Przeskocz do treści

B jak Bies – abecadło po słowiańsku

Zainteresowanie mitologią słowiańską utrzymuje się na na dość wysokim poziomie. Rozmaici pasjonaci słowiańszczyzny dbają o to, by ludzie nie zatracili zainteresowania mitologią naszych praojców, przez co z różnych stron docierają do nas coraz to nowsze dzieła wprost odwołujące się do dorobku dawnych Słowian. Jako osoby świadome zmienności ludzkich gustów powinniśmy jednak zatroszczyć się również o to, by miłość do słowiańskości zakrzewić także u najmłodszych, tak by w odpowiednim wieku jako młodzież sami poczęli zgłębiać wiedzę o rodzimych wierzeniach. W Polsce nie brakuje rodziców, którzy przyznają, że zamierzają uczyć swe pociechy słowiańskiej mitologii już od małego. Naprzeciw tej potrzebie wychodzą Natalia Hluzow Martyna Pawlak, które dla wydawnictwa Merlin Publishing przygotowały książki pt. B jak bies będące częścią serii ABC Mitów Świata.

W ramach tej inicjatywy wydane zostały dwie książki. Pierwsza to Abecadło mitologii słowiańskiej – estetyczne kompendium wiedzy o rodzimej mitologii z rysunkami Martyny Pawlak i wierszowanymi opisami 22 demonów z mitologii Słowian przygotowanymi przez Natalię Hluzow. Druga publikacja to 50-stronicowa kolorowanka z postaciami opisanymi w kompendium. Choć sam okres wczesnego dzieciństwa mam dawno za sobą, z ogromną przyjemnością zabrałem się za przejrzenie zawartości obu publikacji. Przyszła pora na to, bym przybliżył Wam nieco ich zawartość i podzielił się wrażeniami z przeglądu.

Natalia Hluzow we wstępie do Abecadła mitologii słowiańskiej informuje czytelników, że naczelnym celem autorek jest zaciekawienie najmłodszych, a także wzbudzenie u nich sympatii do rodzimych demonów. Z tego powodu przedstawiane przez nie stworzenia są obdarte z brutalności i mówi się o nich w pozytywnym świetle. Autorki nie chcą straszyć dzieci słowiańskimi demonami. Wręcz przeciwnie – chcą, by stały się one towarzyszami ich codziennych zajęć.

Z tego powodu tytułowy Bies daje się poznać jako istota lubiąca się przytulać, zaś Wilkołak (nazywany w opracowaniu Wilkołaczkiem) płacze w świetle księżyca, ubolewając nad tym, że budzi strach wśród otoczenia. Nawet śmiertelnie niebezpieczna Strzyga w ostateczności okazuje się przyjaznym stworzeniem, które zamiast rozszarpywać napotkane istoty, zajmuje się tuleniem do snu leśnej zwierzyny. Jeśli już spotkanie któregoś z demonów może się okazać niebezpieczne, to przemoc zostaje skrajnie złagodzona, przez co Rusałka nieostrożnych mężczyzn może jedynie ze śmiertelnym skutkiem... załaskotać. Za sprawą przyjętej metody opisu książka będzie świetnie nadawać się na czytankę przed snem, która wyłącznie rozbudzi dziecięcą wyobraźnię, nie wywołując przy tej okazji lęku przed zaśnięciem lub koszmarów.

Jak już zostało powiedziane, książka opisuje 22 demony z rodzimych wierzeń. Konwencja publikacji serii ABC Mitów Świata zakłada, że każdej literze alfabetu łacińskiego zostaje przyporządkowana jedna postać. Wszystko po to, by dzieci przy okazji poznawania danej mitologii uczyły się również przy okazji alfabetu. Przyjęta forma opracowania materiału niesie jednak za sobą poważne konsekwencje.

Po pierwsze – w książce zabrakło miejsca dla kilku bardzo ważnych słowiańskich demonów. Bannik musiał ustąpić miejsca Biesowi, LatawicaLichoLeszemu, Płanetnik i PolewikPołudnicy, a Wąpierz – Wilkołakowi. Niestety, autorki książki nie miały możliwości uhonorowania wszystkich istotnych słowiańskich demonów i w wypadku niektórych literek musiały podejmować zapewne bardzo trudne decyzje, tak by omówić możliwie najbardziej reprezentatywne przykłady stworzeń.

Drugą istotną konsekwencją przyjętej konwencji jest konieczność dopełnienia abecadła o litery, do których trudno jest dobrać reprezentatywny przykład z rodzimej mitologii. Ratunkiem dla autorek okazała się mnogość słowiańskiego folkloru i fakt, że poszczególne demony mogą mieć nawet kilkanaście różnych nazw gwarowych w różnych częściach Polski. I tak oto w Słowiańskim abecadle znaleźli się kujawski Ankluz, śląski Fajermon, południowopolski Gnieciuch oraz przybyły ze Słowacji Hurbóz. Najwięcej trudności autorkom musiała sprawić literka E, o czym świadczy fakt umieszczenia w kompendium z braku laku greckiej bogini Echo.

