Czart / Bies

Takie wyrazy jak czart i bies to prasłowiańskie określenia złego, nieczystego ducha, mogącego szkodzić ludziom w ich ziemskich życiach. Często termin czart oznaczał demona kusego  kulawego lub bezogoniastego. Niektóre odpowiedniki złego ducha w różnych językach i regionach Słowiańszczyzny to: smętek, synec (synavec), czarny, kuternoga, rokita, zły, licho, nieczysty, łukawyj, wrag, weles, czort. Imię złego demona często tabuizowano, używając form zaimkowych: on, ten itd. Wielość nazw świadczy niewątpliwie o strachu, jaki wzbudzała ta istota.

Czart mieszkał na bagnach, w lasach, zbiornikach wodnych bądź też wirach powietrznych. Mógł przyjmować postać węża, świni, psa lub czarnego kota. Krążyły podanie ludowe wedle których czart miał być zrzucony z nieba przez jednego z bogów. Stąd też przedstawiano go często jako utykającego na jedną nogę. Inne podania głosiły o odgryzieniu jego ogona przez psa nasłanego przez boga. Biesy miały możliwość wnikania w konkretne osoby i kierowania ich działaniami. Mogły one sprowadzić na człowieka chorobę, a także nakłonić go do samobójstwa bądź innego haniebnego czynu. Reliktem tego wierzenia jest przymiotnik zbiesiony nazywający osobę będącą pod wpływem złego. Dzisiaj jednak wpływ mocy nieczystych na umysł człowieka nie jest już tak oczywisty, zaś sami ludzie (na wzór komputerów) się co najwyżej zwieszają. 😉

bies

Grafika za: W. Vargas, P. Zych, Bestiariusz Słowiański.

Wyraz czart ma bardzo dawny rodowód i należy kojarzyć go z takimi derywatami jak czarny i czary. Jako demon szkodliwy czart mógł szkodzić innym za pośrednictwem czarnej magii. Wierzono również w to, że ma on władzę nad wiatrami: wirami powietrznymi i nadciągającymi nawałnicami. Słowiański czart przypominałby pod tym względem kaszubskiego Purtka  demona złych wiatrów. Dowodzi do tego, że na terenie całej Słowiańszczyzny powszechne były wierzenia w tego typu pokraczne i szkodliwe demony. Możliwe, że nazywano je różnymi określeniami w zależności od konkretnych szkód, jakie wyrządzały.

Termin bies ma rodowód prasłowiański (*bĕsъ, od praindoeuropejskiego *bboidhpowodujący strach, przerażenie’, jednak słowo to po przyjęciu chrześcijaństwa wyparowało z języka polskiego i powróciło dopiero w XV w. za sprawą pożyczki wschodniosłowiańskiej. Wielu ludzi ma w zwyczaju odruchowo łączyć biesa z Bieszczadami, jednak językoznawcy zaprzeczają temu związkowi, tłumacząc nazwę tych gór skojarzeniem z trackim ludem Biessów lub wschodniogermańskim słowem besket oznaczającym ‚przedział’. Ludzka fantazja nie przejmuje się jednak bajaniami uczonych, czego najlepszym dowodem jest to, że na terenie Bieszczad upowszechniły się podania o Biesach i Czadach dwóch rodzajach istot diabelskich, które przyczyniły się do powstania tych gór.

Wierzenia o czartach i biesach po przyjęciu chrześcijaństwa całkowicie zlały się z postacią diabła. Słowo diabeł pojawiło się na gruncie polszczyzny za sprawą pożyczki z czeskiego diábel, które z kolei wyprowadzane jest od gr. diábolos ‚obmówca, oszczerca’. Warto jednak zaznaczyć, że słowiańskie czarty (biesy) nie miały takiej mocy jak diabły. Dzisiejsze ludowe wyobrażenia diabła mają swe źródła w dawnych pogańskich wyobrażeniach demonologicznych. Ucięty ogon, przykrótka noga, rogi, kozie kopyta, czarny kolor te wszystkie cechy zewnętrzne diabła były w głowach słowiańskiej ludności na długo przed tym, nim zdążyli poznać wspomniane greckie słowo nazywające oszczercę.

diabeł

Podanie o diable ze Śląska Cieszyńskiego:

