Przeskocz do treści

1

Styczeń i luty to czas najsilniejszych mrozów. Na zewnątrz króluje zimowa aura, a zimy nie zawsze były takie łagodne jak obecnie. Trzaskający mróz i skrzypiący śnieg sprawiały, że ciało marzło i to nie mało. Ale kto by się przejmował zewnętrznym zimnem, kiedy to rozgrzane serce szalało. Dawno już skończył się czas adwentowego postu i posuchy, i przyszedł tak długo wyczekiwany, tak upragniony, zwłaszcza przez młodych karnawał. Sam karnawał wywodzi się z kultury krajów śródziemnomorskich i został na grunt polski przeniesiony przez królową Bonę Sforzę. Jednak to nie przeszkadzało temu, aby do karnawałowej obyczajowości wprowadzić typowo polskie zabawy i zwyczaje. Dawniej jak i współcześnie ten czas zabawy obchodzono bardzo hucznie i typowo dla polskiego temperamentu. Do takich najważniejszych zabaw należą szlacheckie kuligi, czy też mieszczańskie reduty. Jak powiada Barbara Ogrodowska, karnawałowe spotkania to była istna giełda małżeńska.

Jeśli w trakcie karnawału nie trafił się  żaden wart uwagi kawaler, to była to bardzo niedobra wróżba dla panny. Mogło się to nawet stać zapowiedzią staropanieństwa. Często zdarzało się tak, że podczas karnawału stawały na ślubnym kobiercu pary połączone podczas ubiegłorocznego karnawału. Dlatego też, czy to na dworskich balach, czy w wiejskich karczmach wszystkie panny pilnym okiem wyszukiwały spojrzeń kawalerów, którzy to chcieliby zacząć z nimi dorosłe życie.sylweriusz saski

Czytaj dalej... "Zaloty i karnawałowe kojarzenie par"

1

Karnawałowe świętowanie sięga swą genezą czasów starożytnych. Korzeni tych hucznych, swawolnych i wesołych zabaw należy szukać w rzymskich Saturnaliach i ateńskich Anthesteriach. Te pierwsze to hałaśliwe i wesołe obchody jesiennych zasiewów, które trwały, aż do Nowego Roku, a drugie to obchodzone w lutym święta powitania wiosny. Jednak początków karnawału należy upatrywać przede wszystkim w greckich obchodach ku czci boga wina - Dionizosa. W Europie zabawy karnawałowe urządzano najwcześniej w krajach śródziemnomorskich. Był to czas tańców, ulicznych widowisk, maskarad i pochodów. Nazwa karnawał pochodzi od starowłoskiego słowa carne vale oznaczającego obrzędowe pożegnanie mięsa przed wielkim postem. Również od łacińsko - włoskich terminów carnem laxare, levare lub łacińskiego carniprivum, co w wolnym przekładzie oznacza pożegnanie, opuszczenie, poniechanie mięsa. Nazwę tę wywodzi się także od łacińskiego carrus navalis, w starożytnym Rzymie używano tej nazwy dla określenia łodzi na kołach. Był to wielki ukwiecony pojazd Dionizosa, pojawiający się na ulicach, podczas hucznych zabaw z okazji powitania wiosny.

W Polsce, mimo chłodniejszego klimatu niż w basenie Morza Śródziemnego  karnawałowe zabawy także były szumne, wesołe i pełne fantazji. Na gruncie polskim zostały one zaszczepione przez królową Bonę Sforzę. Oczywiście bawiono się zgodnie z polską tradycją i temperamentem. Jedną z najpopularniejszych karnawałowych zabaw wśród szlachty był kulig. Czas zabaw trwający od Nowego Roku lub od święta Trzech Króli do środy popielcowej nazywano zapustami. Zapusty to także trzy ostatnie dni przed Popielcem. Te ostatnie trzy dni karnawału nosiły też staropolską nazwę mięsopust (utworzoną identycznie jak nazwa karnawału od słów mięsa - opust, czyli pożegnanie, opuszczenie i poniechanie mięsa). Synonimiczne nazwy stanowią: ostatki, dni zapuśne, kusaki, kuse (diabelskie) dni.

Alfred Wierusz Kowalski, Kulig
Alfred Wierusz Kowalski, Kulig

Czytaj dalej... "Ej! Kulig! Kulig! Kulig!"

