprzypadkowo przywołuje skojarzenie z tolkienowskim Gandalfem. Do dziś wiele problemów przynosi ludziom etymologia nazwy Liczyrzepa, która jest wyprowadzana od niemieckiego Rübezahl. Mieszkańcy gór rozpowszechnili nawet historię o uprowadzeniu księżniczki, która odwróciła uwagę porywającego, prosząc go o to, by przeliczył rzepy w polu. Legenda ta jest jednak względnie młoda, zaś sama nazwa Liczyrzepa jest zapewne niepoprawnym tłumaczeniem nazwy niemieckiej. Stąd też bardziej adekwatną nazwą tego ducha jest forma Karkonosz (por. czes. Krakonoš).

Wykonanie: EwaLabak (publikacja za zgodą autorki)

Karkonosz zwany też Liczyrzepą. Autorka: EwaLabak ©

Lęk wzbudzały również tereny podziemne, do których człowiek zapuszczał się po to, by wydobywać naturalne zasoby ziemne. Wiara w istoty demoniczne zamieszkujące podziemne krainy wśród dawnych ludów była dość powszechna. Badania folkloru polskiego pokazują, że wierzenia te utrzymały się szczególnie dobrze na tzw. terenach górniczych. Dziś małe i sympatyczne skrzaty pomagające człowiekowi zwykło nazywać się krasnoludkami, które przywędrowały do nas za sprawą kontaktów z ludnością niemiecką. Warto jednak pamiętać o tym, że podobną rolę do krasnoludków pełniły u nas ubożęta, których szczególną odmianę stanowiły ubożęta kuźnicze – pomagające człowiekowi podczas kopalnianych prac, a także ostrzegające go przed niebezpieczeństwami.

Szczególnego typu demonem był Skarbnik – duch zamieszkujący podziemia kopalni, strzegący zakopanych w nich skarbów. Sprawował on również władzę nad podziemną krainą, do której zabierał dusze zmarłych tragicznie górników. Demon ten był przychylny wobec osób pracowitych, jednak karał tych, którzy byli leniwi i niesolidni w swej pracy. Najczęściej wyobrażano go sobie pod postacią starego brodatego mężczyzny z kagankiem w ręku, jednak wierzono również w to, że może przyjmować postacie zoomorficzne, a także – stawać się niewidzialnym. W takiej sytuacji dawał o sobie znać poprzez złowieszcze stukanie.

Skarbnik w skansenie Guido w Zabrzu. Autor zdjęcia: Krystian Hasterok

Skarbnik w skansenie Guido w Zabrzu.
Autor zdjęcia: Krystian Hasterok (CC)

Demony powietrzne

Część słowiańskich wyobrażeń demonologicznych miało związek ze zjawiskami atmosferycznymi – opadami, wichrami i ruchami chmur. Dawni Słowianie obserwowali niebo z podziwem i niepokojem. Zmieniający się nieboskłon był powodem zarówno do obaw o przetrwanie własnego domostwa, jak i do poetyckich uniesień. Nic zatem dziwnego w tym, że w słowiańskim świecie pośród chmur i wysokich drzew skrywały się licznie rozmaite nadprzyrodzone stworzenia.

Jednymi z takich stworzeń były majestatyczne żmije, gadzie istoty darzone przez słowiański lud szczególnym szacunkiem. Wierzono, że stworzenie to było jednym z zoomorficznych wcieleń boga Welesa. Co więcej, żmije sprawowały opiekę nad zbiornikami wodnymi i zasiewami, zaś ich ujrzenie mogło zwiastować bogactwo. Osoba mająca po swojej stronie żmija mogła spodziewać się, że ten będzie dla niego okradać innych gospodarzy z mleka, pieniędzy bądź żyta. Dziś przyjmuje się sądzić, że wiara w żmije miała związek z obserwowaniem wędrówki komet i meteorów na niebie, które naszym praojcom przypominały właśnie te ogromne, nadprzyrodzone stworzenia.

