Przeskocz do treści

2

Czas Szczodrych Godów to pora kolędowania radosnego obchodzenia domostw z wierszowanymi oracjami lub pieśniami życzącymi na ustach. Zwyczaj kolędowania był na tyle ważny na słowiańskiej ziemi, że wyraz Kolęda był używany nawet kiedyś wymiennie jako oboczna nazwa Godów, całego okresu świątecznego. Nic dziwnego, że ten piękny zwyczaj praktykowano na naszych ziemiach bardzo chętnie. Grupy kolędnicze swymi magicznymi oracjami i pieśniami były w stanie zapewnić gospodarzom i właścicielem ziemskim urodzaj i dostatek na cały nadchodzący rok. Utrzymujący się przede wszystkim z rolnictwa i pasterstwa Słowianie skrupulatnie przestrzegali wszystkich tradycji, po to by nie sprowadzić na swoje gospodarstwa biedy. Co więcej, kolędników przyjmowano z otwartymi ramionami, gdyż wnosili oni do domostw nieskrępowaną radość, głośny śpiew i koloryt barwnych strojów.

Współcześnie wyraz kolęda dla większości ludzi to przede wszystkim pieśń o narodzinach Jezusa Chrystusa. Znaczenie to jest jednak względnie nowe wyodrębniło się dopiero w XVI w. Kolędą nazywa się także poświąteczną wizytę duszpasterską, w czasie której ksiądz błogosławi domowników na cały nadchodzący rok. Jak zatem widać, wyraz kolęda współcześnie nierozerwalnie połączył z wiarą chrześcijańską. W prawdzie wciąż gdzieniegdzie na wsiach bądź w miasteczkach można spotkać pięknie poprzebierane grupy kolędnicze, jednak trzeba przyznać otwarcie, że ich znaczenie w słowiańskiej kulturze znacznie osłabło. Magiczne noworoczne oracje znają dziś jeszcze niektórzy najstarsi, najbardziej przywiązani do tradycji ludzie, zaś misternie wykonane kolędnicze stroje najłatwiej dziś zobaczyć w muzeach etnograficznych. Wielka szkoda, gdyż kolędowanie to jeden z najpiękniejszych i najbardziej unikatowych słowiańskich zwyczajów. W rytuałach wykonywanych przez dawne grupy kolędnicze wiele zachowało się przekonań rodem z wierzeń naszych praojców i pramatek.

Kolęda
Autor: A. Szyszkin ©

Czytaj dalej... "Niech Słowianin pamięta, czym była dawna kolęda!"

2

Każdy z nas ma pewne poglądy na temat tego, na ile człowiek jest faktycznie panem swojego życia. Wielu zwykło dziś hołdować spopularyzowanej przez Giovanniego Picco della Mirandolę koncepcji człowieka jako kowala swojego losu, jednak obok tych wierzących w ludzkie możliwości wciąż można odnaleźć jednostki skrajnie pesymistyczne, święcie przekonane o tym, że życie człowieka to wypadkowa działania fatum – nieodwołalnej woli sił wyższych, której żaden śmiertelnik nie jest w stanie się przeciwstawić. Pomiędzy tymi skrajnie różnymi koncepcjami można odnaleźć jednak również zapatrywania bardziej umiarkowane zakładające możliwość wpływania na własne życie przy równoczesnym podporządkowaniu się pewnemu wyższemu planowi. Do jednej z takiej koncepcji należy zaliczyć słowiańską Dolę  naszą rodzimą personifikację ludzkiego losu.

