Przeskocz do treści

Kiedy półtora roku temu Marta Krajewska wydała pierwszą powieść Idź i czekaj mrozów, autorka nie spodziewała się, że jej dzieło spotka się z tak pozytywnym odbiorem. Miłośnicy fantasy bardzo ciepło przyjęli jej książkowy debiut, o czym najlepiej świadczy nominacja do nagrody im. Janusza A. Zajdla za rok 2016. Pierwsza powieść aktualnie przeciera szlaki na rynku amerykańskim pod zmienionym tytułem When the Frost comes, podczas gdy czytelnicy w Polsce mogą cieszyć się już kontynuacją opowieści o opiekunce Vendzie.

Czy Zaszyj oczy wilkom spełniło pokładane w nich oczekiwania? Czy w należyty sposób rozwinęło niezakończone wątki pierwszej części? Zapraszam do lektury recenzji drugiego tomu cyklu Wilcza Dolina.

Uwaga! Recenzja będzie zawierać odwołania do wydarzeń fabularnych z tomu pierwszego, a także subtelnie zarysowywać fabułę tomu drugiego (na tyle, bym mógł podzielić się moimi odczuciami). Nie zaleca się lektury recenzji osobom, które są jeszcze przed lekturą pierwszego tomu. Te odsyłamy do sławosławowej recenzji tomu pierwszego.

Czytaj dalej... "Kto na kogo wilkiem patrzy? – „Zaszyj oczy wilkom” Marty Krajewskiej"

Marta Krajewska, mimo względnie skromnego dorobku literackiego, jest już pisarką cieszącą się sporym uznaniem na polskim rynku wydawniczym. Najwięcej rozgłosu zdobyła za sprawą swej pierwszej powieści Idź i czekaj mrozów. Rozpoczęta przez nią literacka opowieść o Vendzie doczekała się w tym roku kontynuacji pod tytułem Zaszyj oczy wilkom, lecz autorka nie poprzestała na tym jednym cyklu, słusznie wykorzystując potencjał stworzonego przez siebie uniwersum do opowiedzenia historii o innych interesujących bohaterach. Tak oto w Nocy między Tam i Tu Marta Krajewska próbuje trafić do najmłodszych czytelników, dla których być może będzie to pierwsza okazja do kontaktu ze światem słowiańskiej mitologii. Jako pasjonat rodzimej kultury i praktykujący nauczyciel z wielką ciekawością przystąpiłem do lektury tej książki. Przyszła pora na to, bym podzielił się z Wami moimi wrażeniami i spostrzeżeniami.

Czytaj dalej... "W poszukiwaniu małej Paprotki – „Noc między Tam i Tu” Marty Krajewskiej"

1

Zainteresowanie mitologią słowiańską utrzymuje się na na dość wysokim poziomie. Rozmaici pasjonaci słowiańszczyzny dbają o to, by ludzie nie zatracili zainteresowania mitologią naszych praojców, przez co z różnych stron docierają do nas coraz to nowsze dzieła wprost odwołujące się do dorobku dawnych Słowian. Jako osoby świadome zmienności ludzkich gustów powinniśmy jednak zatroszczyć się również o to, by miłość do słowiańskości zakrzewić także u najmłodszych, tak by w odpowiednim wieku jako młodzież sami poczęli zgłębiać wiedzę o rodzimych wierzeniach. W Polsce nie brakuje rodziców, którzy przyznają, że zamierzają uczyć swe pociechy słowiańskiej mitologii już od małego. Naprzeciw tej potrzebie wychodzą Natalia Hluzow Martyna Pawlak, które dla wydawnictwa Merlin Publishing przygotowały książki pt. B jak bies będące częścią serii ABC Mitów Świata.

W ramach tej inicjatywy wydane zostały dwie książki. Pierwsza to Abecadło mitologii słowiańskiej – estetyczne kompendium wiedzy o rodzimej mitologii z rysunkami Martyny Pawlak i wierszowanymi opisami 22 demonów z mitologii Słowian przygotowanymi przez Natalię Hluzow. Druga publikacja to 50-stronicowa kolorowanka z postaciami opisanymi w kompendium. Choć sam okres wczesnego dzieciństwa mam dawno za sobą, z ogromną przyjemnością zabrałem się za przejrzenie zawartości obu publikacji. Przyszła pora na to, bym przybliżył Wam nieco ich zawartość i podzielił się wrażeniami z przeglądu.

Czytaj dalej... "B jak Bies – abecadło po słowiańsku"

Kiedy ponad rok temu zabierałem się do lektury Krwi zapomnianych bogów – pierwszej antologii słowiańskiej grozy – miałem wiele obaw związanych z tym, czy jej twórcy udźwigną ciężar tematu. Moje obawy częściowo się potwierdziły, o czym mówiłem przy okazji recenzji, w której narzekałem na mocno nierówny poziom opublikowanych w antologii opowiadań. Na szczęście tym razem wydane przez Horror Masakra Słowiańskie koszmary zdają się nie powielać grzechów poprzedniczki. Poziom prezentowany przez poszczególnych autorów jest o wiele równiejszy i trudno mówić tutaj o wpadkach, przez co Słowiańskie koszmary przynajmniej w kwestii przyjemności czytelniczej zdają się być o wiele mniej koszmarne dla czytelnika.

