Cykl roczny

Dawni Słowianie byli bardzo blisko przyrody, czego najlepszym dowodem jest to, że najważniejsze święta słowiańskie miały związek z cyklem przyrody: zmianami pór roku i przesileniami. Nowy rok wśród Słowian rozpoczynał się wiosną, kiedy to przyroda budziła się do życia, zaś kończył się wraz z zimą. Każda pora roku wiązała się z pewnymi zwyczajami i rytuałami, które były praktykowane przez naszych praojców. Zresztą, zwyczaje te w znacznej mierze zdołały przetrwać w naszej kulturze, choć dziś już często nie zdajemy sobie sprawy z ich pierwotnego znaczenia.

Rodzimowiercza próba rekonstrukcji dawnego słowiańskiego kalendarza. Autor: Tomasz Witomysł Śmigielski ©

Rodzimowiercza próba rekonstrukcji dawnego słowiańskiego kalendarza. Autor: Tomasz Witomysł Śmigielski © (za grupa „Chram”). Dyskusja nad kalendarzem rozpoczęła się w facebookowej grupie Nowe rodzimowierstwo. Warto jednak podejść do niej z uzasadnioną rezerwą. 🙂

Wiosna:

Początek wiosny i nowego roku wiązał się wśród dawnych Słowian z tzw. Jarymi Godami, kilkudniowym słowiańskim cyklem obrzędowym będącym pożegnaniem zimy i przywitaniem wiosny. Obchody te przypadały w okolicach równonocy wiosennej, zaczynały się wraz z kalendarzową wiosną (21 marca).

Pierwszym ważnym rytuałem było spalenie lub utopienie Marzanny – kukły będącej symbolem słowiańskiej bogini zimy o tym samym imieniu. Czasem dla lepszego efektu dokonywano nawet obu tych czynności: Marzannę wpierw podpalano, a następnie wrzucano ją do wody. Temu rytuałowi często towarzyszyło wszczynanie hałasu: trzaskanie, terkotanie, kołatanie, śpiew i gra na wszelkiego rodzaju instrumentach. Tak jak z zimą kojarzona była Marzanna, tak z wiosną kojarzeni byli Jaryło i Jarowit.

Jaryło. Autor: Dušan Božić ©

Jaryło. Autor: Dušan Božić ©

Po rozpoczęciu Jarych Godów, mężczyźni rozpalali ogniska na wzgórzach, by przywołać w ten sposób możliwie najwięcej ciepła i słońca. Zbierano też wierzbowe i leszczynowe witki, z których robiono tzw. wiechy – pęki gałęzi i kwiatów zatykanych na dachach nowych budynków. W tym czasie domostwa były sprzątane i okadzane, pieczono też tradycyjne słowiańskie kołacze. Był to czas radości, gdyż w tym czasie wszystko dookoła zaczynało powoli kwitnąć i budzić się do życia.

Ważną częścią Jarego Święta było malowanie jajek, które symbolizowały energię, radość życia i urodzaj w nowym roku wegetacyjnym. Kulminacją obchodów były wznoszone na wzgórzach uczty, podczas których śpiewano, tańczono i obdarowywano się kraszankami. Obchodzono też Śmigus i Dyngus – rytuały oczyszczające, przynoszące siłę i zdrowie. Śmigus polegał na smaganiu się nawzajem rozkwitłymi witkami, zaś Dyngus na polewaniu się wodą. Wieczorem tego dnia wspominano zmarłych, udawano się na ich mogiły i zostawało im się jadło. Dzisiejsze święta Wielkiej Nocy w dużej mierze bazują właśnie na zwyczajach zaczerpniętych z pogańskich Jarych Godów.

smaganie-jajemInnym ważnym punktem kalendarza dawnych Słowian było Stado, przypadające w okolicach maja, związane zapewne z kultem płodności. W czasie Stada urządzano igrzyska ku czci bogów. Było to radosne święto, które wiązało się z wieloma ludycznymi zwyczajami. Wierzono w to, że pora Stada była czasem, kiedy wiosna była już w pełni rozkwitu, stąd też należało możliwie najgłośniej celebrować tryumf rozkwitającej przyrody. Dawne świętowanie tego momentu roku było na tyle ważne, że na terenach Rosji świętowano go ok. tygodnia, stąd też czas ten nazywano rusałczym tygodniem.