żmij gorynycz

Żmij. Autorka: Vasylina ©

Konkretne wyobrażenia wiązały się również z chmurami, które w wierzeniach często przybierały antropomorficznego kształtu. Płanetnik, chmurnik, obłocznik – tak na terenie Słowiańszczyzny nazywało się podstępnego demona, który kamuflował swą obecność poprzez ukrywanie się w chmurach. Wierzono, że istoty te odpowiadają za ruch chmur, a także sprowadzanie gradu bądź burzy. Bardzo często obłoczników wyobrażano sobie jako wysokich starców w szerokich kapeluszach.

Ludzie mieli różne poglądy na temat pochodzenia chmurników. Część widziała w nich szkodliwe demony, które powstawały z dusz samobójców (zazwyczaj wisielców). Sądzono jednak również, że płanetnikiem stać mogła się wybrana osoba, która przed burzą została wciągnięta do nieba, po to by tam kontrolować pogodę. Wpływ płanetników na życie człowieka był dwojaki. Istoty te mogły sprowadzić na ludzkie domostwa niszczycielski żywioł w postaci gradu bądź nawałnic, jednak bardzo często sprowadzały one również deszcz, którego z niecierpliwością wyglądało się podczas suszy. Z tego też powodu demonom tym składano ofiarę, najczęściej w postaci rzucanej na wiatr mąki.

Autorka: EvelineaErato ©

Płanetnik kierujący ruchem chmur. Autorka: EvelineaErato ©

Słowiańskie demony powietrzne często wyobrażano sobie również jako ogromne ptaki z ludzkimi częściami ciała. Na polskim gruncie takimi ptakopodobnymi duchami były latawce i latawice. Stawały się nimi dusze samobójców i skazanych na powieszenie złoczyńców. Podania ludowe pełne są opowieści o ludziach uwiedzionych przez te istoty, które potrafiły przybrać postać atrakcyjnego młodzieńca bądź nadobnej niewiasty. Wpływ latawca na człowieka był zazwyczaj zgubny, choć znajdowali się śmiałkowie zdobywający przychylność tej istoty. Byli nimi zazwyczaj młynarze, którzy w ten sposób zyskiwali korzystne warunki atmosferyczne do prowadzenia swej działalności.

Zbliżonymi w wyglądzie do latawców demonami były tzw. porońce, które od latawców odróżniało to, że stawały się nimi wyłącznie dusze poronionych dzieci. Innego typu ptakopodobnymi istotami nadprzyrodzonymi były alkanosty – stworzenia o ciele ptaka z głową pięknej kobiety, które zdołały przetrwać w rosyjskim folklorze. Demony te wyróżniał przepiękny śpiew, który był w stanie zwodzić mężczyzn, doprowadzając ich do późniejszego obłędu. Alkanosty składały jaja na plaży, po czym turlały je w kierunku morza. Wierzono, że pękniecie tych jaj wiąże się z początkiem ogromnej, nieposkromionej burzy.

Autorka: Ink-Yami

Alkanost. Autorka: Ink-Yami ©

Duchy domu, zagrody i najbliższego otoczenia

Człowiek w wierzeniach dawnych Słowian nie mógł w żaden sposób uciec przed istotami demonicznymi, zwłaszcza że czyhały one na niego nawet w jego domu i najbliższym otoczeniu. Na szczęście jednak większość duchów okołodomowych miała pozytywne intencje, przez co literatura naukowa ten rodzaj istot nadprzyrodzonych zwykła nazywać duchami opiekuńczymi. Ich przyjazne nastawienie wynikało stąd, że stawały się nimi dusze zmarłych śmiercią naturalną przodków rodowych. Czasem wierzono też, że demony opiekuńcze są darami od bogów.

Reprezentację opiekuńczych duchów domowych w głównej mierze stanowiły wschodniosłowiańskie domowiki (zwane też domowymi) oraz polskie ubożęta. Powszechnie wierzono, że obecność któregoś z tych duchów w domu zapewnia człowiekowi dostatek, z tego też powodu dbano o to, by w żaden sposób ich nie urazić. Podawano im resztki z obiadów, a także proszono o to, by przeprowadzały się razem z rodziną. Domowik, któremu nie poświęcano należytej uwagi mógł się mścić poprzez tłuczenie talerzy bądź bicie dzieci (np. meblami). Z wyglądu duch ten przypominał małego dziadka z siwymi włosami i bujną brodą. Zazwyczaj ukrywał się za piecem, pod progiem bądź na strychu. Pomocnikami domowych były przypominające koty korgorusze. Ubożęta (nazywane również skrzatami) pomagały nie tylko w domu, przez co wyróżniało się różne podtypy tych stworzeń, w zależności od miejsca występowania.