Od początku dziejów ludzkości siły nadprzyrodzone angażowały się w sferę życia ludzkiego. Złowrogie demony czekały nocą, jak i w ciągu dnia na swe ofiary. Wiara w tajemną siłę, która kieruje ludzkim losem była dawniej powszechną, a i dzisiaj można usłyszeć jej echa. Człowiek od zawsze pragnął poznać swoją przyszłość. Nikt nie chciał być niepewnym tego, co przyniesie jutrzejszy dzień. Zwłaszcza na wsiach silnie rozpowszechnione było wróżbiarstwo. Pod tym pojęciem należy rozumieć usiłowanie poznania swego przeznaczenia na drodze nadnaturalnej. Szczególnym wyznacznikiem wróżbiarstwa jest to, że było ono całkowicie niezależne od logicznego rozumowania i nie podlegało woli zwykłego śmiertelnika.

Wiara we wróżby i istnienie świata pozaziemskiego była powszechna w wiejskim życiu. Miesiącem szczególnie sprzyjającym wróżeniu był listopad. Czas, kiedy to aktywność dobrych duchów, czy duchów przodków jest bardzo nasilona rozpoczynały Dziady. Jak wiadomo dusze, które znajdowały się na tamtym świecie początkiem listopada odwiedzały swe ziemskie domy i niejednokrotnie mogły dać wskazówki na temat losu bliskich. Człowiek sięgał po wróżby przede wszystkim w wyjątkowych dniach i chwilach. Stąd w polskiej kulturze mamy tak wiele przesądów związanych chociażby z dniem ślubu. W trakcie roku kalendarzowego wiara w moc siły nadprzyrodzonych była bardzo silna chociażby przy okazji świąt Bożego Narodzenia czy w wigilię św. Jana. Specjalnym momentem dla uprawiania czarów był dzień św. Andrzeja i św. Katarzyny.  Ale aby uniknąć powtarzania praktyk magicznych stosowanych w tych szczególnych dniach, dzisiaj skupimy się przede wszystkim na snach i wróżbach niezwiązanych z rokiem obrzędowym.

Teofil Zaleski, Pejzaż wiejski
Teofil Zaleski, Pejzaż wiejski

Czytaj dalej... "Mały-wielki sennik ludowy"

Ludzkie życie, zwłaszcza na wsi uwikłane było w liczne obrzędy, obyczaje i rytuały. Można uznać je za godne, tylko wtedy, kiedy były wpisane w odpowiednie ramy. To obrzędy wyznaczały kolejne etapy ziemskiej egzystencji, poprzez narodziny, chrzest, następnie dojrzewanie, wesele i gospodarowanie na roli, człowiek dochodził do kresu swych dni, po czym następowała śmierć. Śmierć była ostatnim etapem życia duszy i ciała na ziemskim, grzesznym globie, nieodwołalnie zabierała człowieka ze społeczności. Być może dlatego już samemu umieraniu towarzyszył skomplikowany rytuał, którego celem było, aby człowiek odszedł godnie i spokojnie. Śmierć także nobilitowała ludzi w momencie, w którym przychodziła. Wystarczy przypomnieć sobie historię Jagaty z „Chłopów” Władysława Reymonta. Nędzarka wszystkie pieniądze, które uzbierała dzięki jałmużnej odkładała na trumnę i suknię do niej. Bowiem wierzyła, że tutaj na ziemi nie spotkało ją szczęście, dlatego Bóg wynagrodzi jej nędzne życie w niebie.

Józef Chełmoński, Krzyż w zadymce
Józef Chełmoński, Krzyż w zadymce

Śmierć w polskiej kulturze zwana była: kostuchąkostusiąbiałokością. Przedstawienie śmierci pod postacią kobiety zawdzięczamy średniowiecznej ikonografii. Owa kobieta była zawsze bardzo wysoka, stara, chuda i o bladej twarzy, zamiast głowy posiadała trupią czaszkę. Kostucha przybywała także pod postacią nagiego szkieletu, który niekiedy spowity był w białe płótno, które przypominało trumienny całun. Jej nieodłącznym atrybutem była kosa, za pomocą której ścinała ludzkie głowy. Obecnie, kiedy człowiek widzi na niebie spadającą gwiazdę,  powinien pomyśleć życzenia, a ono na pewno się spełni. Jeszcze jednak nasi dziadkowie traktowali spadające ciało niebieskie jako oznakę śmierci, gdyż każdy człowiek miał posiadać swoją gwiazdę, a gdy on umiera, to jego gwiazdka niebo opuszcza.  Czytaj dalej... "Każdy płomień kiedyś zgaśnie, czyli o ludowym wyobrażeniu śmierci"

13

W literaturze poświęconej kulturze ludowej wiele możemy przeczytać o obrzędach związanych z inicjacją chłopców. Uroczyście należało podkreślić moment, kiedy to chłopiec stawał się mężczyzną. Dziewczęta uważano za dorosłe w momencie zakwitania. Powiadano, że dziewczyna zakwita, ma już swój kwiat (tzn. miesiączkuje). A zatem zdolna jest do poczęcia i urodzenia dziecka. Żeński kwiat (czyli menstruacja) miał towarzyszyć kobiecie z co miesięczną regularnością od pierwszego zakwitnięcia, aż do starości. Jednak w każdej kulturze damski cykl rozrodczy uważano za coś tajemniczego, niezwykłego i niepojętego, dlatego wiązały się z nim liczne zabobony, zakazy i nakazy izolacyjne.