Kontynuacją słowiańskiego Stada są ludowe Zielone Świątki, które przetrwały po dziś dzień. Gdzieniegdzie wciąż można spotkać się ze zwyczajem tzw. majenia ścian – przystrajania domów, bram i obejść zielonymi gałęziami. Wszystko w tym czasie dobrze jest ozdobić gałęziami bądź kwiatami. Dla lepszego efektu wszelkie powierzchnie można też dodatkowo wyścielić tzw. kalmusowym zielem, czyli po prostu tatarakiem. Niektórzy nawet stawiają w tym czasie w obejściu całe młode brzózki. Wszystko po to, by zapewnić sobie urodzaj i ochronić się przed działaniem demonów wodnych, które odpowiadały m. in. za wegetację.

Zielone_swiatki_01Z czasem z bogatych obchodów przetrwało już tylko majenie, jednak warto zwrócić uwagę na to, że w kulturze ludowej na przestrzeni lat zostało odnotowanych wiele ciekawych zielonoświątkowych zwyczajów. Palono w tym czasie na wzgórzach leśnych i polanach wielkie ogniska, które zwano palinockami bądź sobótkami (podobnie jak ognie rozpalane w innym terminie). Pasterze obchodzili z pochodniami swe hodowle i pola, by głosić formuły magiczne, np. „Opal Boże moje zboże, sąsiadowi jako możesz!”. Pomimo zwracania się do chrześcijańskiego bóstwa, trudno nie dostrzec wyraźnie pogańskich znamion tej prośby.

Ze względu na swe pogańskie korzenie zwyczaj Zielonych Świątków był przez długie lata krytykowany przez zwierzchników Kościoła, którzy powoływali się nawet na racjonalne argumenty, zwracając uwagę na to, że rytuały tzw. majenia niszczą przyrodę. Na nic się to jednak zdało, przez co dziś obchody zbliżone do dawnego Stada pokrywają się z kościelnym świętem Zesłania Ducha Świętego. Pasterze wyprawiali głośne i obfite uczty, na której bawiła się młodzież wiejska obojga płci. Już w 1408 r. synod krakowski groził piekłem tym, którzy czas przeznaczony na nabożeństwo i modlitwę woleli przeznaczać na niemoralne tańce i zabawy przy ogniskach. Pomimo tego, tradycja ta zdołała przetrwać aż do połowy XX w., a w niektórych regionach nawet i dłużej. Cóż, nic w tym dziwnego. Przychylność natury w tej porze roku wręcz nastraja do radości i świętowania.

Ivan Ivanovich Sokolov, Noch' na Ivana Kupalu (1856)

Ivan Ivanovich Sokolov,
Noch’ na Ivana Kupalu (1856).

 

Lato:

Na czas przesilenia letniego przypadało tzw. Święto Kupały. Najkrótsza noc w roku była zdaniem dawnych Słowian czasem magicznym, przeznaczonym na inicjację młodzieży. Inne nazwy dla tego święta stanowią: sobótka i kupalnocka oraz noc świętojańska.  O słowie Kupała wiemy tyle, że jest to nazwa święta, być może imię mitycznej osoby, gdyż potwierdzałyby to  liczne zachowane obrzędy w kulturze Słowian wschodnich.

Na Rusi nazwa Kupała ma poświadczenie już od XIII w. jako Kupalija, a od XIV jako liczba mnoga Kupały. Potem pojawia się określenie Kupała i Kupało, a także Iwan-Kupała, oznaczające święto, a także kukłę Kupało, Kupajlo używaną przy obrzędzie. Termin ten może też oznaczać istotę mityczną, dziewczynę rozdającą kwiaty przy wróżbach sobótkowych i całe zgromadzenie uczestników obrzędu. Powszechnie przyjmowana etymologia wywodzi tę nazwę, podług świadectw staroruskich i bułgarskich, z obrzędowej pierwszej w roku kąpieli w rzece: *kopadlo. Rozejrzenie się w szczegółach uroczystości nasuwa wątpliwości co do wyłącznie jej wodnego charakteru, zwłaszcza że na plan pierwszy wysuwa się tu raczej obrzęd ognia, stąd też etymologię wyprowadzano również od  indyjskiego kup – jarzyć, gniewać się.