Domowik i jego kotopodobny towarzysz. Autorka: Vasylina ©

Duchy opiekuńcze towarzyszyły człowiekowi nie tylko w domu, ale też na przyległym mu gospodarstwie. Powszechna wiara w to, że w dniu Wigilii zwierzęta mówią ludzkim głosem ma swe źródła w pogańskiej wierzę w to, że duchy przodków rodowych mogą przemawiać właśnie poprzez hodowane w jego dawnym domu zwierzęta. Przykładem innego demona pomagającego człowiekowi jest gumiennik / owinnik – demon zamieszkujący miejsce, w którym składało się zboże (tzw. gumno). Jego zadaniem była ochrona zgromadzonych zasobów przed ogniem, szkodnikami i złodziejami. W zamian za swą pomoc oczekiwał ofiary w postaci pierwszej potrawy z ziaren przyrządzonej w danym roku. Rozgniewany gumiennik mógł podpalić zboże lub zanieczyścić je odchodami.

Innym przykładem demona pożytecznego dla człowieka jest dworowy – duch opiekuńczy obejścia. Zasięg jego obowiązków był naprawdę szeroki, gdyż pomagał on w stajniach, chlewach, oborach, kurnikach, pasiekach, sadach, a także przydomowych ogródkach. Wyglądał podobnie do innych bóstw opiekuńczych – był siwym, gęsto porośniętym włosami i zarostem dziadkiem niepozornych rozmiarów. Na tle innych istot tego typu wyróżniały go jednak różnokolorowe włosy. Za swą pomoc również oczekiwał symbolicznych ofiar.

Gumiennik. Autor: Ivan Bilibin

Gumiennik. Autor: Ivan Bilibin

W najbliższym otoczeniu człowieka znajdowały się jednak również demony, których intencje były negatywne bez względu na poświęcaną im uwagę. Przykładem takiego stworzenia jest kikimora, zwana również sziszimorą. Niektórzy zwykli uważać ją za żonę domowika (tzw. domowichę lub domachę), jednak mało prawdopodobne jest to, by spokojnego usposobienia domowik miał tak wyjątkowo dokuczliwą małżonkę. Kikimorę ludzie wyobrażali sobie jako niewielkich rozmiarów kobietę z długimi pazurami i szpiczastym nosem. Dawała się ona we znaki domownikom poprzez budzenie niemowląt, szkodzenie zwierzętom domowym oraz głośne furgotanie wrzecionem, które powszechnie uważane było za zły znak.

Jeszcze większego niebezpieczeństwo czyhało na człowieka w łazience, w której grasować mógł bannik, nazywany również łaźnikiem lub łaziebnikiem. Wyglądem istota ta przypominała domowika, choć jej włosy były bardziej rozczochrane, zaś twarz mocniej zniekształcona. Banniki były zazwyczaj wrogo nastawione do ludzi, co skłaniało ich do zmieniania temperatury wody, a nawet topienia kąpiących się. W obawie przed łaźnikiem składano mu ofiary z resztek wody bądź czarnej kury.

Kikimora strasząca niemowlę. Autorka: Ink-Yami ©

Upiory, zmory i istoty wampiryczne

Wszystkie wspomniane dotychczas istoty (z wyjątkiem rusałek i im podobnych) cechowały się tym, że dało się je choć odrobinę ugłaskać poprzez składanie odpowiednich ofiar. Część z nich okiełznać było łatwiej, inne zaś znacznie trudniej, jednak czynność ta była możliwa do dokonania co najmniej w umiarkowanym stopniu. Obok tych stworzeń występowały jednak demony wyłącznie negatywne, których celem egzystencji było wyłącznie szkodzenie ludziom i atakowanie ich. Ochrona przed tego typu duchami ochronić była znacznie trudniejsza, zwłaszcza że ich intencją często było po prostu zabicie człowieka bądź też co najmniej spowodowanie poważnego uszczerbku na jego zdrowiu.