Nie winię autorek za niedoskonałości wynikające z konwencji abecadłowej. Pewne decyzje co do wyboru demonów budzą jednak moje zastrzeżenia. Mocno brakuje mi w opracowaniu Mamuny, zamiast której wprowadzony został mało znany pomorski Mężyk. Dziwi mnie to tym bardziej, że oba te demony znane są z porywania dzieci, przez co braku Mamuny nie można tłumaczyć chęcią łagodzenia mitologii. Wielka szkoda, zwłaszcza że wierszyk na jej temat byłby idealną okazją do wprowadzenia wątku czerwonej wstążki i podmieniania dzieci na te gorsze. Sądzę, że spokojnie byłoby można zastąpić też śląskiego Jaroszka znaną na całym świecie Jagą, zaś serbsko-chorwacką Oblakinię bardziej znanym Obłocznikiem (oboczna nazwa Płanetnika).

Poza wspomnianymi zastrzeżeniami merytorycznymi muszę przyznać jednak, że książka dobrze spełnia swoje funkcje. Rysunki Martyny Pawlak są estetyczne i z pewnością wydadzą się atrakcyjne najmłodszym. Wierszyki Natalii Hluzow również powinny im się spodobać, a za sprawą ich treści dzieci być może przyswoją sobie część informacji z zakresu słowiańskiej demonologii. Rymowanki wręcz obfitują w częstochowskie rymy, lecz nawet nie śmiałbym oczekiwać od tego typu utworów, by były poezją wysokich lotów.

Wraz z Abecadłem słowiańskiej mitologii została wydana wspomniana już wcześniej kolorowanka, którą można zakupić osobno lub w zestawie z abecadłem. Składa się ona z dwóch części. Pierwsza połowa to w zasadzie pozbawione kolorów odtworzenie rysunków z pierwszej książki, dzięki któremu dziecko może na bieżąco utrwalać pamięć o poznanych demonach. I tak oto rodzic może opowiedzieć swojej pociesze o danym demonie, a następnie dać jej do pokolorowania rysunek, tak by dzień po dniu poznawała alfabet i rodzimą demonologię.

To jednak jeszcze nie wszystko! Na kolorowankę składają się dodatkowo inne rysunki, których bohaterami są omówione stworki. Martyna Pawlak stworzyła między nimi rozmaite scenki rodzajowe, np. Domowik wręczający kwiatek Kikimorze lub Fajermon tańczący z Południcą. Wśród tych dodatkowych rysunków można również odkryć postacie, których zabrakło w książkowym opracowaniu, m. in. Babę Jagę z towarzyszącym jej kocurem.

Kolorowankę dopełniają nieskomplikowane zadania umysłowe, takie jak labirynt i wykreślanka, które dzieci mogą wykonać, gdy już będzie brakować im sił na dalsze kolorowanie. Autorka przygotowała także wycinankę maski Biesa oraz przestrzeń, na której dziecko może spróbować wymyślić własnego słowiańskiego demona. Wszystko po to, by dziecko mogło skojarzyć naszą mitologię z innymi formami dziecięcych zabaw.

Całościowo książeczki B jak bies oceniam jako publikacje bardzo udane. Nie są to publikacje pozbawione wad, lecz sądzę, że dobrze powinny spełnić funkcję pierwszego opracowania słowiańskiej mitologii w życiu. Wierzę w to, że zaznajomiony z tymi pozycjami młody człowiek wiedziony ciekawością i sympatią do demonów sam w przyszłości jako nastolatek poszerzy wiedzę o kolejne opracowania. Kto wie, być może czytanie mu B jak Bies sprawi, że z upływem lat podejmie się lektury Bestiariusza słowiańskiego Pawła Zycha i Witolda Vargasa lub nawet Mitologii Słowian Aleksandra Gieysztora. Jeśli zasadzimy w nim ziarno sympatii w tak wczesnym wieku, jest duża szansa na to, że wykiełkuje w przyszłości.


Gratis dla czytelników Sławosława!

Wydawnictwa Merlin Publishing jest zadowolone z tego, że ich książki cieszyły się zainteresowaniem na naszym Facebooku pod jednym z ostatnich wpisów. Z tego powodu wydawnictwo przygotowało 7 toreb płóciennych z tytułowym Biesem. Wydawnictwo zobowiązało się dołączyć je jako gratisy dla osób, które na ich stronie zamówią zestaw B jak bies (książka + kolorowanka) za 38,99 zł z darmową wysyłką. Torby są przewidziane dla siedmiu osób, które najszybciej prześlą na nasz redakcyjny e–mail (kontakt@slawoslaw.pl) numery swoich zamówień.

Aktualizacja: Jeszcze 3 torby czekają na właścicieli! Czekamy na Wasze e-maile z numerami zamówienia.

Udostępnij na:
  • ,,Nawet śmiertelnie niebezpieczna Strzyga w ostateczności okazuje się przyjaznym stworzeniem, które zamiast rozszarpywać napotkane istoty, zajmuje się tuleniem do snu leśnej zwierzyny" jako tak jakby strzyga jestem zachwycona tym uroczym opisem.
    Ale nie, jesteśmy mniej przyjazne.