noc kupały wiankiTrzonem obrzędu Kupały są ogniska i rytualne tańce kobiece wokół nich, najczęściej nazywane sobótkami. Kolejnym ważnym elementem tychże obchodów jest słynny kwiat paproci (nazywany też perunowym kwiatem), którego w Noc Kupały poszukiwały dziewczęta. Tej nocy te już prawie kobiety puszczały na wodzie wianki, będące w kulturze symbolem dziewictwa i panieństwa. Szukała kwiatu paproci, a straciła wianek – mówią złośliwie o dziewczynach w czasie tej szczególnej nocy. Cóż, prawda jest taka, że dokładnie o to w obchodach Kupały chodziło.

Śmiało można przyjąć, że na ziemiach słowiańskich w noc kupalną dokonywano zabiegów inicjacji młodzieży. Być może działo się to w blasku ognia, słońca, a może i pioruna, gdyż czerwiec w naszym klimacie obfituje w burze połączone z silnymi wyładowaniami atmosferycznymi. Potwierdzonym jest to, że w blasku rozpalonych ognisk zanurzano młodzież w wodzie, aby ją przyjąć do społeczności ludzi dorosłych. Nic też zatem dziwnego, że do dziś w społeczności utrzymało się przeświadczenie o szczególnej swobodzie seksualnej panującej podczas kupalnej nocy. Nie było w tym jednak nic absolutnie złego, gdyż pora ta sprzyjała poznawaniu smaku miłości.

Poszukiwania kwiatu paproci były wygodnym pretekstem do intymnego zbliżenia. Autorka: EvelineaErato ©

Poszukiwania kwiatu paproci były wygodnym pretekstem do intymnego zbliżenia.
Autorka: EvelineaErato ©

Z pełnią lata wiązały się również tzw. zażynki, które przypadały na porę rozpoczęcia żniw. Rozpoczynano je, gdy  ziarna były już odpowiednio twarde i słoma miała odpowiedni odcień. Często też rozpoczęcie prac było uzależnione od przepiórki, której śpiew był traktowany jako dobry znak. Żniwa były dla dawnych Słowian czasem szczególnym, gdyż od ich pomyślności zależało to, czy wyżywienia wystarczy na cały rok. Zwyczaje związane z tym szczególnym czasem mają dziś swą kontynuację w maryjnym świecie Matki Boskiej Zielnej, które przypada na 15 sierpnia.

Kanuty Rusiecki, Żniwiarka (1844).

Kanuty Rusiecki, Żniwiarka (1844).

Jesień:

Na przełom lata i jesieni przypadało tzw. Święto Plonów, które po dziś dzień mocno utrzymuje się w kulturze ludowej za sprawą tzw. dożynek. Święto Plonów było czasem dziękczynienia za pomyślność plonów, które najlepiej było okazać poprzez ofiarę ze zbiorów i rzecz jasna zabawę. Był to też proszenia bogów o to, by przyszły rok obfitował w jeszcze lepsze zbiory. Ważnym elementem tych obchodów było plecenie wieńca ze zbóż, jarzębiny, owoców , kwiatów, w których dodatkowo umieszczano dawniej żywe koguty, kaczki lub małe gąski. Wieniec powinien być przetrzymywany w ukryciu aż do następnego roku i siewu.

Szczególnym dla dawnych Słowian czasem był przełom października i listopada, czas słynnych Dziadów, które większość kojarzy z Adamem Mickiewiczem i lekturą szkolną. Warto jednak nadmienić, że nasi praojcowie cześć zmarłych oddawali nawet do sześciu razy w roku. Największe obchody związane z Dziadami przypadały jednak na koniec października i początek maja, stąd przyjęło się mówienie o Dziadach jesiennych i wiosennych. Należy pamiętać o tym, że nazwa dziady była używana jedynie w gwarach na terenie Białorusi, Polesia, Rosji, Ukrainy i różnych terenach przygranicznych, stąd też  nie dziwi oboczność w nazewnictwie tego desygnatu, np. pominki, przewody, radecznica.

Dziady na Białorusi.