Przykładem takich reprezentantów sił zła były zmory oraz mary – upiorna dusza, która nachodziła śpiącego człowieka w nocy po to, by go męczyć, dusić i wysysać z niego krew. Takim demonem stać mogła się dusza osoby w jakiś sposób skrzywdzonej. Zmorę wyobrażano sobie różnie, np. jako wysoką kobietę o nienaturalnie długich nogach ze zrośniętymi brwiami. Wierzono, że mara potrafiła otworzyć bądź przejść przez każdy zamek. Człowiek dręczony przez zmorę jęczy przez sen, poci się i rzuca się na łóżku. Osoba taka po wybudzeniu często czuła charakterystyczne gniecenie w klatce piersiowej, stąd też w kulturze ludowej istotę tę zwie się również mianem gniotka bądź dusiołka. Z czasem też wyobrażenie tych istot zlało się z wspomnianymi już nocnicami. Wiara w mary miała z pewnością związek ze zjawiskiem paraliżu sennego.

Johann Heinrich Füssli, Nocna mara.

Najbardziej typową słowiańską istotą wampiryczną był tzw. wąpierzupir bądź po prostu upiór (od psł. *ǫpirь), który w poszczególnych regionach Słowiańszczyzny zyskiwał również inne przydomki. Powszechnie wierzono w to, że dusze osób niespalonych mogły wrócić na świat właśnie pod postacią wąpierzy lub upiorów. Zaprzestanie w dobie wczesnochrześcijańskiej praktyki ciałopalenia poskutkowało wzmożeniem ludzkiego strachu przez tymi istotami. Przypuszcza się, że historie o wąpierzach przedostały się na Zachód poprzez słowiańskie mamki wychowujące zachodnią dziatwę. Stąd też rodzime wąpierze przekształciły się w wampiry, pod postacią których są dziś znane powszechnie na całym świecie.

W latach późniejszych wierzono w to, że wąpierzem stać mogła się dusza osoby, której ciało w jakiś sposób sprofanowano. O możliwość zostania upiorem szczególnie podejrzewano osoby rude, leworęczne lub mające zrośnięte brwi. Powszechnie dziś znane sposoby zgładzenia wampira (czosnek, srebro, kołek wbity w serce) mają swe korzenie w najstarszej warstwie wierzeń ludowych.

Słowiański wąpierz został spopularyzowany przez literaturę angielską: Draculę B. Stokera, Giaura G. Byrona oraz Wampira J. W. Polidoriego. Demon ten wtórnie powrócił do nas pod postacią wąpierza, przez co dziś większość nie zdaje sobie sprawy ze słowiańskiego rodowodu wampira. Autorka: Michiko-Inuohara ©

Inną rodzimą istotą wampiryczną jest słynna strzyga, której etymologię wyprowadza się od wyrazów oznaczających sowę bądź czarownicę. Strzygi to kobiece demony o ptasich skrzydłach i szponach żywiące się ludźmi. Strzygi muszą polować, gdyż tylko to umożliwia im przetrwanie. Gdy złapią swoją ofiarę, wysysają z niej krew, zaś wnętrzności wyżerają. Śmierć ze szponów strzygi była wyjątkowo makabryczna. Źródła wierzeń w te demony mają zapewne korzenie południowosłowiańskie, co uzasadniałoby związki językowe z rzymskim strix ‚sowa’. Możliwe również, że strzygi miały związek z bogiem Strzybogiem, który był w końcu bóstwem odpowiedzialnym za wiatry. Męskim odpowiednikiem tego demona był tzw. strzygoń bądź strzyg.

Strzygą bądź strzygoniem mógł zostać człowiek z dwoma duszami, sercami bądź rzędami zębów. O zostanie w przyszłości tym demonem podejrzewano również również noworodki z wykształconymi zębami. Po rozpoznaniu strzygi w drugim człowieku, należało go wygnać z ludzkich siedzib. Strzygi ginęły zazwyczaj w młodym wieku, jednak śmierć jednej duszy, daje możliwość drugiej, tej bardziej demonicznej pełnego rozwinięcia się. Strzygi nie kierowały się jednak wyłącznie agresją, czasem mściły się za krzywdy wyrządzone podczas pierwszego życia. Strzyga jako postać wampiryczna, mogła zostać unieszkodliwiona poprzez wbijanie gwoździ bądź pali. Test też zdawało spalenie strzygi żywcem.