Dopiero kiedy dojrzałość płciowa stawała się faktem, to matki informowały córki o właściwościach fizjologicznych ich organizmów. Na dawnej polskiej wsi temat kobiecego miesiączkowania objęty był tabu. Dlatego dla wielu dziewczynek menstruacja bywała zaskoczeniem. Niejednokrotnie dojrzewające panny były wstrząśnięte i przerażone swym stanem. A krew menstruacyjną odbierały jako oznakę ciężkiej lub śmiertelnej choroby. W przeszłości uważano, że rozmowy o relacjach damsko-męskich i sprawach intymnych są niemoralne i nieetyczne. A dziewczęta o sprawach sekretnych dowiedzą się same, kiedy nadejdzie ich czas.

Autor: włodi (CC)
Autor: włodi (CC)

Czytaj dalej... "Kiedy z pączka kwiat zakwitnie, czyli kilka słów o menstruacji"

5

Dożynki swoim rodowodem sięgają czasów przedchrześcijańskich i mają związek z pogańskim Świętem Plonów. Słowianie co roku w czasie równonocy jesiennej składali ofiary dziękczynne bóstwom, np. Mokoszy, Welesowi i Świętowitowi – słowiańskim bóstwom urodzaju. Nasi przodkowie każdego roku pletli wieńce, tańczyli i śpiewali na chwałę bogów, dzięki którym mogli zebrać plon z pól. Obrzędy te związane były z pierwotnym kultem roślin i drzew. Ważnym punktem pogańskich obchodów tego święta było wróżenie. Źródła kronikarskie opisują dokładne rytuały odprawione przez żerców z Arkony. Kapłani obserwowali dzierżony przez Świętowita napełniony miodem kielich, a także sprawdzali widoczność ze znacznej odległości ofiarnego kołacza. Wszystko po to, by wywróżyć sobie nadchodzący urodzaj.

Żniwa w dawnej tradycji polskiej rozpoczynały ciche i pracowite zażynki, a kończyły głośne i roztańczone dożynki. Nie inaczej było wśród pogańskich Słowian, gdzie po czasie ciężkiej pracy przychodziła pora na dziękczynienie i biesiadowanie. Polskie tradycje dożynkowe znane są od XVI wieku, kiedy to rozwinęła się gospodarka folwarczno-dworska. Uroczystości te urządzali dla żniwiarzy właściciele majątków ziemskich. Była to zabawa i poczęstunek, które stanowiły nagrodę za dobrze wykonaną pracę przy żniwach. Jedno jednak pozostało niezmienne – istotą tych obrzędów było dziękczynienie za pomyślne zbiory. Pomimo rozwoju cywilizacyjnego, w człowieku pozostała potrzeba podziękowania za zapewniające przeżycie dary ziemi.

Okrężne w Sandomierskiem Czytaj dalej... "Dożynki, czyli Święto Plonów"

8

Lipiec i sierpień to pora szczególnie istotna dla rolników — czas żniw. Od pomyślności zbiorów zależał cały następny rok, dlatego uprawiacze ziemi robili, co mogli, żeby zadbać o obfitość swych plonów. Skuteczne metody uprawy to jednak nie wszystko, gdyż duży wpływ miała pogoda. Susza bądź zbyt intensywne deszcze mogły uczynić całą włożoną w pola pracę całkowicie daremną, przez co od najdawniejszych czasów ludzie wsi zanosili swe prośby do bóstw i składali ofiary, po to by zapewnić sobie urodzaj urodzaj w polu. Zmieniająca się rzeczywistość nie zmieniła tak bardzo samych ludzi, przez co dziś część tych zwyczajów wciąż jest praktykowana.

Zażynki to słowiański obyczaj ludowy związany z rozpoczęciem żniw. Niewiele dziś wiemy o tym, jak dokładnie mógł on wyglądać wśród dawnych Słowian, jednak liczne rytuały pozostałe w kulturze ludowej pozwalają twierdzić, że bez wątpienia nasi praojcowie do rozpoczęcia żniw musieli podchodzić w sposób wyjątkowy — ze szczególnym poszanowaniem dla ziemi, która dla prostego człowieka była od zawsze karmicielką, a przez to też matką.

Autor: Andriej Szyszkin
Autor: Andriej Szyszkin

Czytaj dalej... "Zażynki i czas żniw"