Dola to ktoś lub coś nadrzędnego, determinującego przebieg całego ludzkiego życia. W wierzeniach słowiańskich ludów utrwaliło się postrzeganie Doli jako ducha opiekuńczego, jednak niewykluczone, że źródeł wiary w Dolę należy doszukiwać się w kulcie Mokoszy bądź Perperuny (nazywanej również Dodolą). Słowianie wierzyli w to, że Dola towarzyszy człowiekowi od chwili narodzin aż do śmierci, lecz ten nie zawsze zdaje sobie sprawę z jej obecność, gdyż przeważnie bywała niewidzialna. Czasem jednak można ją było zobaczyć pod postacią kobiety, mężczyzny, kota, psa lub myszy. Różne były poglądy Słowian na temat dziedziczności Doli  czasami uważano ją za dziedziczną (przypisaną na stałe do rodu), innym razem traktowano ją jako coś indywidualnego, niemającego związku z przynależnością rodową. Dolę można było odziedziczyć po ojcu, jednak czasami bracia mieli różną dole. O swoją Dolę, bez względu na wszystko, wypadało dbać, jednak ta bardzo często przez całe życie pozostawała niezmienna, przez co Słowianie zwykli często zwracać uwagę na to, że taka już czyjaś dola.

Autor: Wiktor Kriżanowski
Autor: Wiktor Kriżanowski

Czytaj dalej... "Taka już ich dola… Słów kilka o słowiańskim losie"

11

Słowiański internet jest podzielony. Wszystko za sprawą coraz bardziej rozpowszechniających się informacji o rzekomo niebywałym stopniu rozwoju cywilizacyjnego dawnych Słowian, którzy jawią się czasem jako najbieglejsi we wszystkich dziedzinach nadludzie, od których inne ludy mogły co najwyżej zapożyczać wiedzę, nie dając im nigdy nic od siebie. Jedni gorąco przyjęli większość tych hipotez – zapewne za sprawą zmęczenia panującym w polskim piśmiennictwie interpretatio christiana, objawiającym się chociażby w rozpowszechnionym przekonaniu, że przed chrztem Polski nic godnego uwagi na naszych ziemiach się nie działo. Inni jednak ostrożniej podeszli do tych tez – wszakże szczątkowość materiału źródłowego nie pozwala na to, by móc wysuwać tak daleko idące wnioski. Ich trzeźwość umysłu została odebrana jako mentalne poddaństwo, przez co grono miłośników kultury słowiańskiej mimowolnie rozłamało się na dwa fronty, próbujące się pacyfikować przy okazji wszelkiego rodzaju internetowych sporów.

Nie ukrywam, że sam do wszystkich rewelacji na temat wysokiego rozwoju dawnych Słowian podchodzę z dystansem. W sieci coraz chętniej zaczęli się szarogęsić naukowcy amatorzy, specjalizujący się szczególnie w historii, etymologii i archeologii genetycznej. Interpretatio christina zostało zastąpione przez tzw. turbosłowianizm – interpretowanie wszelkich przesłanek naukowych w sposób, który pozwalałby ujrzeć Słowian jako lud górujący w jakiś sposób nad pozostałymi. Można traktować to zjawisko jako miłą odmianę od wcześniejszego skrzywienia. Nikt wszakże nie może zabronić nikomu tworzenia podwalin pod nową mitologię narodową. Sam wolę jednak wyrazić ubolewanie nad wyraźnym oddaleniem się od pożądanego obiektywizmu. Odnoszę wrażenie, że w tym wszystkim przestało chodzić o jakąkolwiek wiarygodność, czego najlepszym dowodem jest to, że największą popularnością cieszą się hipotezy, które Słowian przedstawiają w szczególnie jasnym (doniosłym) świetle.

Wsiewołod Iwanow, Prawdziwa historia starożytnej Rusi (wedyjskiej)
Wsiewołod Iwanow, Prawdziwa historia starożytnej Rusi (wedyjskiej). Dzień ku czci nieba.