Diobły sie lyngnóm i kocóm pod mostkami, na strychu na farze, w starych folwarkach, chałupach i wiyrzbach. Wyglóndajóm srandownie, majóm bachorze kiere im wiszóm aż po kolana, Na ciele sie im kryncóm kudły a dziurki w nosie majóm srośniynte do kupy. Ze zadku im tyrczóm chwosty, jak u krowy, ni majóm zymbów, sóm świdrate, majóm pynknióne rogi na głowie. Takigo diobła spotkać na ceście, gor w lesie to je strach. Siedzóm ty podciepy w spróchniałych wierzbach, przi cestach i namawiajóm ludzi do grzychu, fórt za nimi chodzóm i prawióm, coby ludzie byli zamamrani. I to sie im udowo. Jak jaki młody synek sie ożyni, to zaroz mu burzom krew jak uwidzi jakóm młodóm dziołuche. Fórt robióm same złe rzeczy i szkódzóm wiela wlezie, bo sóm przeca s piekła rodym. Ludzie sie jednako poradzili bronić przed tymi małymi pierónami. Starczyło sie przeżegnać, abo se cosi pomyśleć świyntego – baji jaki świynte słowo i uż diabeł uciekoł. Diobły przesiadywały nejraczy we starych młynach i na strychach na folwarkach. Jak na kojściele wybiła północ, to zaczynały zwónić lańcuchami, wrzeszczeć, stynkać i kwiańczeć. Stykło yny wylyźć na strych s gromnicóm i pokropić kapke świyncónóm wodóm, to diobły uciekały przez kumin do pola. Na jesiyń jak przichodzóm wiatry to ś nimi przilatujóm diobły. Wyjóm w kuminie, dmuchajóm dym s kumina do izby, tańcujóm kole chałupy, ramplujóm ratkami po progach, skoczóm na dachu, targajóm szyndzioły s dachu i robióm wszyjstko coby ludzi napalować.

Podanie o biesach i czadach:

Na początku na tym skrawku Ziemi zapomnianym przez Boga, tylko diabły harcowały. Awantury, rozboje i gwałty czyniły między sobą. Nie były to jakieś diabły szczególne, ot zwyczajne pospólstwo. Ich mnogość powodowała, że ludzie nie chcieli się na tym terenie osiedlać. Wydawało się iż ta część Karpat na zawsze pozostanie diablo bezludna. Nawet nazwy swojej wtedy nie miała, bo niby jak nazwać taką diablą krainę.

Kiedy w wyniku eksperymentów genetycznych wyhodowano w piekle nowe odmiany diabłów, jedne z nich nazwano biesami, a drugie czadami. Różniły się one znacznie od reszty diablej populacji, dlatego najgorętsza egzekutywa piekielna, postanowiła umieścić je
w oddzielnym rezerwacie. Wybór padł na tę dotąd nieznaną diablą krainę. Wyłapano tu dotychczasową diablą hołotę, po czym zaludniono, a raczej zadiablono rezerwat, biesami
i czadami. Wtedy też powstała nazwa rezerwatu – Bieszczady.

Ale gdzie jest diabeł powinien być i anioł, bo gdzie jest zło powinno być i dobro. Zawsze tak było i tego porządku nawet diabły nie waż się zmieniać. Niestety sfery niebieskie nie zgodziły się wysłać do bieszczadzkiego rezerwatu aniołków, bo one były szkolone przeciw zwyczajnym diabłom, a nie genetycznym mutantom. Zachodziła przeto obawa, że aniołkowie mogą zadaniu nie podołać, a co gorsza, zejść na psy.

Wtedy zagrały biesy z czadami w orła i reszkę. Wyszło im, że biesy będą ode złego, a czady od dobrego. I natychmiast wróciła normalność do tej krainy, a wraz
z nią przybyli i ludzie. Nie od razu, ale powoli zaczęli zasiedlać coraz to nowe doliny nad rzekami i potokami, a potem poszli w góry.

Jedni przybywali tu z Małopolski, inni z Rusi, a jeszcze inni z Wołoszy, ze Słowacji i od Madzirów. Tak się tu wymieszali, wykotłowali, że teraz nie poznasz kto stąd – bo każdy jest stąd. A biesy i czady? No cóż, robią od kilkudziesięciu wieków swoją zwykłą diablo – anielską robotę, raz lepiej, raz gorzej…

czart

Autor: Partyzant 18 ©

Źródła:
Aleksander Brückner, Słownik etymologiczny języka polskiego.
Barbara i Adam Podgórscy, Wielka Księga Demonów Polskich – leksykon i antologia demonologii ludowej.
Jerzy Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian.
g2zofia.prox.pl
gwara.zafriko.pl

Udostępnij na:
Ten wpis został opublikowany w kategorii Demonologia, Istoty diabelskie i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.