Strzyga. Autorka: EvelineaErato ©

W kwestii demonów szczególnie niebezpiecznych dla człowieka nie można zapomnieć również o Lichu, o którym pamięć wciąż się zachowała za sprawą utartych językowych fraz licho nie śpi, licho nadało, licho wie, licho wzięłopal licho, do licha itd. Kim jest zatem ta zagadkowa istota, którą wciąż uparcie przywołujemy, mimo pozornego odejścia od rodzimych wierzeń demonologicznych?

Licho było wyjątkowo złym demonem, którego można odbierać jako antropomorfizację ludzkich nieszczęść, złej doli i wszystkich chorób tego świata. Przeważnie wyobrażano ją sobie jako przesadnie wychudzoną kobietę z jednym dużym okiem umiejscowionym pośrodku czoła. Licho wędrowało po świecie w poszukiwaniu miejsc, gdzie ludzie byli szczęśliwi. Gdy już takie odnalazło, często podpalała je, zsyłała głód, biedę, zarazy i inne przykrości, po czym odchodziło w dal. Czasem jednak Licho na złość mogło zamieszczać w ludzkim domostwie, szkodząc przy każdej możliwej sposobności gospodarzowi i domownikom. Przed Lichem nie było można się w żaden sposób ochronić. Jedyną skuteczną bronią na nią były cierpliwość i odporność: zarówno fizyczna, jak i psychiczna.

Autor: mli13 ©

Podsumowanie:

Świat słowiańskich wierzeń demonologicznych jest niesłychanie szeroki, czego najlepszym dowodem jest ten obszerny przegląd, który jedynie zarysowuje ogólnie sylwetki najważniejszych rodzimych demonów. Każde pomniejsze stworzenie z tej warstwy wierzeń zasługuje na szczegółowsze omówienie w odrębnym wpisie, jednak to całościowe spojrzenie pozwala na dostrzeżenie zarówno różnorodności, jak i wewnętrznej jednolitości tego zespołu przekonań. Pozwala to wnosić o tym, że słowiańska demonologia stanowi najstarszą zachowaną warstwę wierzeń z naszych ziem. Najstarszą, ale też bardzo dobrze zachowaną za sprawą gorliwego kultywowania tradycji oralnej.

Wierzenia naszych praojców otaczają nas dookoła każdego dnia. Nie tylko za sprawą ludowych opowiastek i baśni, ale też dzięki literaturze. Takie gatunki jak fantastyka, groza i horrory garściami czerpią z tej niższej warstwy religii, gdyż autorzy je tworzący doskonale zdają sobie sprawę, że to właśnie ta część wierzeń w sposób szczególny oddziaływa na człowieka: na jego wyobraźnię, naturę i pierwotny instynkt. Warto pamiętać również o tym, że strach przed upiorami i potworami jest znacznie starszy niż kultura, która spopularyzowała poszczególne wyobrażenia. Strach towarzyszył człowiekowi na długo przed tym, nim zdążył pomyśleć o tym, że duchy, demony i inne stwory mogą pełnić funkcję rozrywkową i kulturotwórczą.

 

Źródła:
B. Baranowski: W kręgu upiorów i wilkołaków.
A. Gieysztor, Mitologia Słowian.
Andrzej Kempiński, Encyklopedia mitologii ludów indoeuropejskich.
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian.
L. Pełka, Polska demonologia ludowa.
J. Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian.
W. Vargas, P. Zych, Bestiariusz słowiański.

 

Udostępnij na:
  • Hunik

    Ja w innych zrodlach znalazlem nieco inne opisy Poludnic…
    Mniej agresywne a bardziej „kaprysne”…

  • Mitux

    Sam jestem z Karkonoszy i mi się zawsze Duch Gór z Leszym kojarzył.