Dziady na Białorusi.

Dziady to, najoględniej rzecz ujmując, zbiór rytuałów, obrzędów i zwyczajów związanych z obcowaniem żywych ze zmarłymi.  Wierzono w to, że ten szczególny czas temu sprzyja, gdyż dusze przodków miały o tej porze mieć możliwość powrotu na świat, prosto do swych siedzib rodowych. W ramach Dziadów należało w odpowiedni sposób ugościć przybywające dusze. Ich przychylność było można zapewnić sobie odpowiednim jadłem i piciem: miodem, kaszą, jajkami, kutią bądź wódką. Tego typu ucztowanie odbywać się mogło w domach lub na cmentarzach – bezpośrednio na grobach zmarłych. Powszechne było świadome upuszczanie jadła i wylewanie trunków, tak by wędrujące dusze mogły się tym posilić. Obecnie w niektórych częściach Białorusi, Ukrainy, Rosji i wschodniej Polski dostrzec można pozostałość po obchodzeniu dziadów w postaci zwyczaju symbolicznego wynoszenia jadła na groby bliskich.

Podczas obchodów Dziadów zabraniało się wykonywania praktyk, które mogłyby skrzywdzić duszę: nie wstawało się głośno od stołu, nie sprzątało się resztek ze stołu, nie wylewało się wody po myciu przez okno, nie palono w piecu i nie szyto. Wszystko po to, by dusza mogła spokojnie wędrować; tak by mogła przechodzić przez piecowy komin, by nie zaplątała się w nici itd. W czasie praktykowania Dziadów dbano również o to, by wędrujące dusze miały możliwość wykąpania się i ogrzania. W tym celu przygotowywano specjalne sauny, a także rozpalano przy grobach ogniska. Rozpalanie ognia pełniło też dodatkową funkcję – pomagało duszy dotrzeć do bliskich, uniemożliwiając też w ten sposób zabłądzenie w ciemności. Ognie te mogą też wskazać zbłąkanej duszy drogę do Nawii.

Podczas wykonywania rytuałów rozstawiano dookoła tzw. karaboszki / kraboszki, maski wykonane z drewna, które miały symbolizować dusze zmarłych. Warto o nich pamiętać, gdyż są słowiańskim ekwiwalentem halloweenowych dyni, które swój początek mają w tradycji celtyckiej. Autorka: EvelineaErato ©

Podczas wykonywania rytuałów rozstawiano dookoła tzw. karaboszki / kraboszki, maski wykonane z drewna, które miały symbolizować dusze zmarłych. Warto o nich pamiętać, gdyż są słowiańskim ekwiwalentem halloweenowych dyni, które swój początek mają w tradycji celtyckiej.
Autorka: EvelineaErato ©

Ogień miał też moc ochronną – uniemożliwiał wyjście na świat demonom, które w wierzeniach słowiańskich powstawały ze zbłąkanych dusz ludzi, którzy zmarli nagłą śmiercią (np. w połogu, poprzez utonięcia lub też samobójstwo). Okres dziadów był czasem wzmożonej łączności ze światem umarłych, dlatego też powszechnie wierzono, że demony w tym czasie również szczególnie dawały o sobie znać. Współcześnie stawiane na grobach znicze mają symbolizować pamięć o zmarłych, wiążą się też one z symboliką życia jako palącej się świecy. Póki płoną znicze, pamięć o zmarłym wciąż istnieje. Trudno jednak nie dostrzec wyraźnej analogii do dawnych zwyczajów związanych z rozpalaniem ognia dla wędrujących dusz, zwłaszcza że katolickie święto Wszystkich Świętych pokrywa się terminowo z Dziadami, zaś słowiańskie Zaduszki zostały zaadaptowane jako Dzień Zaduszny.

Pomimo pozornego zerwania z tradycją pogańską, ludzie miejscami do dziś wierzą w to, że w czasie zadusznym dusze zmarłych wędrują po tym świecie. Jeszcze akiś czas temu powszechnie wierzono w to, że dusze te mogą udać się nawet do kościoła na mszę odprawianą przez zmarłego proboszcza. Obecnie Kościół wspomina dusze zmarłych w trakcie tzw. wypominków. Owe wypominki to nic innego jak przedchrześcijańskie ofiary składane duszom; z tą różnicą, że jadło i napitek zostało zastąpione opłatą składaną księżom. Cel obu tych praktyk jest jednak jednaki – chodziło o ubłaganie dla zmarłego spokojnego bytowania na tamtym świecie.

zaduszki

Witold Pruszkowski, Zaduszki (część Tryptyku).