Czytaj dalej... "Wielka mała Słowiańszczyzna"

28

Rosnące zainteresowanie kulturą słowiańską sprawiło, że ludzie coraz częściej zaczęli identyfikować siebie jako Słowian, członków międzynarodowej wspólnoty złączonej wspólnymi korzeniami. Wzór Polaka-Słowianina stał się już interesującą alternatywą dla wyszydzanego w wielu miejscach, stereotypowego Polaka-katolika. Co tak właściwie kryje się za odważnym hasłem My Słowianie? Złośliwi i mniej świadomi za tą deklaracją zwykli widzieć wyłącznie swobodę seksualną i rozwiniętą kulturę spożywania wódki, a także – słynny słowiański przykuc, który urósł do miana memu internetowego. Etnonim Słowianie jest jednak dużo starszy i niesie za sobą znacznie więcej skojarzeń. Żeby lepiej zrozumieć istotę bycia Słowianinem, być może warto byłoby sięgnąć do samych początków – etymologii, pierwotnych motywacji stojących za wyodrębnieniem się nazwy słowiańskiego ludu.

Nazwa Słowianie jest bardzo stara – w źródłach pisanych pojawia się już w VI w. za sprawą Prokopiusza z Cezarei, słynnego historyka bizantyjskiego. W swych kronikach autor posłużył się takimi formami jak Σκλάβοι (Sklaboi) bądź Σκλαυηνοί (Sklauenoi). O Słowianach w VI w. wzmiankował też Jordanes, rzymski kronikarz, który lud ten nazywał słowem Sclaveni. We wszystkich językach słowiańskich można odnaleźć podobne wyrazy skonstruowane na rdzeniu slav- bądź slov-, co pozwala sądzić, że słowiański etnos jest jednolity. Podobnie lud ten zwykła też nazywać cała Europa. Wyjątek stanowili Niemcy, którzy w dobie średniowiecza posługiwali się czasem formą die Wenden (Wendowie). Pomimo powszechności nazwy Słowianie, językoznawcy nie są dziś w stanie odgadnąć właściwego źródłosłowu dla tego etnonimu. Hipotez jest kilka, dlatego warto przytoczyć te najpopularniejsze, tak by każdy mógł wybrać tę, która go najbardziej przekonuje. Czytaj dalej... "Słowianin – czyli tak naprawdę kto?"

15

Powracająca moda na kulturę słowiańską sprawia, że w internecie coraz mocniej podnoszone są głosy na temat konieczności wprowadzenia do nauczania szkolnego zagadnień związanych z mitologią i wierzeniami naszych praojców. Jako promotor wiedzy o słowiańszczyźnie z postulatem tym się całkowicie zgadzam, choć jako osoba z wykształceniem pedagogicznym doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to zadanie łatwe. W toku codziennej pracy nauczycielskiej trudno jest znaleźć czas na wprowadzenie ponadprogramowych zagadnień, zaś oczekiwanie od Ministerstwa Edukacji Narodowej uwzględnienia tego typu poprawki w przyszłej podstawie programowej jest — nie oszukujmy się — naiwne. Zderzenie ideałów z pragmatyką życiową częstokroć jest bardzo bolesne, jednak nie oznacza to, że należy się poddawać.

O Słowianach nauczać warto — to nie jest z mej strony czcze gadanie niepoparte żadnymi działaniami. Jako miłośnik tematu podczas prowadzonych przeze mnie lekcji w szkole kilkunastokrotnie podejmowałem się starań przemycenia w przekazywanej wiedzy informacji związanych z dawną kulturą słowiańską. Warto nadmienić, że często były to próby bardzo udane, pozytywnie odbierane przez młodzież szkolną, dla której w wielu wypadkach było to coś absolutnie nowego, a przez to też — niesłychanie interesującego. W tekście tym chciałem rozprawić się z narosłymi dookoła tego postulatu obawami, a także — przedstawić w ogólnym zarysie zastosowane przeze mnie rozwiązania metodologiczne pozwalające na wprowadzenie elementów wiedzy o słowiańskim świecie do szkolnej dydaktyki. Postaram się również przekonać Was, że takie zmiany są możliwe, a co więcej — potrzebne. Zapraszam do lektury. 🙂

Autor: Andriej Szyszkin
Autor: Andriej Szyszkin ©

Czytaj dalej... "Słowianie do szkoły!"