Słowiańskie koszmary to zbiór piętnastu opowiadań napisanych przez szesnastu autorów. Nim jednak do nich przejdziemy, warto na chwilę zatrzymać się przy popularnonaukowym wstępie przygotowanym przez Witolda Jabłońskiego – pisarza, który w zasadzie zainaugurował w Polsce nurt słowiańskiej fantasy. Tym razem autor Słowa i miecza wchodzi jednak w buty literaturoznawcy, po to by spróbować rozprawić się z rozpowszechnionym przez romantyków mitem o rzekomej sielankowości naszej mitologii. W ten oto sposób pisarz niejako przecina wstęgę, otwierając młodszym od siebie prozaikom pole do tworzenie w nurcie słowiańskiej grozy.

Czytaj dalej... "„Słowiańskie koszmary” – sny o słowiańskiej grozie"

Utrzymujące się zainteresowanie mitologią słowiańską sprawia, że liczebność beletrystyki ze słowiańskimi motywami wciąż wzrasta. W ten nurt częściowo wpisuje się najnowsza powieść Ogniskowa autorstwa Joanny Bujak, choć już na wstępie należy zaznaczyć, że słowiańska demonologia jest w tym utworze jedynie dodatkiem, przez co osoby oczekujące sowitej dawki rodzimych wierzeń będą zawiedzione. To jednak nie powód do tego, by całkowicie zignorować tę pozycję, gdyż Ogniskowa broni się pod wieloma innymi względami.

Czytaj dalej... "„Ogniskowa” Joanny Bujak – groza ze słowiańskim demonem w tle"

Minął nieco ponad rok, od kiedy na polskim rynku wydawniczym pojawiła się pierwsza część "Xiąg Nefasa" – powieściowego cyklu Małgorzaty Saramonowicz opowiadającego o przygodach fikcyjnego kronikarza na ziemiach polskich w czasach Bolesława Krzywoustego. Mniej więcej rok po wydaniu pierwszej części wydawnictwo Znak poszło za ciosem, wydając drugą część cyklu zatytułowaną Xięgi Nefasa. W zaświatach. Z lekkim opóźnieniem publikujemy recenzję wspomnianej książki, na wstępie informując, że sympatycy pierwszej części zdecydowanie nie powinni być zawiedzeni.

Dalsza część artykułu może zawierać śladowe ilości niepożądanych informacji dotyczących fabuły pierwszej i drugiej części "Xiąg Nefasa" (za to nie powinna zawierać glutenu, gorczycy i orzechów arachidowych)

Czytaj dalej... "Nefas Nawię nawiedził… – recenzja „Xiąg Nefasa: W zaświatach”"

2

Jakiś czas temu do mych uszu dotarła informacja o wydanej w maju antologii słowiańskiej grozy zatytułowanej Krew zapomnianych bogów. Ta wydana przez wydawnictwo Horror Masakra pozycja od początku wzbudzała mój niepokój. Zastanawiałem się, czy autorzy opowiadań udźwigną ciężar zadania, gdyż nie łatwo przenieść do krótkiej formy literackiej klimat słowiańskiego świata. Każdy miłośnik słowiańszczyzny zdaje sobie sprawę, że nasza rodzima demonologia jest niesłychanie bogata, przez co faktycznie może ona działać inspirująco na prozaików różnego kalibru. Niepokoiło mnie jednak to, czy wszechobecna moda na kulturę słowiańską nie wpłynie negatywnie na całokształt zbioru. Wszakże nie od dziś wiadomo, że moda spłyca wszystko. Czy moje obawy były zasadne? Częściowo tak, choć na całe szczęście znalazły się w tej antologii perełki będące porządnymi kawałkami słowiańskiej literatury.

krew zapomnianych bogów5 Czytaj dalej... "„Krew zapomnianych bogów” – groza po słowiańsku"

Już nieraz na naszym blogu podejmowaliśmy się zrecenzowania powieści odwołujących się do słowiańskiej mitologii. Dziś pora na kolejną z nich – Imira Doroty Bałuszyńskiej-Srebro. Imir to baśniowa opowieść o tytułowym bohaterze, który opuszcza rodzinną krainę, po to by odnaleźć złotą strzałę i przy okazji swą przyszłą małżonkę. Podróż ta jest okazją do poznania przez księcia nieznanej mu krainy, nad którą pieczę sprawują słowiańskie bóstwa i demony. Poznawanie przez Imira krainy Światowita jest dla autorki pretekstem do tego, by powiedzieć coś o naszym nieidealnym świecie.

W wielu miejscach Imira zwykło błędnie kwalifikować się jako powieść fantasy, choć właściwszą kwalifikacją dla tej książki zdaje się być baśń. Dorota Bałuszyńska-Srebro jako pisarka debiutowała książkami adresowanymi do dzieci i młodzieży. Napisany przez nią Imir nie do końca jest zatem odległy od jej początkowej twórczości, gdyż jak doskonale wiemy najlepsze baśnie są czytywane zarówno przez najmłodszych, jak i dorosłych. Podobnie jest z Imirem, który zainteresować może przedstawicieli różnych pokoleń.

Imir okładka Czytaj dalej... "Słowiański Mały Książę – „Imir” Doroty Bałuszyńskiej-Srebro"