Zima:

Na czas zimowego przesilenia przypadały tzw. Szczodre Gody, Święto Zimowego Staniasłońca. Szczodre Gody to zwiastun nowego roku, gdyż w tym czasie ciemność zostaje przezwyciężona przez światłość, od tego czasu dzień ponownie zaczyna stawać coraz dłuższy, stąd też nic dziwnego w tym, że przywiązani do kultu solarnego Słowianie odczuwali potrzebę długiego świętowania nowego roku w wymiarze słonecznym. Zresztą, wiele ludów praindoeuropejskich świętowało z okazji przesilenia zimowego, więc Słowianie w tych rytuałach nie byli osamotnieni.

Nazwa Szczodre Gody ma rodowód prasłowiański, godъ to po prostu ‘rok’. Gody to zatem liczba mnoga, gdyż jeden rok przechodzi w drugi. Podczas Szczodrych Godów należało się cieszyć. Ludzie zwyczajowo ucztowali i wyprawiali godne biesiady. Tryumf słońca to powód do nieskrępowanej radości, podobnie zresztą jak świętowane dziś Boże Narodzenie. Odchodzące Słońce należało pożegnać w odpowiedni sposób, po to by nowe mogło odpowiednio umiejscowić się na firmamencie. Był to czas oddawania czci Swarogowi i jego synowi Swarożycowi, bóstwom związanym z kultem solarnym. Wierzono, że „nowe słońce” symbolizuje zmianę warty: ustąpienie Swaroga na rzecz młodszego Swarożyca. Warto jednak zaznaczyć, że badacze religii Słowian są podzieleni względem tego, czy Swarożyc był synem Swaroga, czy też po prostu jego młodszym wcieleniem.

Zimowe przesilenie powszechnie wiązało się z hucznymi obchodami na całym terenie indoeuropejskiego obszaru kulturowego. Autor: Holly Victoria Norval (CC)

Zimowe przesilenie powszechnie wiązało się z hucznymi obchodami na całym terenie indoeuropejskiego obszaru kulturowego.
Autor: Holly Victoria Norval (CC)

Wiele dzisiejszych tradycji świątecznych ma swe korzenie w słowiańskiej tradycji pogańskiej: puste miejsce przy stole (dla dusz rodowych przodków), 12 potraw (każda symbolizuje dziękczynienie za jeden miesiąc), kutia (potrawa podana regularnie podczas wszelkich obchodów związanych z oddawaniem czci nieżyjącym). Z obcowaniem zmarłych ma też wiele wspólnego powszechne dziś przeświadczenie o zwierzętach, które rzekomo w tym czasie mówią ludzkim głosem. Dawni Słowianie wierzyli w to, że zwierzęta mogą być pośrednikami w przekazaniu słowa od duszy rodowego przodka. Co więcej, ma to też zapewne związek ze słowiańskim poglądem na duszę, którą zdaniem naszych praojców posiadały również zwierzęta.

Wróćmy jeszcze na chwilę do innych świątecznych zwyczajów. Pierogi z grzybami, kapusta z grzybami, uszka z grzybami, grzybowa – dlaczego tak dużo potraw bazuje na tym jednym składniku? Zapewne jedzenie w tym czasie grzybów miało związek z próbą zdobycia przychylności leśnych demonów, które w zależności od swej woli mogły pomóc lub przeszkodzić wędrowcom (Leszy). Dlaczego przyjęło się, żeby uczta wigilijna była szczodra i sowita? Ano dlatego, że przy przesileniu słonecznym Niezwyciężone Słońce potrzebowało wsparcia w walce z ciemnością, stąd też mile przez bogów było widziane zwyczajowe przejedzenie się, które praktykowane jest aż po dziś dzień. 😉

Warto wspomnieć również o diduchu, wschodniosłowiańskim odpowiedniku choinki. Diduch to pierwszy snop ze żniw stawiany w rogu izby na czas Święta Godowego. Snop ten wykonywano z pszenicy i owsa, czasem tez z niemłóconego żyta. Należało ustawić go kłosem do góry w pomieszczeniu, gdzie odbywała się wieczerza. Symbolika diducha była szeroka. Zapewniał on dobrobyt w przyszłym roku, a także był talizmanem przeciwko złym mocom. Pierwotnie był kojarzony jednak przede wszystkim z kultem przodków. Diduch pierwotnie znaczy tyle co dziad ‚przodek rodowy’. Ustawiano go zatem nieopodal stołu, po to by zmarli przodkowie mogli ucztować wraz z rodziną. Diducha trzymano w domu aż do końca obchodów Szczodrych Godów, które trwały 12 nocy (aż do dzisiejszego Trzech Króli).

Diduch - starszy brat choinki.

Diduch – starszy brat choinki.

Ubierana dziś choinka nie ustrzegła się jeszcze od innych słowiańskich wpływów. Samą choinkę ubieramy dopiero od lat 1795-1806 – zwyczaj ten przejęliśmy od pruskich protestantów. W ozdabianiu jej przejęliśmy jednak pewne nawyki z dawnych podłaźniczek – wiecznie zielonych drzewek zawieszanych pod sufitem. Czerwono-złota kolorystyka ozdób choinkowych ma swoją symbolikę – czerwień odpędza choroby, zaś złoto (najczęściej wyrażane w orzechach) symbolizowało bogactwo i obfitość. Orzechy to także symbol sił witalnych. Zwyczaj oświetlania choinki można kojarzyć z dawnych wierzeniem – palone świeczki chroniły domowników przed złymi duchami.

Gody były też określane jako Kolęda. Pojęcie to wykazuje duży związek z omówionymi już obchodami Kupały, oba te święta przypadały na czas przesileń, na dni, w których noc jest najdłuższa lub najkrótsza. Kolęda może mieć związek z kołem i wbrew powszechnie uznawanej etymologii łączącej ten wyraz z łac. calendae, należy tę nazwę traktować jako bardziej rodzimą. Koleda oznacza dziś często kolędowanie, zwyczajowe obchodzenie okolicznych domostw z życzeniami pomyślności w Nowym Roku. Datek wręczany przez gospodarzy kolędnikom również nazywany kolędą. Wizyta kolędników była odbierana jako dobry znak – wróżba pomyślności i urodzaju w nadchodzącym roku. Z tego powodu gospodarz czuł się zobowiązany, by wykupić łaski poprzez smakołyki i inne datki.

Kolędowanie na Białorusi.

Kolędowanie na Białorusi.

Dzisiejszy skład grup kolędniczych to swoisty kulturowy misz-masz, gdyż kolędnicy przebierają się za anioły, diabły, pastuszków, Trzech Króli, Dziada, Babę, Żyda, Śmierć, Cygana, reprezentantów różnych grup zawodowych oraz za tzw. maszkary, których zadaniem było straszenie. Najpopularniejsze maszkary to turoń, koza, niedźwiedź, koń i koza. Elementem scalającym kolędników jest święcąca gwiazda, która w tradycji chrześcijańskiej kojarzona jest z gwiazdą betlejemską, zaś w słowiańskiej z nowo narodzonym słońcem. Warto skupić się na chwilę nad pierwszą maszkarą. Turoń to włochate, rogate zwierzę kłapiące pyskiem w rytm melodii, mające związek z wymarłym turem. W ramach aktu kolędowania turoń straszył i hasał, po czym tracił przytomność. W tym momencie kolędnicy rozpoczynali proces cucenia turonia. Masowali go, podpalali pod nim słomę, wlewali mu wódkę wprost do ust. Wszystko po to, by turoń wstał i ponownie zaczął hasać. Zmartwychwstanie turonia symbolizuje odradzanie ziemi. Ziemia na zimę zasypia i odradza się dopiero wiosną. Hasający turoń to symbol dostatku i urodzaju zwiastujący nowy rok wegetacyjny.

turoń

Strój turonia, który swym misternym dopracowaniem zawstydziłby niejednego cosplayowicza. 😉 Zdjęcie z wystawy Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

Domknięciem Szczodrych Godów był tzw. szczodry wieczór przypadający na 12 noc po przesileniu (w okolicach Trzech Króli). Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak samo ma się sprawa ze świętowaniem, które po hucznych i szczodrych obchodach należało wreszcie zakończyć. Warto jeszcze wspomnieć, że nim nastał ten czas, dawni Słowianie zawieszali chwilowo wszelkie swe obowiązki, wierząc w to że praca w czasie Godów może sprowadzić na człowieka nieszczęście. Czas szczodrego wieczoru należało spędzić z rodziną, skromnie i w domowym zaciszu, wyprawiając przy tej okazji kolację, w czasie której dzieci były obdarowywane jabłkami, orzechami i specjalnymi plackami nazywanymi szczodrakami.

Na zimę przypadały jeszcze pogańskie zwyczaje związane z zamawianiem ciepła, które przypadały mniej więcej na początek lutego, kiedy to powoli zima już zaczynała spotykać się z wiosną. W tym czasie oddawano cześć wszystkim pogańskim bogom związanym ze światłem i przyrodą – rzymskiej Dianie, celtyckiej Brygid bądź też słowiańskiej Dziewannie (kojarzonej również z Marzanną). W polskiej tradycji szczególnie mocno przyjęła się tradycja Matki Boskiej Gromnicznej, której powstanie kultu datuje się na IX / X w. n. e. Szczególną rolę w polskiej tradycji pełni specjalna świeca zwana gromnicą.

Gromnica posiada specjalną właściwość, taką jak ochrona przed piorunami, gradem, nawałnicami i wszelkimi nieszczęściami. Świeca ta miała dodatkowo odstraszać od domostw powszechne wówczas wilki (jedno z zoomorficznych wcieleń Welesa). Z dużym prawdopodobieństwem można zatem przypuszczać, że pierwotnie miała ona związek z gromowładnym Perunem, zwłaszcza że w kulturze ludowej gromnica bywała zapalana w czasie burzy w celu dodatkowej ochrony. Potwierdzony jest również fakt rozpalania przez dawnych Słowian w tej porze smolistych łuczyw, które pełniły podobną funkcję.

Grafika za bogowiepolscy.net.

Autor: Kazimierz Perkowski ©, bogowiepolscy.net (CC).

 

Podsumowanie:

To tylko ogólny zarys tradycji naszych praojców, gdyż szczegółowe omówienie wszystkich dawnych zwyczajów jest niemożliwością w obrębie jednej zakładki. Po więcej informacji odsyłamy do źródeł i publikowanych przez nas wpisów. Co więcej, pamiętajcie, że to rozpoczęcie od wiosny jest tylko umowne, gdyż jak sami pewnie zauważyliście, obchody Szczodrych i Jarych Godów są dość do siebie zbliżone. Cykl roku pozostaje cyklem, czyli kołem, a to nie ma początku ani końca. Końca nie ma też tradycja pogańska, która zdołała zdobyć tak silną pozycję w ludzkiej świadomości, że przetrwała już przeszło 1000 lat, będąc zakamuflowaną w kulturze ludowej i wierzeniach katolickich. Sława Słowianie!

kołowrót

Grafika za Adam Rędzikowski (CC)

Źródła:
A. Gieysztor, Mitologia Słowian.
A. Brückner, Mitologia słowiańska i polska.
B. Ogrodowska, Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne.
B. Gierlach, Sanktuaria słowiańskie.
J. Bystroń, Zwyczaje żniwiarskie w Polsce.
Blog Czesława Białczyńskiego.

Udostępnij na:
  • Maniek

    Hmm, wedle niektórych źródeł z internetu, zamiast Roda figuruje Perun, który w połączeniu z pozostałymi trzema bóstwami tworzy istotę Świętowida.
    Czy któreś z tych danych możemy tu oznaczyć jako pewnik?

    • Kamil Gołdowski

      W kwestii słowiańskich bóstw w zasadzie niewiele rzeczy można uznać za pewnik. Badacze w różny sposób w swych hipotezach łączą bóstwa z różnych regionów Słowiańszczyzny i z różnych okresów jej rozwoju, jednak hipoteza niestety zawsze pozostanie tylko hipotezą. 😉